Samotność na Kremlu

Samotność na Kremlu

Wszyscy liberalnie myślący politycy albo odeszli, albo zostali usunięci z otoczenia rosyjskiego prezydenta. Coraz bardziej osamotnionego Putina otaczają już tylko siłowicy.

Popularna w Rosji rozgłośnia radiowa Echo Moskwy przeprowadziła sondaż na temat tego, co bardziej decyduje o sytuacji w kraju i nastrojach społecznych: propaganda Kremla (czyli „telewizor”) czy może sytuacja bytowa (czyli „lodówka”). Na razie „telewizor” wygrywa. Większość Rosjan żyje w stanie wzmożenia emocjonalnego w przekonaniu, że grożą im wrogowie zewnętrzni i wewnętrzni. Poczucie zagrożenia wojną jest dla nich stanem naturalnym. Były Ukraina, Syria, czy będzie Turcja? Takie pytanie pojawia się w Moskwie coraz częściej. Co więcej, taka jest chyba świadomość samego Władimira Putina, któremu coraz trudniej się cofnąć z raz obranej drogi. Paradoksalnie wydaje się, że i sam prezydent Rosji ma coraz mniejszą możliwość kontroli wszystkiego w kraju. Stracił nawet monopol na przemoc, do której prawo zyskał przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow.

Ramzan wszechmogący


20 tys. czeczeńskich milicjantów na stadionie w Groznym przysięgało wierność prezydentowi Rosji. A deklaracje „chwała Putinowi!” mieszały się z okrzykami „Allah akbar!”. To akcje typowe dla Kadyrowa. Zdaniem znanej rosyjskiej dziennikarki Julii Łatyniny stosunek Kadyrowa do Putina można porównać z relacją między średniowiecznym wasalem a jego suwerenem. Kadyrow przysiągł wierność Putinowi, co więcej, chciał być pierwszy wśród wiernych. Nieraz krytykował przedstawicieli FSB albo prokuratora generalnego za to, że są zbyt liberalni. Z drugiej strony Władimir Putin traktował Kadyrowa jak wilczka, którego trzeba oswoić. I mimo zastrzeżeń wyraźnie na niego postawił.

Dzięki terrorowi Kadyrowa, ale i boomowi gospodarczemu, który był efektem dotacji z zewnątrz, Czeczenia przestała być problemem. Podobno rosyjski prezydent mawiał: „Oby wszędzie było jak w Groznym”. Teraz te słowa brzmią złowieszczo, bo oznaczają nie spokój i stabilność, ale terror i fizyczną eliminację przeciwników. W swojej najnowszej książce „Wsia kremlowskaja rat” znany rosyjski dziennikarz Michaił Zygar pisze, że Putin tylko raz obraził się na Kadyrowa – rok temu, po zabójstwie Borysa Niemcowa. Przez miesiąc czeczeński władca próbował się skontaktować ze swoim patronem, ale telefon milczał.

Dla kremlowskich polityków zabójstwo Niemcowa było szokiem, bo mimo opozycyjnej działalności traktowali go w jakimś stopniu jako swojego. Dla Kadyrowa był jednak tylko przedstawicielem piątej kolumny, która chce zniszczyć Rosję. Dziś nie ma wątpliwości, że ślady zabójców Niemcowa wiodą do Czeczenii. Komitet śledczy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych już 7 marca ub.r. zatrzymał w Inguszetii byłego żołnierza batalionu „Siewier” Zaura Dadajewa, który był egzekutorem. Zleceniodawcą mordu miał być czeczeński dowódca Rusłan Gieriemiejew, który ukrywa się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że trop prowadzi wyżej, co najmniej do Kadyrowa. Wydawało się, że ta przygoda ograniczy wpływy władcy Czeczenii, ale tylko go rozzuchwaliła. Rok po zabójstwie Niemcowa Kadyrow umieścił na Instagramie film, na którym widać byłego premiera, a obecnie lidera opozycji Michaiła Kasjanowa oglądanego przez celownik karabinu snajperskiego. Kasjanow stał się ofiarą bezprzykładnego ataku Czeczenów w całej Rosji. Rzucano w niego tortem, polewano śmierdzącą substancją, grożono mu. Putin stracił monopol na przemoc. „To, co jest najważniejszym atrybutem każdego państwa, w Rosji posiadł także Ramzan Kadyrow” – twierdzi Łatynina. Wszystko wskazuje na to, że Putinowi Kadyrow jest tak bardzo potrzebny, że jest mu w stanie wiele wybaczyć. Kadyrow jest przecież mieczem, który najszybciej może być użyty. Czeczeni uczestniczyli w wojnie w Donbasie i Syrii. To oni zostaliby pewnie użyci w razie wybuchu rewolucji w Rosji, a na Kremlu wierzą, że jest ona możliwa. Ostatnio Kadyrow ogłosił, że poda się do dymisji. Nie ma wątpliwości, że nawet jeśli formalnie odejdzie, to nadal będzie trząsł Czeczenią.

