Kijowskie akrobacje polityczne

Kijowskie akrobacje polityczne

Pilnie poszukiwany jest kandydat na nowego premiera Ukrainy. Jednak dopóki trwa giełda nazwisk, obecny szef rządu nie zamierza dobrowolnie opuszczać stanowiska.

Przez wiele tygodni w ukraińskich mediach pojawiały się nazwiska kolejnych ewentualnych kandydatów na premiera. W tym nazwiska doświadczonych Europejczyków, co po zatrudnieniu reformatorów z Gruzji z Micheilem Saakaszwilim na czele nikogo nie zdziwiło. Na czoło wysuwali się: szef MSZ Szwecji Carl Bildt i Leszek Balcerowicz. Wybitny polski reformator, jak go nazywały ukraińskie media, propozycję jednak odrzucił, tłumacząc, że problemy Kijowa nie tkwią w gospodarce, lecz w polityce. Pod koniec ubiegłego tygodnia stało się jasne, że realni kandydaci na stanowisko premiera są jedynie dwaj: obecny marszałek parlamentu Wołodymyr Grojsman, który uchodzi za człowieka Poroszenki, oraz minister finansów Natalia Jaresko. Jednak dylemat ten może się rozstrzygnąć w niespodziewany sposób. Arsenij Jaceniuk bowiem, nadal sprawujący urząd premiera, wcale nie zamierza opuszczać swojego stanowiska.


ULUBIENICA ZACHODU

Natalia Jaresko jest idealną, wydawałoby się, kandydatką na premiera. Urodziła się w USA w rodzinie ukraińskich emigrantów. W 1992 r. jako młoda ekonomistka znająca ukraiński otrzymała propozycję pokierowania wydziałem gospodarczym otwieranej właśnie ambasady USA w Kijowie. Po wygaśnięciu kontraktu postanowiła wraz z mężem zostać na Ukrainie i zająć się inwestowaniem. Jesienią ubiegłego roku, na fali poszukiwania „reformatorów z importu”, otrzymała tekę ministra finansów, co od razu się opłaciło Kijowowi w postaci 1,7 mld dolarów kredytu, który wynegocjowała od MFW. Ukraińskie media uważają Jaresko za ulubienicę Zachodu, osobę, której zachodnie banki są skłonne powierzyć pieniądze. Jest osobą niezależną od oligarchów, a po drugie jako jedna z niewielu ministrów w obecnym rządzie nie zdążyła się skompromitować. Jaresko wyznaczyła warunki, na jakich mogłaby pokierować rządem technokratów.

Wszyscy kandydaci na ministrów mają mieć duże doświadczenie i nieskazitelną reputację, a w dodatku zrezygnować z udziału w kolejnych wyborach. Po drugie Rada Najwyższa powinna jednoznacznie zadeklarować poparcie dla poczynań rządu. – Jaresko jest zdeterminowana, by przeprowadzić poważne zmiany w kraju – mówi Igor Mazepa, szef funduszy inwestycyjnych Concorde Capital. Według niego Jaresko nawet bez wsparcia parlamentu mogłaby zrobić porządki w rządzie, poprawić pracę spółek skarbu państwa, kładąc kres wykańczającym budżet państwa korupcyjnym układom. Ale co najważniejsze – potrafiłaby zebrać ekipę reformatorów z prawdziwego zdarzenia. Niestety, największe zalety Natalii Jaresko są jednocześnie jej największymi przeszkodami na drodze do fotela premiera. Wielu ukraińskich politologów uważa, że jej kandydatura od samego początku jest rodzajem zasłony dymnej. Znikome są bowiem szanse na to, że Jaresko zostanie bez kłopotów poparta przez parlament, w którym większość deputowanych to ludzie związani z poszczególnymi oligarchami.

ZIOMAL PREZYDENTA

W tej sytuacji najbardziej prawdopodobną kandydaturą na premiera pozostaje dziś Wołodymyr Grojsman. W ubiegłym tygodniu o swoim poparciu dla niego oficjalnie poinformowała partia Petra Poroszenki. Grojsmana wciąż można uważać za debiutanta w wielkiej polityce. Zanim po rewolucji godności został najpierw wicepremierem, a później marszałkiem Rady Najwyższej, przez siedem lat był merem Winnicy, rodzinnego miasta Poroszenki. – Na tym stanowisku pokazał się z bardzo dobrej strony – uważa Taras Kozak, prezes grupy inwestycyjnej „Uniwer”.

