Zdrowie według PiS

Zdrowie według PiS

Likwidacja NFZ, gwarancja finansowania dla publicznych szpitali i darmowe leki dla osób 75 plus.
Szybka i bezpieczna pomoc medyczna dla każdego obywatela, oddzielenie
oddzielenie publicznej służby zdrowia od prywatnej i powrót lekarzy i 
dentystów do szkół – już exposé premier Beaty Szydło wywołało
kontrowersje. Kolejne wzbudził minister zdrowia Konstanty Radziwiłł,
zapowiadając darmowe leki dla osób po 75. roku życia. To po tej
deklaracji posłowie opozycji po raz pierwszy stwierdzili, że do gmachu
Sejmu powrócił PRL. Nowy zarząd resortu zdrowia bardzo się broni przed
taką łatką. Czy słusznie? Postanowiliśmy przyjrzeć się pomysłom nowego
rządu na służbę zdrowia.


NFZ MUSI ODEJŚĆ


„NFZ stał się nie tylko jedną z najpotężniejszych instytucji finansowych
w Polsce (obrót prawie 70 mld zł), ale także bezapelacyjnym monopolistą
w zakresie kontraktowania świadczeń zdrowotnych, bezwzględnie
narzucającym swoje zasady świadczeniodawcom i pacjentom” – pisał
minister Konstanty Radziwiłł w ostatnim, wrześniowym numerze kwartalnika
„Rzeczy Wspólne”. Funduszowi zarzucił też rozbudowane biurokrację i 
sprawozdawczość oraz konkurowanie z ministrem zdrowia w zakresie
organizacji systemu. „Wydaje się, że sytuację może zmienić likwidacja
NFZ i powołanie wojewódzkich instytucji zamawiających opiekę zdrowotną”
– zauważył. Z tych planów resort, jak udało nam się ustalić, nie 
rezygnuje.


Wojewódzkie oddziały NFZ mają zastąpić wydziały zdrowia w urzędach
wojewódzkich. Budżet na dany rok zostanie natomiast podzielony na część
do dyspozycji wojewodów i ministra zdrowia. To właśnie powrót do 
budżetowego systemu finansowania opieki zdrowotnej politycy opozycji
uważają za powrót do PRL. Minister Radziwiłł się z nim nie zgadza: –
Budżetowe finansowanie ma miejsce w Szwecji, Hiszpanii, we Włoszech –
zauważył na początku grudnia podczas posiedzenia sejmowej Komisji
Zdrowia.


Widmo likwidacji NFZ, powołanego w 2003 r. przez ówczesnego ministra
Mariusza Łapińskiego (SLD), wywołało popłoch wśród podmiotów
komercyjnych, na które obecna władza patrzy niechętnym okiem. Nastroje
uspokoiła nieco deklaracja, że kontrakty, podpisane obecnie do czerwca
2016 r., zostaną przedłużone do grudnia. Takiego czasu resort potrzebuje
na nową wycenę świadczeń. Zdaniem dr. Jerzego Gryglewicza z Instytutu
Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego finansowanie z 
budżetu nie musi oznaczać regresu, zwłaszcza że dokonywać się będzie
stopniowo.


LEKI DLA SENIORÓW


– Ten projekt jest trudny, ale jest dużo osób, które nie radzą sobie
finansowo z wykupieniem leków – mówi Radziwiłł o zniesieniu


