Z rodziną nie tylko na zdjęciu

Z rodziną nie tylko na zdjęciu

Choć bywają na świeczniku i odnoszą głośne sukcesy, o nich samych mówi się niewiele. Tymczasem znaczenie firm rodzinnych w gospodarce jest nie do przecenienia, co pokazał również ranking największych i najlepszych takich przedsiębiorstw, przygotowany przez „Wprost”.

Wstarych demokracjach firmy rodzinne budowane były przez stulecia. Historia najstarszych wykracza poza ubiegłe tysiąclecie, jak w przypadku francuskiej winnicy Chateau de Goulaine, która powstała w IX w. W kraju o tak burzliwych dziejach jak Polska było to niemożliwe. Niemal na palcach ręki można policzyć działające duże firmy rodzinne, o których pierwsze wzmianki pojawiły się choćby w czasach międzywojennych. Przykładem są Zakłady Piekarskie Oskroba, których historia sięga lat 30. XX w., kiedy to Wacław Oskroba otworzył pierwszą piekarnię. Tradycję kontynuowali jego synowie, Stanisław i Ryszard, a od 1981 r. wnuk Dariusz z rodziną, obecnie prezes spółki z siedzibą w Celestynowie koło Otwocka.


Historia firm rodzinnych w Polsce nie wykracza jednak zazwyczaj poza historię jednego pokolenia i okres transformacji po 1989 r. Jednak w wielu przypadkach to jedno pokolenie wystarczyło do zbudowania przedsiębiorstwa konkurującego z największymi graczami w branży. Jak oszacowała Konfederacja Lewiatan, organizacja pracodawców, na podstawie własnych badań z 2014 r., firmy rodzinne tworzą ponad 18 proc. polskiego PKB, a pracuje w nich 24 proc. zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw.

NAJWIĘKSI I NAJLEPSI

Według Lewiatana firmy rodzinne stanowią w Polsce prawie 1/3 firm mikro, małych i średnich. Odsetek ten w gronie dużych przedsiębiorstw można szacować na kilkanaście procent – to prawdziwe perełki. I właśnie 100 największych polskich firm rodzinnych znalazło się w rankingu „Wprost”. Dodatkowo oceniliśmy dynamikę ich rozwoju. W czołówce najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw dominują te w pełni kontrolowane przez rodziny. Dość powiedzieć, że w pierwszej dwudziestce jest ich 14. Najwyżej uplasowała się spółka Transfer Multisort Elektronik z Łodzi, założona przez braci Adama i Zbigniewa Kuczyńskich. Zaczynali oni w 1990 r. od małego sklepu z elektroniką. Dziś są jednym z najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw w Polsce i czołowym europejskim dystrybutorem podzespołów elektronicznych w Europie. Na drugim miejscu znalazła się spółka Eko-Okna z Kornic w powiecie raciborskim. Założono ją w 1998 r., ale tradycje przedsiębiorczości w rodzinie właścicieli są o wiele dłuższe.

– Pomysłodawcą był mój ojciec Zbigniew Kłosek. Miał doświadczenie w produkcji oraz przetwórstwie szkła zdobywane od lat 70., więc zaproponował, abyśmy wspólnie otworzyli wytwórnię okien PCV. I tak się zaczęło – opowiada Mateusz Kłosek, do niedawna prezes, a obecnie przewodniczący rady nadzorczej spółki. Na początku dostarczała ona okna jedynie na Śląsku. Teraz sprzedaje swoje produkty (m.in. również drzwi) w całej Polsce i wielu krajach Europy. Eko-Okna są klasyczną firmą rodzinną. Kluczowe decyzje podejmuje Mateusz Kłosek wraz z żoną. Ale na rzecz firmy pracują też mama, tata, dwaj szwagrowie, szwagierka, a dwóch braci jest… jej klientami. W gronie liderów zestawienia znalazła się również Grupa Oknoplast, należąca do Adama Placka i jego syna Mikołaja. O spółce z Ochmanowa koło Krakowa stało się głośno, kiedy została sponsorem słynnego klubu piłkarskiego Inter Mediolan, a następnie Borusii Dortmund. Ugruntowaną pozycję na europejskich rynkach ma również inny lider rankingu, Drutex z Bytowa w województwie pomorskim. Prezes Leszek Gierszewski zaczynał w połowie lat 80. od produkcji siatek ogrodzeniowych z drutu, z czego wzięła się nazwa spółki. Dekadę później postawił na okna i jeśli spojrzeć na osiągane wyniki, był to strzał w dziesiątkę. Jak widać, produkcja okien stała się prawdziwą polską rodzinną specjalnością, dość wspomnieć jeszcze Fakro z Nowego Sącza, wytwórcę okien dachowych i oczko w głowie Ryszarda Florka.