ŻegnAJ, Ameryko

Co by się jednak stało, gdyby to Putin chciał oddać władzę? W taki scenariusz w Rosji mało kto wierzy. Zygar opisuje sytuację, gdy Władimir Putin zastanawiał się, czy naprawdę zrezygnować z urzędu. Jego najbliżsi współpracownicy przekonywali, że świat się wtedy skończy. USA sprowokują rewolucję, która doprowadzi do rozpadu kraju. Jeżeli nawet historia z dylematami Putina nie jest prawdziwa, to pokazuje tok myślenia kremlowskich elit. Mówił o tym niedawno w wywiadzie dla „Rossijskiej Gaziety” Nikołaj Patruszew, były szef FSB i przewodniczący Rady Bezpieczeństwa, obecnie główny ideolog Kremla. Według niego polityka amerykańskadoprowadziła do rozpadu Związku Radzieckiego. Ale Amerykanie ze swoimi sojusznikami nadal starają się doprowadzić do rozpadu Rosji. Dlatego zorganizowali kolorowe rewolucje w Gruzji i na Ukrainie. Doprowadzili do upadku sprzyjających Rosji przywódców w Iraku i Libii. Teraz chcą to samo zrobić w Syrii, ale ich celem jest Rosja. Paradoksalnie – jak słusznie przypomina w rozmowie z „Wprost” Andriej Iłłarionow, były doradca prezydenta Rosji, a obecnie jego krytyk – gdy na początku prezydentury Władimir Putin rozważał, czy Rosja powinna przystąpić do NATO, wśród jego doradców byli liberałowie: Michaił Kasjanow, Aleksiej Kudrin, German Gref.

Dzisiaj nic z tego nie zostało. Liberalni politycy odeszli sami albo zostali usunięci. Rosyjskiego prezydenta otaczają wyłącznie siłowicy. Strach przed buntem mas jest tak duży, że Kreml zabronił zorganizowania przemarszu przez most, na którym rok temu zastrzelono Niemcowa. Każdy przejaw obywatelskiego nieposłuszeństwa jest traktowany jak zagrożenie i niszczony w zarodku. Znany rosyjski politolog Stanisław Biełkowski uważa, że z wszystkich rosyjskich władców Putin najbardziej przypomina Mikołaja I. Cara, którego największą porażką była wojna z Turcją o Krym. W dzisiejszej Rosji o możliwej wojnie z Turcją po cichu mówi prawie każdy.

Okrojony budżet

Po wydarzeniach na Ukrainie rosyjski prezydent chyba zrozumiał, że nie ma powrotu do porozumienia z Zachodem. Droga jest tylko jedna: kolejne wojny, które zmobilizują społeczeństwo i odciągną uwagę od coraz większych problemów ekonomicznych Rosji. A jeszcze nigdy od 1999 r., czyli odkąd rządzi Putin, nie były one tak poważne. Rosyjski budżet w wyniku sankcji i spadających cen ropy naftowej zmniejszył się o co najmniej 30 proc. Równocześnie następuje wzrost obciążeń rosyjskiej klasy średniej. Im mniej pieniędzy, tym więcej chcą ściągnąć powiązani z władzą oligarchowie. Stąd podwyżka podatku VAT czy opłaty dla kierowców tirów. To wszystko rodzi społeczne niezadowolenie i protesty. Od wielu tygodni strajkują transportowcy, protestują właściciele ulicznych sklepików wyburzanych przez władze Moskwy. Na razie jednak „lodówka” wciąż przegrywa z „telewizorem”. Poparcie dla władzy Putina wcale się nie zmniejsza. Wydaje się, że nadal działa schemat „my wam dajemy poczucie wielkości, a wy nas za to popieracie”.

