Peryskop

Peryskop

Wielcy bracia
Czy przywództwo francusko-niemieckie jest do uratowania? - pyta z niekłamaną troską na łamach "Rzeczpospolitej" (nr 276 z 27 listopada) były ambasador Janusz
Reiter. I zapewnia: "Europie nie grozi dominacja Francji i Niemiec. Europie grozi coś znacznie gorszego: brak przywództwa". Kolejny raz Reiter usiłuje wmówić polskiej opinii publicznej, że sensem istnienia Unii Europejskiej i europejskiej integracji jest polityczne zdominowanie kontynentu przez Francję i Niemcy. Taki cel zjednoczonej Europy nie jest ujęty w żadnym oficjalnym dokumencie, nie jest nawet expressis verbis wyrażony w nieszczęsnym projekcie europejskiej konstytucji. Być może wypowiedzi niemieckich i francuskich polityków wskazują, że takie są ambicje Berlina i Paryża. Dlaczego jednak popieranie wielkomocarstwowych aspiracji tych dwóch państw musi być w Polsce traktowane jako warunek naszego przetrwania w Europie - to z wynurzeń Reitera już nie wynika. Jest to - widać - trudno udowadnialna teza, której nie można bronić racjonalnymi argumentami, trzeba w tym celu stworzyć atmosferę strachu. Większość Polaków pozbyła się już kompleksu osamotnienia - nie tęsknimy za Związkiem Radzieckim i nie ma powodu, byśmy dążyli do reorientacji na Berlin i Paryż. Internacjonalizm w zamian za potulność. Naszym przodkom setki lat temu udało się sformułować w traktacie lubelskim zasadę integracji: "Wolni z wolnymi, równi z równymi", i nie ma powodu, aby dziś od niej odstępować. Reiter ma też pomysł na dołączenie Polski do niemiecko-francuskiego przywództwa (mimo słabości gospodarczej). Unia Europejska rządzona przez trójkąt weimarski jest pomysłem absurdalnym, chyba że rządy miałyby się sprowadzać do uroczystych akademii i wystawnych kolacji w miejscach historycznych. Osobliwością tego tekstu jest to, że 
Reiter przyznaje, iż przywódczy tandem francusko-niemiecki poniósł w związku z deficytami budżetowymi klęskę i dał zły znak Europie. To istotnie piękne perspektywy przywódcze i kolejny powód, by oddać pełnię władzy w Europie Niemcom i Francji. Pod ich skrzydłami nawet premier Miller będzie mógł zwiększyć deficyt budżetowy, pod warunkiem że wejdziemy do triumwiratu. Jeśli nie, czeka nas sroga kara. Każą nam przestrzegać paktu stabilizacyjnego. Reiter nie pisze, po co i dlaczego potrzebne jest nam przywództwo w Unii Europejskiej. Dorośli ludzie nie potrzebują przywództwa
- powiedział Bertrand Russel. To samo dotyczy dorosłych i dojrzałych państw.
Krystyna Grzybowska

Lobbyści Barcikowskiego
Andrzej Barcikowski widzi drzazgę w oku bliźniego, a we własnym nie dostrzega belki. Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na tajnym posiedzeniu Sejmu snuł domysły na temat rzekomych powiązań lobbystów z mediami, nie dostrzegając, że w jego najbliższym otoczeniu pracują ludzie zajmujący się lobbingiem korporacji i grup wpływów. Chodzi o emerytowanych oficerów służb specjalnych PRL i III RP - generałów Andrzeja Kapkowskiego i Sławomira Petelickiego. Gen. Andrzej Kapkowski, będąc doradcą premiera Leszka Millera, wspomagał Romana Niemyjskiego, biznesmena z Elbląga oskarżonego o oszustwa i wyłudzenie. Należy do niego firma Halex, która w latach 90. sprowadzała węgiel z zachodniej Syberii do Polski. Prokuratura Okręgowa w Toruniu oskarżyła Niemyjskiego o oszukanie dwóch cukrowni na 8,5 mln zł i wyłudzenie ponad
29 mln zł z BRE. Przestępstwa zarzucane Niemyjskiemu były związane z handlem rosyjskim węglem. Gdy właściciel Haleksu trafił do aresztu, Kapkowski za niego poręczył, co ułatwiło elbląskiemu przedsiębiorcy wyjście na wolność. Wkrótce Andrzej Kapkowski został zwolniony z funkcji doradcy Leszka Millera. Powodem jego dymisji - jak dowiedzieliśmy się ze źródeł zbliżonych
do kancelarii premiera - było poręczenie za Niemyjskiego. Gen. Kapkowski zaangażował się też w interesy byłego skarbnika SLD Wiesława Huszczy i tureckiego biznesmena Vahapa Toya, którzy planowali budowę gigantycznego centrum biznesu i rozrywki pod Białą Podlaską. Prowadził również lobbing i działania marketingowe na rzecz firmy ochroniarskiej Konsalnet. W jakimś sensie lobbystą jest też gen. Sławomir Petelicki.
Jest on doradcą premiera, a jednocześnie pracuje w firmie audytorskiej Ernst & Young, która świadczy usługi m.in.
na rzecz spółek z udziałem skarbu państwa i instytucji publicznych.
Jarosław Jakimczyk

