KNOW-HOW

KNOW-HOW

Wystarczy postawić go przy ścianie, a zaczną się cuda. Mowa o projektorze Philips Screeneo, który stojąc zaledwie kilkanaście centymetrów od ściany, wyświetli obraz o przekątnej 50 cali. Odsuńmy go trochę dalej i mamy pełne 100 cali. A to już poważna alternatywa dla telewizora. Screeneo jest urządzeniem wielozadaniowym. To sporych rozmiarów pudełko, które pomieściło kilka urządzeń. Przede wszystkim projektor dostarcza obraz i dźwięk. Sercem jest tu lampa LED, która według producenta wystarczy na 30 tys. godzin pracy, czyli kilka lat nieustannego świecenia. Ale w środku projektora jest coś jeszcze: to niewielki komputer z Androidem na pokładzie. Możemy więc oglądać filmy z YouTube’a, przeglądać internet czy odbierać pocztę. Oczywiście korzystanie z załączonego pilota przy surfowaniu po internecie nie jest najwygodniejsze, ale możemy podłączyć do projektora myszkę przez Bluetooth. Bo kolejną zaletą Screeneo jest łączność. Po pierwsze, mamy do dyspozycji trzy złącza HDMI, pod które możemy podłączyć kablówkę czy odtwarzacz DVD. Ale nie musimy mieć kablówki, w środku jest bowiem tuner DVB-T i jeśli jesteście zwolennikami naziemnej telewizji cyfrowej, proszę bardzo. Jeśli podłączymy go do domowej sieci przez WiFi (2,4 i 5 GHz) lub kablem ethernetowym, to można odtwarzać materiały udostępnione przez DLNA, można też rzucać na niego obraz przez Miracast – np. z tabletu. Możliwości jest naprawdę wiele. Co więcej, projektor dzięki temu, że jest sporym pudełkiem, gra naprawdę dobrze – dźwięk jest głęboki i mocny, spokojnie można na nim słuchać muzyki. Teraz o obrazie. W środku jest układ LED z przetwarzaniem DLP, który wykorzystuje tzw. lustro pryzmatyczne. Dzięki temu możemy wyświetlać ogromny obraz tuż przed projektorem. Ale niestety jasność nie powala na kolana: 700 lumenów to za mało. W ciągu dnia w nasłonecznionym pomieszczeniu będzie problem. Kiedy jest trochę ciemniej, projektor pokazuje swoje możliwości. Nie przeszkadza mu, że ściana jest żółta, bo obraz można skorygować w zależności od koloru ściany. Rozdzielczość to 1200 x 800 pikseli, ale szczerze mówiąc wydaje się, że jest więcej. W zestawie są też aktywne okulary 3D, a także możliwość przetwarzania obrazu z 2D na 3D. Całość według mnie jest alternatywą dla telewizora, bo telewizor to każdy ma, a tutaj dostajemy dodatkowo efekt wow. Trzeba tylko dokupić rolety.

Zaprogramuj mnie

CO KUPIĆ DZIECIOM POD CHOINKĘ, ŻEBY SIĘ POBAWIŁY, A PRZY OKAZJI CZEGOŚ NAUCZYŁY? SPRÓBUJCIE ROBOTÓW DASH I DOT. Na pierwszy rzut oka to świecące, jeżdżące i gadające zabawki. Ale jest coś jeszcze. Są idealne do tego, by nauczyć dzieci programowania. Do dyspozycji mamy kilka aplikacji, którymi możemy sterować robotami. Aplikacja Go jest dla najmłodszych. Możemy jeździć robotem, nagrywać komendy głosowe, trąbić czy piszczeć oponami. W aplikacji Path dzieci mają trudniej: muszą wyznaczyć robotowi trasę, tak by po drodze wykonał odpowiednie zadania. Dla starszych są aplikacje Blockly i Wonder. Umożliwiają dowolne programowanie robotów. Blockly to obrazkowe narzędzie programowania, opierające się na komendach „przeciągnij i upuść”. I tu już robi się poważnie, bo dzieciaki programują robota. I to tak, jak by się pisało program: jeśli przejedziesz tyle, zatrzymaj się, obróć, zatrąb. Polega to na tym, że dziecko przesuwa odpowiednią komendę na ekran główny, tworząc indywidualny program. Ale to nie wszystko. Robota można obudować klockami lego, można podłączyć do niego cymbałki, zaprogramować tak, by zagrał naszą melodię. Całość przetestowałem na własnych dzieciach i naprawdę się wciągnęły.

Tablet jak cukierek

Jest lżejszy i cieńszy od iPada Air. W tej chwili to najlepszy tablet w ofercie Samsunga. Galaxy Tab S2 próbuje walczyć o kurczący się rynek tabletów. I robi to w dobrym stylu. Tablet jest supercienki, obudowa to zaledwie 5,6 mm grubości. W dodatku dzięki metalowym ramkom jest dosyć stabilny, nie sprawia wrażenia, że się za chwilę wygnie, a lekkie nacięcia na obudowie dodają mu artystycznego sznytu. Najważniejszą zmianą w stosunku do poprzednika są proporcje obrazu, które teraz wynoszą 4:3. Zmniejszyła się więc też przekątna i teraz wynosi 9,7 cala, a rozdzielczość spadła do 2048 x 1536. Najważniejszą zaletą jest wyświetlacz. To Super AMO- LED, który jest montowany w czołowych smartfonach Samsunga.

Nie wymaga podświetlania diodami, dzięki czemu mamy lepsze odwzorowanie czerni. Obraz jest może nieco cukierkowy, ale można to wyregulować, zmieniając tryb wyświetlania. Do tego procesor. To Samsung Exynos 7 Octa 5433. Pozwoli grać we wszystkie najnowsze gry, odtwarzać filmy i korzystać z zaawansowanych aplikacji. Bateria wytrzymuje – przy standardowym korzystaniu – około dwóch dni. Nie jest to najlepszy wynik, ale taką wagę uzyskano właśnie kosztem baterii. Samsung odszedł też, co warto pochwalić, od ładowania w system wszystkich ulepszeń, o których myśli, że użytkownikom się przydadzą, a których nie można odinstalować. Dzięki temu całość działa szybciej. Są też bonusy, np. półroczna prenumerata tygodnika „The Economist” czy zestaw aplikacji od Microsoftu. A także aplikacja do czyszczenia pamięci tabletu. Dzięki temu nie zamulimy go zbędnymi danymi. Leciutki Galaxy Tab to idealny wybór przy czytaniu gazet i książek. I choć na rynku zaczynają królować hybrydy z Windowsem na pokładzie, Samsung pokazuje, że segment tabletów nie jest jeszcze stracony.

Okładka tygodnika WPROST: 52/2015
Więcej możesz przeczytać w 52/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także