A jednak coś się zmienia. Jak mówi „Wprost” Gleb Pawłowski, były doradca Władimira Putina, „jest tak, jakbyśmy wychodzili z zamrażarki, ludzie przestają się bać, coraz głośniej wyrażają swoje zdanie, protestują różne grupy społeczne i nie ma dawnej jedności w obozie władzy”. Zdaniem politologa w prywatnych rozmowach pracownicy wielkich korporacji na menedżerskich stanowiskach krytykują rządy Putina. Nie znaczy to, że wypowiedzą posłuszeństwo prezydentowi. Ci sami menedżerowie i miliarderzy boją się jak kiedyś o stanowiska. Bo wszystko zależy od kaprysu władzy. Miliarderzy w Rosji są jedynie „zatrudnieni” przez Kreml, co w każdej chwili może się zmienić. Jak szybko, to pokazuje chociażby zatrzymanie właściciela lotniska Domodiedowo, Dmitrija Kamienszczyka. Trafił do aresztu za rzekome nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa, co doprowadziło do zamachu terrorystycznego w 2012 r. Media spekulują, że tak naprawdę biznes chce mu odebrać Arkadij Rotenberg, jeden z najbliższych przyjaciół prezydenta. –

Kryzys powoduje, że tort do podziału jest coraz mniejszy, a chętnych do niego coraz więcej – twierdzi Julia Łatynina. Nikt nie chce się narazić, a wielu biznesmenów i ludzi kultury wręcz stara się odgadywać tok myślenia władz. Znany rosyjski reżyser Nikita Michałkow w wywiadzie ogłosił, że Jelcyn i Gorbaczow dopuścili się zdrady narodowej i powinni zostać za to postawieni przed sądem. Michałkow powtórzył słowa Putina, że upadek ZSRR „był największą polityczną katastrofą XX w.”. Trudno to odebrać inaczej jak koniunkturalizm reżysera. Tylko czy tym razem Michałkow nie postawił też w trudnej sytuacji adresata swoich słów? Bo jeżeli każdy rosyjski przywódca ma kiedyś odpowiadać za swoje decyzje, to czy dotyczy to także obecnego prezydenta?

Od razu odpowiedział Michaił Chodorkowski, najbardziej chyba znany rosyjski opozycjonista. Według niego Putin, jak każdy przywódca Rosji, powinien korzystać z „pełnego immunitetu, a jego działania nie powinny podlegać ocenie sądowej”. Tylko wtedy dyktator może oddać władzę. To na pewno oferta dla urzędującego prezydenta, ale wątpliwe, by Putin chciał z niej skorzystać. Wszystko wskazuje na to, że dla niego odwrotu z raz obranej drogi już nie ma. On sam nie wyobraża sobie już Rosji bez Putina. ■

Autor JEST REDAKTOREM POLSKIEGO Radia

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZEżone

Autor JEST REDAKTOREM POLSKIEGO Radia

ODWRÓCENI OD PUTINA

Borys Bieriezowski

Jako wpływowy członek „rodziny Jelcyna” pomógł Putinowi dojść do władzy, ale już w 2003 r. uzyskał azyl w Wielkiej Brytanii i stał się zagorzałym przeciwnikiem nowego prezydenta (w 2013 r. popełnił samobójstwo)

Aleksander Wołoszyn

Szef kancelarii prezydenta nazywany „rosyjskim Richelieu” jako gwarant dobrych stosunków władzy z oligarchami. Zwolniony po aresztowaniu Chodorkowskiego, obecnie w opozycji

Andriej Iłłarionow

Były doradca ekonomiczny urzędu prezydenta Rosji, obecnie opozycjonista i zdecydowany krytyk Kremla żyjący w USA

Michaił Kasjanow

Były minister gospodarki i premier Rosji, u boku Putina do 2004 r. W 2005 r. zaangażował się w działalność opozycyjną jako działacz Rosyjskiego Sojuszu Ludowo-Demokratycznego

German Gref

Główny reformator, były minister rozwoju i handlu, architekt liberalnych zmian w gospodarce. W 2007 r. zdymisjonowany i odsunięty na boczny tor. Obecnie prezes SbierBanku

Aleksiej kUDRIn

Najdłużej urzędujący minister finansów Rosji (2000-2011), który zdołał wyraźnie zmniejszyć zewnętrzne zadłużenie kraju, jednak z czasem poróżnił się z Putinem. Wrócił do kariery naukowej w Petersburgu, często krytykując obecną politykę gospodarczą Kremla

Władimir Jakunin

Generał KGB, bliski współpracownik Putina i jego bliski znajomy jeszcze z Petersburga, ostatnio prezes Kolei Rosyjskich. Gorliwy nacjonalista nazywany „prawosławnym czekistą”. Zdymisjonowany latem zeszłego roku, prawdopodobnie za zbytnią samodzielność i ignorowanie poleceń

Igor Siergun

Szef rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, zmarł w niejasnych okolicznościach w styczniu 2016 r. Rosyjscy opozycjoniści podejrzewają, że może to być skutek kolejnej czystki w resortach siłowych (tym bardziej że kilka dni wcześniej zmarł gen. Szuszukin, dowodzący operacją zajęcia Krymu)

Okładka tygodnika WPROST: 10/2016
Więcej możesz przeczytać w 10/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także