Nie ma to jak kłótnia w rodzinie

Nie ma to jak kłótnia w rodzinie

Rozbicie wschodniej flanki NATO może być nowym celem rosyjskiej wojny hybrydowej i jej propagandowych agentów. Wodą na młyn rosyjskiej „paradyplomacji” są różnice między państwami Europy Środkowej.

Sytuacji bezpieczeństwa Polski nie sposób rozpatrywać bez przyjrzenia się naszym najbliższym sojusznikom w regionie. Z jednej strony mamy powody do zadowolenia – podczas ostatniego miniszczytu NATO w Bukareszcie cały region mówił jednym głosem a od początku roku działa wspólny „wyszehradzki” batalion wojskowy. Demonstracją solidarności stał się list protestacyjny w sprawie Nord Stream 2 wysłany niedawno do przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera przez państwa V4, wraz z Łotwą, Litwą, Estonią, Rumunią i Chorwacją. Wszystko to brzmi dobrze, jednak nie zawsze widać prawdziwe utożsamienie się naszych partnerów ze stanowiskiem Polski. Oto Słowacja z podejrzliwością patrzy na promowane przez Warszawę plany rozmieszczenia w regionie zachodnich wojsk NATO(wojska amerykańskie kojarzą się z sowiecką okupacją już nie tylko premierowi Fico, ale nawet dawnemu pionierowi prawicy Jánowi Čarnogurskýemu). W autentyczne korzyści z regionalnej współpracy wojskowej każe przy tym wątpić skala wydatków na i tak słabe siły zbrojne w państwach naszych sąsiadów (ok. 1 proc. PKB, a dopiero ostatnio Węgry i Czechy zadeklarowały zwiększenie wydatków do poziomu ok. 1,2 proc. PKB).


Osią współpracy Grupy Wyszehradzkiej stało się w ostatnich miesiącach zbliżenie Polski i Węgier, co jest oczywistym skutkiem podobieństwa ideologicznego PiS i Fideszu, partii rządzących w Warszawie i Budapeszcie. Problem jednak w tym, że poza Węgrami głosów poparcia słychać niewiele nawet w bliskim nam regionie. Podstawą odbudowy regionalnej solidarności w ostatnich miesiącach stał się wspólny sprzeciw wobec unijnej polityki migracyjnej. To zdecydowanieza słaba podstawa silnych relacji, zwłaszcza z perspektywy polityki bezpieczeństwa. Dla trzech z czterech państw grupy V4 to problem bardziej ideologiczny niż praktyczny. Zresztą nawet na Węgrzech fala uchodźców od czasu zbudowania granicznego płotu to bardziej propagandowy straszak niż realne zagrożenie. Znacznie większym problemem jest niejednoznaczna postawa naszych partnerów w odniesieniu do Rosji (a w konsekwencji także wobec konfliktu na Ukrainie). Czeski prezydent Miloš Zeman i słowacki premier Robert Fico (który rozpoczął właśnie trzecią kadencję) wręcz rywalizują o tytuł wzorowego europejskiego rusofila. Viktor Orbán z kolei zaznacza, że za dobrymi kontaktami z Putinem stoją jedynie „pragmatyczne względy gospodarcze”, tak jakby wielomiliardowe kontrakty we współczesnym świecie nie miały tła politycznego. Zbyt wolno rozwijają się konkretne programy współpracy gospodarczej albo infrastrukturalnej (zwłaszcza transportowej), a te niewątpliwie mają znaczenie dla poprawy obronności. Być może przełomem stanie się dopiero budowa zapowiadanej od dawna Via Baltica.

Nieco żwawiej rozwija się też współpraca energetyczna. W kwestiach bezpieczeństwa teoretycznie bliżej nam do krajów bałtyckich. Popierają one stanowisko Warszawy i ostro sprzeciwiają się prowokacyjnej polityce Moskwy. Niestety, ich siła militarna jest znikoma, zaś w kwestii rozlokowania sił USA na wschodniej flance NATO patrzą podejrzliwie na Polskę, która staje się „konkurentem” w zabiegach o rozmieszczenie jak największych sił sojuszniczych. Poza tym w naszych relacjach z Litwą problemem pozostaje nieufność spowodowana irracjonalną polonofobią części tamtejszych elit politycznych. Największe podobieństwa strategii widać między linią Warszawy i Bukaresztu. Rumuńscy politycy, szczególnie prezydenci – poprzedni Traian Băsescu i obecny Klaus Iohannis – konsekwentnie opowiadali się za wspólnotą obronną państw Europy Środkowo-Wschodniej, a Rumunia w odróżnieniu od naszych „wyszehradzkich” sąsiadów aktywnie zwiększa swoje zdolności obronne (już zaplanowała podniesienie budżetu MON z 1,8 w 2016 r. do 2 proc. PKB w 2017 r.). Otwarcie amerykańskiej bazy w Deveselu pod koniec ubiegłego roku stało się przy tym symbolem włączenia Rumunii do systemu amerykańskiej obrony antyrakietowej, na co Polska musi jeszcze poczekać.�

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 14/2016
Więcej możesz przeczytać w 14/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także