Ubrani w patriotyzm

Ubrani w patriotyzm

Prezydent Andrzej Duda, który poleciał do Chin w polo z polską flagą, niespodziewanie wypromował odzież patriotyczną.
To absurdalna sytuacja. Chiny mają, jaki mają, ustrój na papierze, ale w 
rzeczywistości są mniej komunistyczne niż wiele krajów zachodnich. Poza
tym prezydent wziął polówkę po prostu z biało-czerwoną flagą. Jeżeli
chcemy się do czegoś doczepić, to możemy do wszystkiego – twierdzi
stanowczo Paweł Szopa, współzałożyciel Red is Bad, marki sprzedającej
patriotyczną odzież.


To na niego i jego wspólnika Jakuba Iwańskiego spadło całe zamieszanie.
Prezydent bluzę ich firmy założył do samolotu w drodze do Chin, gdzie
wziął udział w szczycie z udziałem gospodarzy i przedstawicieli państw
Europy Środkowo-Wschodniej. O koszulce pewnie nawet byśmy się nie 
dowiedzieli, gdyby nie Andrzej Hrechorowicz, fotograf dokumentujący
pracę głowy państwa. Uwagę internautów przykuła właśnie czarna koszulka
polo z długim rękawem. Na piersi znalazła się jedynie mała kieszonka z 
motywem polskiej flagi.


Pierwsze komentarze pojawiły się już pod samym zdjęciem, które Andrzej
Duda zamieścił na Facebooku. Generalnie pozytywne – co zrozumiałe,
ponieważ profil prezydenta śledzą głównie jego zwolennicy. Ale za chwilę
i w sieci, i w mediach tradycyjnych rozpętała się burza. W serwisie
Strajk.eu – który reklamuje się jako „strona startowa polskiej lewicy” –
czytamy, że „głowa państwa ma na sobie koszulkę polo antykomunistycznej,
skrajnie nacjonalistycznej marki”. „Red is Bad to firma sprzedająca
odzież z tzw. symboliką patriotyczną, przedstawiającą m.in. bandytów z 
Narodowych Sił Zbrojnych, którzy tuż po zakończeniu II wojny światowej
dopuścili się wielu zbrodni na ludności żydowskiej i białoruskiej oraz 
mordowali Polaków, którzy ośmielili się przyjąć ziemię w ramach reformy
rolnej” – czytamy dalej.


Pojawia się także komentarz lewicowego publicysty Piotra Szumlewicza,
który uznał, że „gest prezydenta pokazuje, że PiS coraz bardziej
utożsamia się ze środowiskami otwarcie agresywnej, ksenofobicznej
prawicy”. Na Twitterze w rolę eks- pertów od mody zaczęli się wcielać
kolejni lewicowi politycy. Tomasz Kalita z SLD zauważył, że prezydent
Duda leci do komunistycznych Chin w koszulce Red is Bad, czyli „Czerwony
jest zły”, a mimo to będzie podpisywać umowy z przedstawicielami
„czerwonego” państwa. Z tego samego powodu były prezes TVP Robert
Kwiatkowski nazwał ironicznie Dudę „strategiem”. Nie zabrakło także
komentarzy pozytywnych, ale głównie z prawej strony sceny politycznej.
Prezydenta chwalił m.in. Krzysztof Bosakz Ruchu Narodowego. Wybór Dudy
był jednak całkowicie spontaniczny. Paweł Szopa dowiedział się o 
sympatii prezydenta do marki z mediów. – To było dla nas zaskoczenie –
mówi. – W części mediów sprawa naszej polówki wywołała oburzenie, ale 
czy prezydent z jej powodu nie załatwił czegoś w Chinach? Wizyta była
odebrana bardzo pozytywnie, a niektórzy dziennikarze skupili się na jego
koszulce i ślizganiu się po Wielkim Murze Chińskim.


MAGAZYN POD ŁÓŻKIEM


Ze współwłaścicielem Red is Bad rozmawiamy w siedzibie firmy w starym
biurowcu na warszawskiej Pradze-Północ. Za ścianą znajdują się
150-metrowy magazyn i nowoczesny sklep, który wystrojem przypomina
punkty dużych marek w galeriach handlowych. Ale przez lata firma
działała w spartańskich wręcz warunkach. – Mieszkam w bloku na Bródnie.
Pierwsze biuro to był mój pokój. Pod łóżkiem był magazyn. U mojego
wspólnika Kuby było z kolei biuro projektowe. Bardzo szybko to się
zaczęło nam rozrastać. Przez pierwsze pół roku wszystko, co zarobiliśmy,
inwestowaliśmy dalej. Żyliśmy z oszczędności – wspomina. Ze wspólnikiem
znają się jeszcze ze szkoły średniej. Obaj chodzili do 
warszawskiegoliceum im. Romualda Traugutta. W klasie jako jedyni byli
przeciwko przystąpieniu przez Polskę do Unii Europejskiej. Unia w 
obecnym kształcie nie podoba im się także dzisiaj. – Wywodzimy się z 
takiego środowiska, tak zostaliśmy ukształtowani – tłumaczy. Po liceum
ich drogi się rozeszły. Jakub Iwański skończył ASP, Paweł Szopa prawo na 
UW. Historia ich wspólnej firmy zaczęła się od fanpage’a na Facebooku,
który nazwali Red is Bad. Strona, która początkowo miała być dla nich
tylko miejscem do komentowania rzeczywistości politycznej, zdobyła dużą
popularność. Rozgłos przyniosły im zwłaszcza grafiki, które później
trafiały na ogólnopolskie portale. W końcu internauci zasugerowali im
tworzenie koszulek.


