W policji działała specjalna grupa. Inwigilowała dziennikarzy i oficerów

W policji działała specjalna grupa. Inwigilowała dziennikarzy i oficerów

podsłuchy (fot. Pio Si/fotolia.pl)
„Wprost” dotarł do nowych faktów w sprawie policyjnej specgrupy, która inwigilowała dziennikarzy piszących o aferze podsłuchowej. Rozpracowywani byli także wytypowani oficerowie policji, Straży Granicznej, BOR i agenci CBA. Nielegalną operację prowadzono pod pozorem tropienia nieprawidłowości w działaniach Komendy Głównej Policji.

Wbrew temu, co twierdzą gen. Marek Działoszyński, były szef Komendy Głównej Policji, oraz Bartłomiej Sienkiewicz, były minister spraw wewnętrznych, w policji działała specjalna grupa, która zajmowała się inwigilacją dziennikarzy oraz wysokich rangą oficerów innych służb. Zespół powołano w Biurze Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji zaraz po publikacji tygodnika „Wprost” ujawniającej aferę taśmową. Tym samym zajmowała się druga grupa funkcjonariuszy utworzona w Centralnym Biurze Śledczym Policji. Tutaj również sprawdzano dziennikarzy.

Większość dokumentów dotyczących działań tych dwóch grup została zniszczona. W KGP zachowały się tylko strzępy informacji. Również rejestr spraw operacyjnych BSW i CBŚP nie wyjaśnia do końca tego, co robiły specjalne grupy. W BSW pracowało nad tym czterech funkcjonariuszy, w CBŚP co najmniej sześciu. Mimo zniszczenia dokumentów dziennikarzom „Wprost” udało się odtworzyć sposób działania tych dwóch grup. Generał Marek Działoszyński: – Grupa powstała, bo mieliśmy podejrzenia, że policjanci kontaktują się z głównym figurantem tej sprawy Markiem F. Od początku działała pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Podsłuchowisko

Podsłuchy to dla policji najprostszy sposób zdobywania informacji i dowodów do śledztw. To także doskonałe narzędzie do nieformalnego monitorowania osób i różnych środowisk. Jak się dziś okazuje, nie tylko przestępczych. To, że policja powszechnie podsłuchuje rozmowy telefoniczne, nie jest żadną nowością. Mniej wiadomo o innych formach pracy operacyjnej. A jedną z nich jest zakładanie podsłuchów stacjonarnych z wykorzystywaniem urządzeń podsłuchowych – przenośnych bądź montowanych na stałe. Nie jest tajemnicą, że policja „okablowała” niejeden lokal czy restaurację. Kiedy 14 czerwca 2014 r. wybuchła afera taśmowa, w KGP bardzo szybko zrodziło się podejrzenie, że za kelnerami, którzy podkładali urządzenia podsłuchowe w restauracjach „Sowa i Przyjaciele” oraz „Amber Room”, mogą stać policjanci. Skala podsłuchów podpowiadała, że ktoś to organizował w profesjonalny sposób, korzystając z doświadczenia wyniesionego z pracy w służbach specjalnych lub w policji. Drugą kwestią było pytanie, kto przekazał nagrania dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi.

Cały tekst można przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost”, który trafił do kiosków w poniedziałek, 29 lutego 2016 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchania oraz na  AppleStore GooglePlay. Tygodnik jest dostępny również w formie e-wydania.


Czytaj także

 32
  • franek IP
    Dla wiekszosci spoleczenstwa,to powszechnoie znane dzialania za rzadow przestepcow i aferzystow !!!
    • franek IP
      Walesa i SB tak dziali od zawsze.Przedluzeniem rzadow SB bylo PO,wiec niech nas nie dziwii,ze metody te trwaly do konca rzadow przestepcow z PO i kryminalistow z PSLu.....!!!
      • adam8 IP
        To szpiegowska komurka zalozona przez Tuska i psa Komorowskiego
        • Emeryt IP
          W najbliższych latach będziemy omotani PiS-owskimi odkryciami wielu spisków,( oczywiście tych na szkodę Polski) czego konsekwencją będą sfingowane wyroki. Czeka nas powtórka z wykrywania spisków z czasów stalinowskich.
          • Wiatr IP
            a niech sie wszyscy nawzajem podsluchuja,to nic nie szkodzi, i co z tego,po co takie halo?

            Czytaj także