Wówczas 32-letni Grojsman bez trudu poradził sobie z doraźnymi problemami miasta, jak oświetlenie ulic i dziki handel, oraz zreformował system transportu publicznego, zajął się remontem dróg i ściąganiem inwestycji do miasta. To wszystko opłaciło mu się podczas następnych wyborów samorządowych – uzyskał rekordowe jak na ukraińskie warunki 77-procentowe poparcie. Grojsman – w odróżnieniu od Jaresko – nie ma poparcia na Zachodzie. – Jego nominację odebrano by na Zachodzie jako kontynuację dotychczasowych rządów klanów – uważa Dmytro Bojarczuk, prezes think tanku Case Ukraina. Mimo tego właśnie Grojsman wydaje się dziś jedynym kandydatem, którego może poprzeć Rada Najwyższa.

PUŁAPKA JACENIUKA

Cała Ukraina czeka jednak na ostatnie słowo Arsenija Jaceniuka. Jeśli obecny premier sam nie odejdzie, jedyną szansą na zmianę

mogą być tylko przedterminowe wybory parlamentarne. To jednak jest środek ostateczny, ponieważ zarówno Jaceniuk, jak i Poroszenko mają marne szanse na utrzymanie swoich pozycji w parlamencie. W niedawnych telewizyjnych wystąpieniach Jaceniuk nazwał obecny kryzys „sztucznie nadmuchanym” oraz zadeklarował, że jest gotów tylko na kosmetyczne zmiany, ale nie na pełny demontaż rządu. To jednak według wielu ukraińskich politologów jest tylko próba podbicia stawki. Jaceniuk ma bowiem świadomość tego, że obecnie jego kandydaturę w Radzie Najwyższej podtrzymuje tylko jego własna frakcja – Front Narodowy.

Z kolei bez głosów Frontu Narodowego żadna kandydatura proponowana przez Poroszenkę nie ma szans. Ostatnim wyjściem, które wygląda dziś na najbardziej prawdopodobne, jest stworzenie koalicji z udziałem partii Poroszenki i Jaceniuka oraz niezrzeszonych deputowanych i wszystkich, których uda się przeciągnąć na swoją stronę. W tej układance Grojsman zostałby premierem i kryzys na jakiś czas można by uznać za zażegnany. Jednak wiele spodziewać się po takim rządzie nie będzie można, gdyż już dziś jest jasne, że ludzie Jaceniuka raczej zachowają swoje ministerialne stanowiska. To nie wróży dobrze Ukrainie. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

NA KRYZYSY BALCEROWICZ

Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów w rządach Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Buzka, chętnie dyskontuje za granicą doświadczenia, których nabył podczas realizowania polskiej transformacji. Gdy w marcu rozeszły się pogłoski o możliwym objęciu przez niego teki premiera Ukrainy, Balcerowicz stwierdził publicznie, że bardziej skłonny jest rozważyć rolę strategicznego doradcy przy rządzie w Kijowie. 69-letni polityk już od roku współpracuje z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką. Wszedł w skład międzynarodowej rady konsultacyjnej przy prezydencie, która ma doradzać ukraińskiej głowie państwa, jak przeprowadzić ten kraj przez kryzys gospodarczy. Ale to nie jest jedyne doświadczenie międzynarodowe Balcerowicza.

W czerwcu 2008 r. został przewodniczącym rady nadzorczej niezależnego europejskiego think tanku Bruegel z siedzibą w Brukseli, który skupia się na badaniach z dziedziny gospodarki i ekonomii. Balcerowicz zastąpił na tym stanowisku Maria Montiego, późniejszego premiera Włoch. W tym samym roku został członkiem grupy roboczej Unii Europejskiej, której celem było poszukiwanie sposobów wyjścia z kryzysu ekonomicznego. Jako prezes NBP zasiadał też w Radzie Ogólnej Europejskiego Banku Centralnego. A w latach 2000-2003 wraz ze współpracownikami z fundacji CASE (Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych) doradzał prezydentowi Gruzji Eduardowi Szewardnadze, co jednak nie uchroniło go przed utratą stanowiska w 2003 r., po nieudanej próbie sfałszowania wyborów.

Balcerowicz jest też niestrudzonym komentatorem polskiego życia politycznego. Krytykował rząd Donalda Tuska za brak reform oraz za zabranie pieniędzy z otwartych funduszy emerytalnych. W centrum Warszawy zainstalował licznik pokazujący, w jakim tempie rośnie dług publiczny Polski. Nie szczędzi też krytyki rządowi PiS. Ostatnio w księgarniach pojawiła się jego książka „Trzeba się bić z PiS o Polskę”, drugie uzupełnione wydanie wywiadu rzeki z tym ekonomistą, który utrzymuje, że ubiegłoroczne zwycięstwo wyborcze PiS jest w dużej mierze efektem szczęśliwych zbiegów okoliczności. EO

Okładka tygodnika WPROST: 14/2016
Więcej możesz przeczytać w 14/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także