Rodzimi producenci wygrywają z zagranicznymi rywalami konkurencyjną ceną idącą w parze z jakością. Potrafią działać sprawnie, co przekłada się na terminy dostaw. Drutex jest w stanie dostarczyć okna w ciągu siedmiu dni do dowolnego miejsca w Europie. Swoją rolę odegrał też Branżowy Program Promocji „made in Poland”, zapewniający dofinansowanie promocji. Program ten był zresztą mocno krytykowany przez niemieckie organizacje branżowe, dla których polskie firmy stały się poważną konkurencją. Jak wynika z zestawienia „Wprost”, największe i najprężniejsze firmy rodzinne odnoszą sukcesy również w sektorze IT, choć jest ich relatywnie niewiele. Bardzo dobrze radzą sobie przedsiębiorstwa budowlane oraz przedstawiciele przemysłu drzewnego, w tym producenci mebli.

DYNAMICZNE, EFEKTYWNE, ODPORNE

Statystyczna firma z rankingu „Wprost” działa w branży spożywczej lub w handlu. Notuje ponad 450 mln zł przychodów rocznie i zatrudnia ok. 500 osób. Pod względem wielkości sprzedaży dominują spółki produkcyjne. Jeśli użyć klucza geograficznego, to największe i najprężniejsze firmy rodzinne działają w województwach: pomorskim, śląskim i wielkopolskim. Imponuje tempo rozwoju. Podczas gdy przychody ze sprzedaży największych firm z polskim kapitałem rosną w ostatnich latach w tempie 1-2 proc. rocznie, największe firmy rodzinne zwiększają sprzedaż średnio o 6-7 proc. Charakteryzuje je również większa efektywność oraz niższy poziom zadłużenia. Wspólną cechą większości z nich jest sposób finansowania działalności, głównie poprzez reinwestowanie zysków i kredyty bankowe.

Badania pokazują, że firmy rodzinne są bardziej odporne na kryzysy. Po części to efekt filozofii zarządzania i układu właściciel – zarząd. W firmach rodzinnych podstawą jest długoterminowe planowanie i rozwój organiczny oraz dbałość o dobro firmy i rodziny. Natomiast w spółkach publicznych notowanych na giełdzie, często mamy do czynienia z presją akcjonariuszy na wyniki w krótkim okresie. Ponieważ muszą one dzielić się informacjami finansowymi co kwartał, niejednokrotnie, by sprostać oczekiwaniom akcjonariuszy, dokonują gwałtownych ruchów, co w dłuższej perspektywie nie musi być korzystne. W większości przypadków firm rodzinnych tej presji nie ma. Ich właściciele nie muszą sporządzać sprawozdań kwartalnych, więc nie ponoszą kosztów z tym związanych. Nie muszą też przygotowywać raportów bieżących, co też kosztuje i pokazuje konkurencji, co dzieje się w spółce. Ale choć firmy rodzinne generalnie unikają giełdy i nie godzą się na rozdrobnienie akcjonariatu, to największy sukces rodzinnego biznesu wiąże się właśnie z warszawskim parkietem. Mowa o Farmacolu. Wszystko zaczęło się u progu polskiej transformacji od małej garażowej spółki. Jej twórca Andrzej Olszewski postanowił poszukać środków na rozwój poprzez emisję akcji, w 1999 r. spółka weszła na giełdę. Dziś toruński Farmacol jest największym pod względem przychodów przedsiębiorstwem rodzinnym w kraju, a rodzina Olszewskich wciąż ma nad nim kontrolę i zasiada we władzach spółki. Najwyższą pozycję w zestawieniu „Wprost” spośród firm giełdowych zajął natomiast producent biżuterii Briju z Poznania. Systematyczny dwucyfrowy wzrost przychodów sprawia, że zbliża się on do lokalnego rywala z branży, Apartu, prowadzonego przez braci Rączyńskich.