MODNI BIAŁO-CZERWONI


– Zaryzykowaliśmy, choć obaj nie mieliśmy pojęcia o szyciu. Kuba
skończył co prawda ASP, ale to było projektowanie przemysłowe. Ja miałem
wtedy dosłownie 4 tys. zł oszczędności i postanowiłem je zainwestować.
Uszyliśmy chyba ok. 200 koszulek. Cztery wzory, po 50 sztuk – opowiada
Paweł. Ubrania trafiły do sieci. W sklepie internetowym sprzedały się w 
zaledwie dwa dni. Wtedy już wiedzieli, że trafili na podatny grunt. Tak
się zaczęło. Później postanowili, że jeśli mają produkować koszulki, to 
będą one wykonywane w Polsce. Chociaż nawet nie wiedzieli, czy to jest
technologicznie możliwe. Odwiedzili kilkadziesiąt szwalni i pracowni
sitodruków w całej Polsce. Zależało im na jakości, więc mimo że 
proponowano im zakup gotowych i tanich koszulek pod nadruki, nie 
zgodzili się. Chcieli, by produkty były dopracowane.


Dzisiaj każdego dnia wysyłają około stu paczek dziennie, a w firmie
pracuje 12 osób. Mają własnych projektantów, pracowników sklepów
stacjonarnych, magazynierów. I rozwijają się – za kilka dni otwierają
sklep przy samym rynku w Krakowie. W przyszłym roku chcą otworzyć trzy
kolejne sklepy – w centrum Warszawy, we Wrocławiu i w Trójmieście. – Red
is Bad od początku miało wyrażać nasze poglądy. Gdyby usiadł z nami
inwestor, który spojrzałby na naszą działalność tylko pod kątem zysków i 
strat, to jedną czwartą wzorów kazałby nam wyrzucić, ponieważ się źle
sprzedają. Są niszowe. Ale my mamy kilka wzorów tylko dlatego, że chcemy
edukować ludzi – tłumaczy obrazowo Paweł Szopa.


W swoim manifeście właściciele Red is Bad piszą, że chcą przypominać
zapomnianych bohaterów i niepodległościowe zrywy przodków. Czują dumę z 
tego, że to Polacy zatrzymali w 1920 r. marsz bolszewików na Zachód,
stworzyli w czasie okupacji doskonale zorganizowany ruch oporu, wreszcie
nigdy nie poddali się radzieckiej władzy. I takie są ich ubrania –
znajdziemy na nich podobizny rotmistrza Pileckiego, Żołnierzy Wyklętych,
obrońców Westerplatte, husarii, a nawet rycerstwa walczącego z 
Krzyżakami pod Grunwaldem. Powstaniu Warszawskiemu poświęcili całą
osobną kolekcję. Inna nazywa się „Jesteśmy stąd”, a ubrania z niej
podkreślają polskość i patriotyzm osoby, która je nosi. Zresztą barwy
narodowe pojawiają się na ich odzieży najczęściej. Za realizowanie
własnych pasji i posiadanie wyrazistych poglądów często spada na nich
krytyka – taka jak na prezydenta Dudę przy okazji wizyty w Chinach. Choć
nie bardzo rozumieją dlaczego.


Chyba tylko dlatego, że uważają komunizm za zło podobne do nazizmu. Bo 
już lansowanie symboliki patriotycznej czy drukowanie koszulek z 
bohaterami narodowymi żadnych wątpliwości wywoływać nie powinno. W 
Stanach Zjednoczonych amerykańska flaga jest po prostu wszędzie. Na 
dżinsach, T-shirtach, sukienkach i zabawkach. I wszyscy uważają to za
normalny sposób manifestowania patriotyzmu. Dlaczego u nas miałoby być
inaczej? Sukces marki Red is Bad, która dorobiła się już sporego grona
naśladowców, pokazuje, że jest wielu ludzi, którzy chcą w taki właśnie
sposób manifestować swoje poglądy. I nie ma w tym nic złego. Dzięki
odzieży z amerykańskimi „stars and stripes”, którą oglądamy w co drugim
hollywoodzkim filmie, cały świat widzi, że obywatele USA są dumni ze 
swojego kraju.
Okładka tygodnika WPROST: 50/2015
Więcej możesz przeczytać w 50/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także