Bunt desperatów

Bunt desperatów

To nie jest trzecia intifada. Fala palestyńskich ataków nawet nie przypomina już poprzednich, dobrze zorganizowanych i sterowanych przejawów oporu.

Izraelski ochroniarz w osiedlu Anatot na Zachodnim Brzegu Jordanu zobaczył biegnącą w jego stronę dziewczynkę z nożem w ręku. Zareagował zgodnie z procedurami. Odbezpieczył karabin, wycelował i strzelił. Później okazało się, że zabita Palestynka, Rokya Abu Eid, miała tylko 13 lat. 23 stycznia pokłóciła się z ojcem, chwyciła nóż i wybiegła z domu. Chwilę później już nie żyła. Takich tragicznych zdarzeń jest coraz więcej. Młodzi Palestyńczycy, niekiedy wręcz dzieci, atakują izraelskich żołnierzy i cywilów. Sami zwykle giną, choć rany – niekiedy śmiertelne – odnoszą także Izraelczycy. To, co od kilku miesięcy dzieje się na Zachodnim Brzegu Jordanu, we wschodniej Jerozolimie i arabskich miejscowościach w Izraelu, trudno nazwać powstaniem przeciw okupacji. To samobójcza gonitwa.

WYBUCH Z BRAKU NADZIEI


Gwałtowny wzrost liczby nieskoordynowanych ataków na Izraelczyków nastąpił późnym latem 2015 r. Kierowcy taranowali przystanki autobusowe i przechodniów w Jerozolimie. Nożownicy atakowali izraelskich żołnierzy i cywilów. Czasem te akty były absurdalne – arabski robotnik w Tel Awiwie ze śrubokrętem atakujący żołnierzy koło kompleksu sztabu generalnego czy Palestyńczyk z otwieraczem do konserw przeciw uzbrojonemu strażnikowi w Jerozolimie. W październiku światowi analitycy zaczęli się zastanawiać, czy wybuchła trzecia intifada – bunt przeciw okupacji Zachodniego Brzegu Jordanu. Powstanie wymagałoby jednak jakiejś formy organizacji, usystematyzowanej myśli, ideologii. Niczego takiego nie widać – jedynie rosnącą z dnia na dzień statystykę ataków oraz liczbę zabitych i rannych.

O tym, że coś wisi w powietrzu, pierwszy raz usłyszałem rok wcześniej. Siedzielimy z palestyńskimi dziennikarzami przy kawiarnianym stoliku na obrzeżach kasby w Nablusie. Typowa kawiarniana gadanina w oparach tytoniu z fajki wodnej przy przesłodzonej herbacie z miętą. Dużo śmiechu. W tle sklepy z tanią elektroniką, stragany z przyprawami. – Ale wiesz, że to już długo nie potrwa? – beztroską magię Orientu zniweczył Yousef Shakarna, fotoreporter, wolny strzelec z Ramallah. – Młodzi ludzie dłużej tego nie wytrzymają i zbuntują się, ale nie tylko przeciwko izraelskiej okupacji. Przeciwko wszystkim. Ich pierwszą ofiarą będą władze Autonomii, a później Hamas. Ten wybuch nie przypomina ani pierwszej intifady z przełomu lat 80. i 90., gdy dziesiątki tysięcy młodych ludzi pod przywództwem OWP kamieniami atakowały Izraelczyków. Nie jest też jak druga intifada z pierwszych lat tego wieku, czyli zbrojne powstanie przeciw okupacji. To nie jest w ogóle żadna zorganizowana forma buntu. Władze Autonomii Palestyńskiej się nie liczą. Młodzi Palestyńczycy postrzegają starych przywódców, takich jak Mahmud Abbas, jako część problemu – skorumpowanych starców.

Rozwiązaniem nie są też organizacje terrorystyczne, z którymi Izrael nauczył się skutecznie walczyć. Próby organizowania się są duszone w zarodku przez wszechobecny izraelski wywiad. Palestyńczycy żyją w przeświadczeniu, że jeżeli zbiorą się w trzech czy czterech, to przynajmniej jeden będzie izraelskim szpiclem. System rekrutacji też jest wszechobecny – wystarczy, że w rodzinie jest chore dziecko, które wymaga pomocy lekarskiej w Izraelu. Można to zorganizować, ale wymaga złożenia wniosków, uzyskania pozwoleń, a więc kontaktu z izraelskimi urzędami i służbami. Zdesperowany rodzic zrobi wiele, by pomóc dziecku. Usprawiedliwia się, że to, co wie, to strzępki informacji. Szin Bet, izraelska służba bezpieczeństwa, umie jednak składać z nich większe obrazy. Organizacje terrorystyczne stały się już częścią establishmentu, który świetnie żyje w Autonomii. Islamski Hamas postrzegany jest jako równie skorumpowany i obrośnięty tłuszczem jak Fatah powiązany z OWP.

