Prezydent rżnie głupa?

Prezydent rżnie głupa?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Litewskie służby bezpieczeństwa już wiosną ostrzegały prezydenta o niepokojących zjawiskach w jego otoczeniu, ale prezydent nie reagował - zeznał dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Państwa.
Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Państwa Meczys Laurinkus zeznał przed parlamentarną komisją śledczą, że doszło do wycieku poufnych informacji przekazywanych jedynie Paksasowi i jego najbliższym współpracownikom na temat prowadzonych śledztw. Poinformował też o spotkaniu z prezydentem i  kilku jego doradcami na temat śledztwa w sprawie przemytu, jednak podkreślił, że listę osób zamieszanych w ten proceder pokazał tylko prezydentowi. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie komisji, czy uważa prezydenta Paksasa za winnego stawianych mu zarzutów.

Przypomniał też dokładne daty i okoliczności informowania w marcu prezydenta o niebezpiecznych działaniach przedsiębiorcy Jurija Borisowa, najhojniejszego sponsora prezydenckiej kampanii wyborczej Paksasa, a także późniejszego doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa Remigijusa Aczasa. Pomimo tych ostrzeżeń w kwietniu prezydent przyznał obywatelstwo litewskie Borisowowi, dotąd obywatelowi Federacji Rosyjskiej.

W poniedziałek przed parlamentarną komisją śledczą zeznawał też nadkomisarz policji Vytautas Grigaraviczius. Przedstawił on informację, z których wynika, że przedstawiciele świata przestępczego byli sponsorami kampanii wyborczej Paksasa, a tuż po  wyborach dążyli do usunięcia Grigaravicziusa ze stanowiska szefa litewskiej policji.

Jak powiedział członek komisji, poseł Andrius Kubilius, "przedstawione dzisiaj fakty nie polepszyły sytuacji prezydenta". "Mogę powiedzieć jedynie, że wnioski komisji będą takie, że zmuszą wielu parlamentarzystów do zastanowienia się nad rzeczywistą możliwością postawienia prezydenta w stan oskarżenia" -  powiedział Kubilius.

Tymczasem litewski prezydent twierdzi, że oskarżanie ludzi z jego ekipy prezydenckiej, a  także jego samego o kontakty z międzynarodowymi organizacjami przestępczymi jest "zaplanowanym skandalem". "Widać to z rozwoju wydarzeń i z wielu faktów. Widać, że proces ten jest sterowany - oświadczył Paksas.

Od trzech tygodni parlamentarna komisja śledcza bada, czy  najbliższe otocznie prezydenta i on sam mieli kontakty z  międzynarodowymi organizacjami przestępczymi. Taką informacją pod  koniec października przedstawiły litewskie służby bezpieczeństwa.

Komisja przesłuchała już doradców prezydenta, wielu polityków, ministrów, urzędników. Liczyła też na to, że przed komisją stanie i sam prezydent. Jednak w ubiegłym tygodniu Rolandas Paksas zaproponował, że udzieli odpowiedzi na piśmie, na co komisja nie  wyraziła zgody.

W poniedziałek komisja zaapelowała raz jeszcze, by prezydent złożył zeznania w najbliższą środę lub czwartek. Jej przewodniczący Aloyzas Sakalas przypomniał między innymi, że  ustawa o komisjach parlamentarnych nie przewiduje pisemnej formy odpowiedzi. Komisja zaproponowała też, że sama przybędzie do  urzędu prezydenckiego, by prezydent nie musiał przychodzić do Sejmu.

Według docenta wydziału prawa Uniwersytetu Wileńskiego Egidijusa Szileikisa, "prawo mówi, że komisja może prosić, by prezydent złożył zeznania, ale mówi też, że prezydent może odmówić składania zeznań". "Za niestawienie się przed komisją nie przewidziane są żadne sankcje. Jedyną karą może być potępienie przez społeczeństwo" - powiedział w poniedziałek w litewskiej telewizji publicznej Szileikis.

Parlamentarna komisja śledcza ma przedstawić swe wnioski do 1 grudnia.

em, pap