Briju to ciekawy przykład podejścia nowego pokolenia do rodzinnych tradycji. Historia firmy sięga 1912 r., kiedy to powstał zakład i sklep złotniczy założony przez Jana Piotrowskiego. Po 80 latach czterech braci Piotrowskich postanowiło kontynuować tradycję dziadka i powołało do życia spółkę Firma Jubilerska Piotrowscy, która dziś znana jest właśnie jako Briju. Nazwa, którą niektórzy klienci próbują wymawiać z francuska, to po prostu skrót od zwrotu „bracia i jubilerstwo”.

– Dziadek przekazał nam pasję, zapał i umiejętności prowadzenia firmy jubilerskiej. Wspólnie z braćmi od najmłodszych lat pomagaliśmy w firmie i przygotowywaliśmy się do zawodu jubilera. Od 25 lat wspólnie rozwijamy działalność, kontynuując tradycje jubilerskie rodziny – opowiada Przemysław Piotrowski, prezes Briju. Wskazuje on na korzyści płynące z wejścia na giełdę. – W związku z rozpoczęciem budowy marki jubilerskiej, której odbiorcą miał być indywidualny konsument, potrzebowaliśmy dodatkowych środków na rozwój. Stąd debiut najpierw na rynku NewConnect, a później na głównym parkiecie giełdy. Obok pieniędzy dostaliśmy jednak coś więcej, wzrosła wiarygodność i rozpoznawalność firmy, zarówno wśród inwestorów, jak i konsumentów – mówi Przemysław Piotrowski. Wśród giełdowych spółek rodzinnych ponadmiliardowe przychody osiągają Komputronik, kontrolowany przez rodzinę Buczkowskich, Selena FM Krzysztofa Domareckiego i Comarch Elżbiety i Janusza Filipiaków. Skoro giełda daje tak duże możliwości, to dlaczego tak niewiele firm rodzinnych z nich korzysta? W zestawieniu jest wiele spółek na takim poziomie rozwoju, że bez problemu mogłyby przeprowadzić emisję akcji i mimo demontażu OFE znaleźliby się na nie chętni. Jednym z czynników może być strach przed utratą kontroli nad firmą. Niebezpieczeństw jest więcej. Z firmą z branży mięsnej rozstał się Maciej Duda, założyciel PKM Duda. W latach ostatniego kryzysu poniósł klęskę na opcjach walutowych. Zastawione akcje giełdowej spółki banki sprzedały Cedrobowi, który w ubiegłym roku w wyniku wezwania przejął kontrolę nad spółką, posiadając 66 proc. udziałów.

Ale też wiele firm do kwestii właścicielskich i tożsamości podchodzi zdecydowanie. Taką filozofię mają właściciele producenta majonezów i musztard Roleski ze Zbylitowskiej Góry koło Tarnowa: Zofia i Marek Rolescy. Choć na tę jedną z najstarszych firm rodzinnych w Polsce, której początek datowany jest na 1972 r., zakusy ma wielu inwestorów, muszą obejść się smakiem. Jako jedyna w Polsce firma ma własną konstytucję, której motto brzmi „firma Roleski ma trwać wiecznie”. Jednym z punktów jest zastrzeżenie, że spadkobiercy nie mogą jej sprzedać.

Firma Roleski to chyba najbardziej ortodoksyjny przykład podejścia do kwestii właścicielskich, ale niejedyny. Wystarczy wspomnieć o największych przedsiębiorstwach: producencie autobusów i tramwajów Solaris Bus & Coach, firmie należącej do małżeństwa Solange i Krzysztofa Olszewskich, czy sieci supermarketów Piotr i Paweł będących własnością rodziny Woś. W obu przypadkach właściciele rozważali wejście na giełdę, ale ostatecznie postawili na rozwój organiczny. Pełna kontrola w obu spółkach wciąż pozostaje w rodzinie.

TRADYCJE TRADYCJAMI, A CO Z SUKCESJĄ?

W większości firm rodzinnych właściciele odpowiadają za kluczowe decyzje. Z zebranych danych wynika, że w przypadku 76 proc. spółek funkcję prezesa sprawuje ktoś z rodziny. Odsetek ten rośnie do 85 proc., gdy weźmiemy pod uwagę spółki w 100 proc. kontrolowane przez rodzinę. Menedżerowie zewnętrzni przejmują stery w firmach rodzinnych na dobrą sprawę dopiero od kilku lat, w pierwszej kolejności w spółkach giełdowych. Skala działalności nie ma większego znaczenia. Ludziom z zewnątrz zaufali zarówno właściciele mniejszych i średnich firm, jak Roleski czy Agrochest, jak i największych, Farmutilu, Sawexu czy Black Red White. Proces sukcesji w firmach rodzinnych postępuje bardzo powoli, ale w kolejnych latach może przyspieszyć. Pokolenie, które w latach 90. ubiegłego wieku stawiało pionierskie kroki, będzie schodzić z biznesowej sceny. Wiąże się to z koniecznością znalezienia następców, a ci naturalni nie zawsze są zainteresowani podtrzymaniem tradycji. Z badań przeprowadzonych przez firmę doradczą KPMG wynika, że najpóźniej w perspektywie roku właściciele prawie 40 proc. firm rozważają przekazanie biznesu nowemu pokoleniu, ale jednocześnie aż 29 proc. planuje oddać stery osobie spoza rodziny.