Prawo do prawa
Dwieście tysięcy osób - repatriantów zza Buga i ich spadkobierców - ma prawo do odszkodowań za majątki utracone w wyniku zmiany granic w 1944 r. - uznał Sąd Najwyższy. Odszkodowanie, które ma wypłacić skarb państwa, dotyczy zarówno nieruchomości, jak i ruchomego majątku pozostawionego za Bugiem. - Triumf sądowy Zabużan był możliwy dzięki ujawnieniu przez tygodnik "Wprost" dokumentów potwierdzających, że tzw. umowy republikańskie, gwarantujące Polakom przesiedlonym z Kresów Wschodnich odszkodowania, zostały ratyfikowane - mówi "Wprost" adwokat Roman Nowosielski. Przed ukazaniem się naszej publikacji przedstawiciele skarbu państwa twierdzili, że roszczenia Zabużan są bezzasadne. (JP)

Strachy na Lachy
Życzyłbym sobie tak dobrej atmosfery podczas rozmów z niektórymi unijnymi partnerami - mówi "Wprost" Bogusław Majewski, rzecznik polskiego MSZ, o wizycie Igora Iwanowa, szefa rosyjskiej dyplomacji w Warszawie. Ta dobra atmosfera nie przeszkodziła Rosjanom w postawieniu Polakom twardych żądań. Iwanow mówił w Warszawie, że przyjęcie nowych członków do unii będzie oznaczać straty gospodarcze dla Rosji, i domagał się wypłacenia stosownych rekompensat. Rosja grozi, że nie zgodzi się na automatyczne objęcie dziesięciu nowych państw członkowskich umową o partnerstwie i handlu, którą zawarła z piętnastoma dotychczasowymi członkami UE. Jeśli strona unijna nie pójdzie na ustępstwa, Rosjanie grożą podniesieniem stawek celnych, a więc wojną handlową podobną do tej, którą toczą z Ukrainą, windując stawki celne na ukraińskie wyroby stalowe.
- Wojna handlowa jest bronią obosieczną, a Rosja musiałaby wypowiedzieć taką wojnę nie tylko Polsce czy nowym członkom, ale całej unii. Drogo by za to zapłaciła. Nikt spoza Unii Europejskiej nie może nam stawiać warunków w sprawie przystąpienia
do wspólnoty. Możemy z Rosją dyskutować o sprawach technicznych, ale w żadnym razie nie może się to zamienić w negocjacje
na temat naszej akcesji - mówi "Wprost" Andrzej Załucki, wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador RP w Moskwie. Rosja używa też wobec Polski pistoletu gazowego - straszy przeforsowaniem niekorzystnego dla nas projektu budowy rurociągu gazowego na dnie Bałtyku, który omijałby Polskę, osłabiając nasze bezpieczeństwo energetyczne i pozbawiając nas spodziewanych udziałów w zyskach z transferu rosyjskiego gazu
do państw Europy Zachodniej.
Juliusz Urbanowicz

Dekada Katolickiej Agencji Informacyjnej
Od Michnika do Rydzyka - tak najkrócej można określić klientów obchodzącej 10-lecie Katolickiej Agencji Informacyjnej. KAI jest jedyną agencją tego typu, która funkcjonuje bez wsparcia Kościoła.
- U źródeł naszego sukcesu leży pisanie o religii z szacunkiem, ale niekoniecznie na kolanach - mówi Marcin Przeciszewski, szef KAI. Agencja zaczynała skromnie: na pierwsze zebranie zespołu redaktor naczelny musiał przywieźć prywatne krzesła. Dziś KAI zatrudnia 22 osoby w Warszawie i współpracuje z 80 korespondentami w kraju i za granicą.

10 lat "Linii specjalnej"
Ponad stu polityków, ludzi mediów i kultury przypierała do muru Barbara Czajkowska w 214 wydaniach programu "Linia specjalna". Większość z tych osób pojawiła się w ubiegłym tygodniu w restauracji Belvedere na uroczystości z okazji 10-lecia programu. Wszyscy podkreślali kompetencje i świetne przygotowanie autorki oraz jej chłodny styl prowadzenia rozmowy, doprowadzający niektórych do białej gorączki. Czajkowska zdradziła, że nie korzysta z pomocy sztabu researcherów, lecz przygotowuje się sama. - Kilka lat temu było naprawdę ciężko, trzeba było przeglądać sterty wycinków prasowych. Dziś Internet daje pełniejszy obraz, a przede wszystkim oszczędza czas i usprawnia pracę - mówi Barbara Czajkowska. - Moja była partia, Kongres Liberalno-Demokratyczny, przegrała wybory i nie dostała się do parlamentu. Na dodatek zepsuła się aparatura licząca głosy w "Linii specjalnej", co wprowadziło małe zamieszanie. W końcu notowania ruszyły i miałem satysfakcję, gdyż większość widzów była na "tak" - wspomina swój udział w programie Donald Tusk, wicemarszałek Sejmu. (SS)

Okładka tygodnika WPROST: 49/2003
Więcej możesz przeczytać w 49/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0