PRZEGRANE POKOLENIE RODZICÓW

Martwy proces pokojowy i niewydolna Autonomia nie dają nadziei ani na lepsze życie, ani na wolność. Dla wąskiej grupy młodych nadzieją na wyrwanie się z kręgu okupacji jest high-tech. To pełni zapału specjaliści, którzy w biurach w Ramallah tworzą aplikacje dla takich potentatów jak Google czy Apple. Dotąd życiem młodego Palestyńczyka kierowała duża, wielopokoleniowa rodzina. Spora część buntu przeciw izraelskiej okupacji znajdowała ujście w ramach klanu, wioski czy obozu uchodźców. Tu zawiązywały się ugrupowania, organizowano strajki solidarności z więźniami osadzonymi w Izraelu i stawiano żałobne namioty, by pożegnać zabitych. Jednym z najbardziej dewastujących ciosów dla palestyńskiego społeczeństwa było rozbicie zaufania w rodzinie. Nie chodzi tylko o spenetrowanie klanów przez izraelski wywiad, ale o utratę autorytetu przez rodziców. – Młodzi postrzegają nas, ludzi w średnim wieku, jako pokolenie nieudaczników, bo uwierzyliśmy w proces pokojowy – mówi Shakarna. – Chcieliśmy budować Autonomię, zaufaliśmy naszym przywódcom, Izraelowi, Zachodowi i nie zostało z tego nic.

Znaczenie rodziny w walce z terroryzmem, zwłaszcza islamskim, podkreśla także izraelska ppłk rezerwy dr Anat Berko, kryminolog, która zajmuje się badaniem zjawiska terroru samobójczego szczególnie wśród kobiet. – Tylko rodzina, a raczej rodzice potrafią zatrzymać młodych ludzi gotowych na śmierć – powiedziała mi w 2015 r. przed wyborami do Knesetu, do których przystąpiła na prośbę Benjamina Netanjahu. Szef rządu chciał mieć w zespole specjalistę od zwalczania terroru. – Rodzice nie chcą, żeby ich dzieci cierpiały ani żeby cała rodzina cierpiała z powodu czynów dzieci. Dlatego wielokrotnie to właśnie palestyńscy rodzice informowali nas (izraelską armię) o podejrzanych działaniach dzieci. Wiedzieli, że w najgorszym razie trafią one do więzienia, ale przynajmniej przeżyją. Na podobnym założeniu opiera się polityka burzenia przez Izrael domów terrorystów. Ma pokazać, że cała rodzina ucierpi z powodu czynu zamachowca. Obrońcy praw człowieka protestują, twierdząc, że stosowanie odpowiedzialności zbiorowej jest sprzeczne z prawem, a sama taktyka – nieskuteczna.

MIRAŻ PIĘKNEJ ŚMIERCI

Oczywiście frustracja, poczucie beznadziei i upadek autorytetów nie wystarczą, by 13- czy 16-latek chwycił za nóż i rzucił się na żołnierzy. W części przypadków w grę wchodzić może ideologia. Ale to, co przeraża, to kult śmierci – spoglądające z plakatów wyidealizowane twarze szahidów, męczenników, którzy zginęli za wiarę i ojczyznę. Tu nie idealizuje się walki, zdobywania celu ani nawet śmierci Izraelczyków, wśród których często są niewinni cywile. Ile dumy można czerpać np. z ataku na staruszkę na ulicy? Tęsknotę wywołuje sama śmierć, której idealizację znaleźć można na każdym kroku. Islamscy radykałowie do perfekcji doprowadzili połączenie pięknej śmierci z taktyką samotnego wilka, bez tworzenia struktur. Mimo że Państwo Islamskie praktycznie nie funkcjonuje na Zachodnim Brzegu Jordanu, to młodzi Palestyńczycy mają dostęp do jego propagandy. Nośnikiem inspiracji są serwisy społecznościowe. Nie trzeba autorytetów ani broni, a wróg stoi tuż za rogiem. Wróg, który paradoksalnie staje się bramą do raju – i nie jest ważne, czy czekają tam hurysy, bo przecież nie czekają na 13-latkę. Nagrodą jest ucieczka przed realnym światem.

Orit Perlov z Izraelskiego Ośrodka Badań Strategicznych bada arabskie portale społecznościowe. Na rozmowach w sieci spędza kilka godzin dziennie. – Arabscy rozmówcy, Palestyńczycy, Jordańczycy, Egipcjanie i inni, to nadal są 16- czy 20-latkowie, którzy tak jak wszyscy młodzi szukają zrozumienia, ciepła i miłości. A dostają przemoc w formie gier komputerowych, Dartha Vadera i Terminatora w kinach. Do tego propagandę dżihadystów. Perlov śmieje się na pytanie, czy wierzy, że młodzi Arabowie zaczną uprawiać wirtualne ogrody, zamiast strzelać w sieci, a potem w realu? – Oczywiście, że nie. Potrzebne są działania militarne, a także psychologiczne. Trzeba przedstawić inne wzorce. Tymczasem nikt tego nie robi. Także Izrael nie próbuje docierać do umysłów tych młodych ludzi. Nie prowadzi dialogu. Samymi tylko środkami militarnymi nie uda się niczego osiągnąć. ■

AUTOR JEST REDAKTOREM POLSKIEGO RADIA

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 8/2016
Więcej możesz przeczytać w 8/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także