Nie będzie śledztwa prokuratorskiego ws. policyjnej specgrupy, która miała podsłuchiwać dziennikarzy

Nie będzie śledztwa prokuratorskiego ws. policyjnej specgrupy, która miała podsłuchiwać dziennikarzy

Taśmy Wprost, afera tasmowa / ilustracja tygodnik Wprost
Prokuratura Okręgowa w Warszawie otrzymała od Komendy Głównej Policji materiały dot. audytu, który został przeprowadzony w policji w związku z tzw. aferą taśmową. Z dokumentów wynika, że specgrupa policyjna nie inwigilowała dziennikarzy w związku z czym śledztwo prokuratorskie w tej sprawie nie zostanie wszczęte.

"Nie będzie śledztwa: treść sprawozdania KGP z audytu przeprowadzonego w BSW nie uzasadnia podejrzenia popełnienia przestępstwa" napisał na swoim profilu na Twitterze rzecznik Prokuratury Okręgowej Przemysław Nowak. 

Audyt w policji

Komendant Główny Policji powołał specjalną grupę, której zadaniem będzie  sprawdzenie, czy funkcjonariusze podsłuchiwali dziennikarzy zaangażowanych w ujawnienie taśm w tzw. aferze podsłuchowej. Prześwietlona miała zostać działalność Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Do zadań specgrupy miało należeć sprawdzenie czy policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych w ciągu ostatniego półtora roku podsłuchiwali dziennikarzy zaangażowanych w ujawnienie taśm w tzw. aferze podsłuchowej. Szczególny nacisk miał być postawiony na okres, kiedy Komendantem Głównym Policji był Marek Działoszyński, a ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.

Afera taśmowa

W czerwcu 2014 r. we "Wprost" ujawniono sześć nagrań, których dokonano w dwóch warszawskich restauracjach – Amber Room oraz Sowa&Przyjaciele. Były to m.in. stenogramy i nagrania rozmów szefa MSW, prezesa Banku Centralnego, byłego ministra transportu oraz Jana Vincenta-Rostowskiego z Radosławem Sikorskim. Do redakcji "Wprost" docierały też wiadomości o kolejnych taśmach. Nagrane miało zostać spotkanie wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, do którego doszło na początku czerwca. Do ostatniego dotarło "Do Rzeczy" w połowie maja 2015 r.

Po kilku miesiącach okazało się, że istnieje więcej nagrań. Kelnerzy Łukasz N. i Konrad L. powiedzieli prokuratorom, że istniało nagranie rozmowy Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera oraz wiele innych. Oprócz tego, podczas śledztwa w tej sprawie wyszło na jaw, że podsłuchy mogły być zakładane również w dwóch innych warszawskich restauracjach: Ole i Lemongrass, w których wcześniej pracowali kelnerzy z afery podsłuchowej.

Po publikacji materiałów przez tygodnik "Wprost", 16 czerwca do redakcji dwukrotnie wkroczyła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.


Czytaj także

Czytaj także