opłat za niektóre medykamenty dla osób po 75. roku życia. To ono
wywołało porównania do czasów PRL, gdy zdarzało się, że zwolnieni z 
opłat, np. kombatanci, zaopatrywali w lekarstwa pół bloku. Eksperci
tłumaczą, że dziś nie ma warunków do takich nadużyć: – NFZ monitoruje
przecież recepty pod kątem numeru wykonywania zawodu lekarza i numeru
PESEL pacjenta. Mamy odwrotny problem – w strachu przed sankcjami
funduszu lekarze boją się przepisywać leki ze zniżką i wiele osób musi
je wykupywać po pełnej cenie. A ta jest często nie do udźwignięcia dla 
kieszeni emeryta, zwłaszcza że osoby po 75. roku życia raczej już sobie
nie dorobią – zauważa Marek Balicki, były minister zdrowia w rządzie
SLD. Darmowe mają być leki, do których seniorzy dopłacają dziś 30 lub 50 
proc. ceny i takie, które nie stwarzają ryzyka nadużyć. Minister
zapowiedział, że resort zacznie od „leków tanich”, które nie zrujnują
budżetu. Na listach, ogłaszanych co dwa miesiące, znajdą się więc
substancje stosowane przy chorobie Alzheimera czy nadciśnieniu, ale 
zabraknie antybiotyków, którymi senior mógłby się podzielić z rodziną.
Ile ta decyzja będzie kosztowała budżet? Na razie nie wiadomo –
obliczenia trwają.


SIEĆ SZPITALI


Z naszych informacji wynika, że resort planuje wielki powrót do 
zamierzeń ministra Zbigniewa Religi – sieci szpitali, które miałyby
gwarancję zawierania kontraktów z NFZ i uwzględniania w programach
ministerialnych. Do sieci miałyby należeć szpitale publiczne,
akademickie i wysokospecjalistyczne – o tzw. trzecim poziomie
referencyjności. Miałyby ratować i leczyć w sytuacji klęsk żywiołowych
czy epidemii. „Nie ma żadnych dowodów, żeby jednostki skomercjalizowane
lepiej radziły sobie na rynku świadczeń zdrowotnych. Co najwyżej daje
się zaobserwować mało zaskakujące zjawisko stopniowej koncentracji na 
wyniku finansowym placówek przekształconych w spółki” – zauważa
Radziwiłł w „Rzeczach Wspólnych”.


Zgadza się z nim Balicki, który uważa, że z budżetu powinny być
finansowane jedynie jednostki non profit – szpitale publiczne i 
hospicja: – Nie widzę powodu, dla którego zysk prywatnego właściciela
miałby być finansowany ze składek emerytów – mówi i zauważa, że taka
zasada sprawdza się np. w Belgii. Jerzego Gryglewicza niepokoi takie
podejście: – Sugerowanie, że sektor prywatny jest nieetyczny i działa z 
chęci zysku, musimy zderzyć z tym, że publiczny jest nieefektywny i 
działa nieoptymalnie. A wiele gałęzi medycyny, takich jak podstawowa
opieka zdrowotna i dziedziny opieki specjalistycznej, takie jak
kardiologia inwazyjna czy okulistyka, działają głównie w sektorze
prywatnym – tłumaczy. Podobne obawy ma dr Krzysztof Chlebus z Gdańskiego
Uniwersytetu Medycznego, wiceminister zdrowia za rządów PO: – Powrót do 
systemu budżetowego i negowanie sektora prywatnego to regres. Rola
ministerstwa powinna sprowadzać się do tego, by zysk nie odbywał się
kosztem jakości.


To na niej powinno się skupić, a nie na przewracaniu tego, co udało się
wypracować przez ostatnie lata – uważa. Popiera natomiast
zagwarantowanie finansowania szpitalom szkolącym studentów. – Dziś
szpitale kliniczne przystępują do konkursu NFZ na takich samych zasadach
jak pozostałe placówki, choć prócz leczenia prowadzą też badania naukowe
i stanowią zrąb kształcenia kadr medycznych – tłumaczy Chlebus i ma
nadzieję, że szpitale kliniczne będą osią sieci.