Patrząc z innej perspektywy, otwiera się szansa dla inwestorów giełdowych czy funduszy private equity. Inwestorzy finansowi chętnie kupiliby część lub nawet wszystkie udziały spółek, które do tej pory pozostawały poza ich zasięgiem. Wśród firm obecnych w zestawieniu „Wprost” są takie, które przekazanie władzynowemu pokoleniu mają już za sobą. W 2007 r. Jacek Domogała, twórca notowanego na giełdzie Famuru, producenta maszyn i urządzeń górniczych z Katowic, przekazał większościowy pakiet synowi Tomaszowi. Sam pozostał przewodniczącym rady nadzorczej. Rok później założyciel Oknoplastu Adam Placek przekazał stery i 51 proc. udziałów synowi Mikołajowi, choć nadal pracuje dla spółki. W 2015 r. także szef myślenickiej Tele- -Foniki Bogusław Cupiał przekazał stery córce Monice, która obecnie wraz z mężem zarządza spółką. Wszystkie trzy przykłady mają jedną cechę wspólną. Sukcesorzy pracowali w rodzinnych biznesach. Byli więc od początku przygotowani do przejęcia pałeczki od seniorów. W firmach rodzinnych jest to łatwiejsze. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Optymista gra o zwycięstwo

Jesteśmy na rynku już ponad 30 lat. Sprzedajemy produkty na całym świecie – mówi Leszek Gierszewski, prezes Drutexu.

Jakie są najważniejsze plany na 2016 rok?

Leszek Gierszewski, prezes Drutexu: Plany są ambitne, zarówno pod względem sprzedaży, jak i inwestycji oraz rozwoju firmy. Od 2014 r. zwiększyliśmy potencjał i wzbogaciliśmy się o ponad 55 tys. mkw. powierzchni produkcyjnej. Zbudowaliśmy dwie hale, wprowadziliśmy nowe produkty, w tym autorski system drzwi jednocześnie podnoszonych i przesuwnych Iglo-HS oraz nowy system drewniano- -aluminiowy Duoline. Jesteśmy na etapie wyposażania najnowszej hali w maszyny i urządzenia do produkcji stolarki z PVC.

Kiedy ruszy produkcja w obiekcie?

Powinna rozpocząć się z końcem marca. Najbliższe miesiące będą dla nas intensywne. Poza rozbudową mocy produkcyjnych oraz oferty wprowadzamy kolejne innowacje technologiczne, rozbudowujemy flotę transportową i powiększamy zaplecze naukowo-badawcze. To pozwoli nam jeszcze bardziej wzmocnić pozycję firmy na rynku. Sprzedajemy produkty na całym świecie. Współpracujemy z ponad 3500 partnerów handlowych, poza Europą również w USA, Meksyku czy Australii. Realizujemy wiele prestiżowych projektów, na przykład w 2014 r. wyposażyliśmy w okna największą fabrykę klocków w Meksyku i biurowiec w meksykańskiej kopalni złota. Jesteśmy na rynku ponad 30 lat i od lat jesteśmy numerem jeden pod względem liczby produkowanych okien pionowych w Europie. Tylko w ostatnich dwóch latach wydaliśmy na inwestycje około 200 mln zł.

A co z piłką nożną, jest pan przecież miłośnikiem futbolu?

Nie zapominamy o inwestycjach w rozpoznawalność marki, w czym na pewno pomogą nam nasi ambasadorowie, światowej klasy piłkarze: Włoch Andrea Pirlo, Niemiec Philipp Lahm i wreszcie – Jakub Błaszczykowski. Od początku działania firmy gramy tylko o zwycięstwa. (JP)

Okładka tygodnika WPROST: 4/2016
Więcej możesz przeczytać w 4/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także