PRZYWRÓCIĆ STAŻ PODYPLOMOWY


Gwarancja finansowania dla szpitali klinicznych to niejedyny ukłon
nowego rządu w stronę środowisk akademickich. Konstanty Radziwiłł
planuje przywrócić staż podyplomowy, który minister Ewa Kopacz zniosła,
by skrócić ścieżkę kształcenia lekarzy. Rocznik, który ukończy studia w 
2016 r., miał rozpoczynać specjalizację tuż po dyplomie, bez
13-miesięcznych płatnych praktyk. Zdaniem Radziwiłła staż jest potrzebny
do „przyzwoitego kształcenia kadr medycznych”. Rektorzy uczelni
medycznych odetchnęli z ulgą, bo bez stażu do pacjentów wypuszczaliby
absolwentów bez praktyki.


INFORMATYZACJA DO NAPRAWY


Wiele wskazuje, że przed wprowadzeniem zmian nowemu kierownictwu resortu
przyjdzie się zmierzyć z projektami poprzedników. Na pierwszy ogień
pójdzie wart 712 mln zł projekt informatyzacji systemów ochrony zdrowia
P1 – Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania
zasobów cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych. Miał ujrzeć światło
dzienne w 2016 r., a jest, jak powiedział Radziwiłł, „w marnym stanie”.
Tydzień temu ministerstwo wypowiedziało umowy czterem podwykonawcom i 
przedsięwzięcie zawisło na włosku, co jest o tyle groźne dla budżetu, że 
Bruksela może nie wypłacić Polsce 600 mln zł na ten cel. Dwa śledztwa w 
tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. – Ratujemy, co 
się da – mówi minister Radziwiłł. Pod koniec tygodnia resort przedstawił
nowy harmonogram ukończenia prac. W przyszłym roku rozpisany zostanie
nowy przetarg na dokończenie budowy systemu, w ciągu najbliższych dwóch
lat wprowadzona zostanie elektroniczna recepta, w 2018 r. elektroniczne
skierowanie, w 2019 r. elektroniczne zlecenie i zwolnienie, a w 2020 r.
projekt ma być w pełni funkcjonalny.


JAKIE PODWYŻKI DLA PIELĘGNIAREK


Problemem może być także wypłata obiecanych przez ministra Mariana
Zembalę podwyżek dla pielęgniarek i położnych. – Porozumienie podpisane
z poprzednim ministrem musi być realizowane, ale mamy problem z 
finansowaniem zobowiązań – przyznał Radziwiłł podczas posiedzenia
Komisji Zdrowia. Wiele jednak wskazuje na to, że podwyżki zostaną
utrzymane. Pielęgniarek jest w Polsce ok. 279 tys., ale tylko 200 tys.
pracuje w zawodzie. Ponadto część wyjeżdża za granicę. Lepiej jest z 
lekarzami – w zawodzie pracują prawie wszyscy, ale jest ich tylko 140 
tys. To stanowczo za mało jak na potrzeby 37-milionowego kraju. W piątek
jednak resort zapowiedział wzrost płac dla zatrudnionych w podmiotach
leczniczych. Pracownicy medyczni będą zarabiać 6-15 proc. wiecej, co 
wiąże się z podwyżką płacy minimalnej. Z informacji wynika, że poprawek
wymagają mapy potrzeb zdrowotnych, które mają być skończone do 1 
kwietnia 2016 r. To na ich podstawie kontraktowane będą świadczenia w 
poszczególnych regionach. Na razie ministerstwo ma mapy dotyczące
kardiologii i onkologii.


Zmianą w onkologii będzie rezygnacja z pakietu onkologicznego. – Pakiet
nie zadziałał – uważa Konstanty Radziwiłł. Jego resort chce za to 
uzupełnić ustawę o zdrowiu publicznym przygotowaną przez byłą
wiceminister Beatę Małecką-Liberę. Zdaniem Gryglewicza plan Radziwiłła
ma szanse: – Przede wszystkim dlatego, że to człowiek nastawiony na 
dialog, czego wyraz dał wielokrotnie, choćby podczas obrad Okrągłego
Stołu w Ochronie Zdrowia w 2003 r. i Białego Szczytu w 2007 r. – mówi
ekspert.
Okładka tygodnika WPROST: 50/2015
Więcej możesz przeczytać w 50/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także