Miller chciał usunąć szefa Orlenu? (aktl.)

Miller chciał usunąć szefa Orlenu? (aktl.)

Czy premier Leszek Miller zlecił zatrzymanie b. prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego przez UOP, jak twierdzi b. minister skarbu Wiesław Kaczmarek? Premier i ówczesny szef UOP zaprzeczają.
Były minister skarbu Wiesław Kaczmarek powiedział w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że w 2002 roku za  wiedzą premiera zdecydowano o użyciu UOP-u, by pozbyć się szefa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego i zablokować kontrakt na 14 mld dolarów. Premier Leszek Miller nazwał te doniesienia kłamstwami.

Według piątkowej "Gazety", Kaczmarek powiedział, że to premier Leszek Miller osobiście zdecydował o użyciu UOP w zatrzymaniu Modrzejewskiego, na spotkaniu z udziałem minister sprawiedliwości Barbary Piwnik, szefa UOP Zbigniewa Siemiątkowskiego, prokuratora krajowego Karola Napierskiego, szefa swej kancelarii Marka Wagnera i samego Kaczmarka, wtedy ministra skarbu.

W piątek Kaczmarek w rozmowie z dziennikarzami doprecyzował kilka stwierdzeń zawartych w publikacji, odnoszących się głównie do  składu uczestników spotkania, na którym miała zapaść decyzja o  zatrzymaniu Modrzejewskiego.

W autoryzowanej wypowiedzi dla "GW" w piątek po południu Kaczmarek wyjaśnił, że chodziło mu o kilka spotkań, a nie jedno i  stąd jego pomyłka co do składu personalnego poszczególnych spotkań. - Nie jestem pewien "obecności innych osób, ponieważ odbyły się dwa spotkania (najpierw w pokoju obok gabinetu premiera, a później w gabinecie, w nieco innym składzie)" - powiedział. Przyznał, że na spotkaniu opisanym przez "GW" nie było prokuratora krajowego Karola Napierskiego. Jak tłumaczył, mógł go  pomylić z inną osobą z resortu sprawiedliwości. Kaczmarek nie był już także pewien obecności szefa Kancelarii Premiera Marka Wagnera, choć - jak tłumaczył - zarówno Wagner, jak i Napierski mogli być wprowadzeni w całą sprawę. "Nie byłem na tym spotkaniu, Kaczmarek kłamie" - oświadczył wcześniej szef Kancelarii Premiera Marek Wagner. Dodał, że nie słyszał o tym spotkaniu, ani o jego efektach.

Kaczmarek jest jednak pewien, że była na nim ówczesna minister sprawiedliwości Barbara Piwnik i szef UOP Zbigniew Siemiątkowski, co potwierdził też przed speckomisją. Piwnik również stanowczo zaprzeczyła swej obecności na takim spotkaniu z Millerem. "Takiego spotkania, w takim składzie, nie było" - powiedziała w Sejmie.

Kaczmarek podtrzymał też swoją wypowiedź "dotyczącą udziału Urzędu Ochrony Państwa w zatrzymaniu prezesa Modrzejewskiego oraz  to, że stało się to za wiedzą premiera".

Po spotkaniu z członkami zwołanej w trybie pilnym sejmowej komisji ds. służb specjalnych Kaczmarek oświadczył dziennikarzom, że nie powiedział "Gazecie", iż to premier polecił UOP zatrzymanie Modrzejewskiego. "Nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia, w  którym wydano takie polecenie" - powiedział. Podkreślił, że należy wyjaśnić, kto zdecydował o uruchomieniu UOP w tej sprawie.

Po południu Kaczmarek, na prośbę kierownictwa klubu swej nowej partii, zawiesił członkostwo w klubie Socjaldemokracji Polskiej, na czas wyjaśnienia sprawy.

"W publikacji jest wiele zwykłych kłamstw i przeinaczeń" -  powiedział premier Leszek Miller rano w Radiu Zet i powtórzył to  przed południem w Sejmie. "Rząd nie ma w tej sprawie nic do  ukrycia" - dodał. Premier uzasadnił odwołanie Modrzejewskiego tym, że chciał podpisać niekorzystny dla koncernu i Skarbu Państwa kontrakt, uzależniający Orlen na wiele lat od jednego dostawcy ropy. Potwierdził, że na spotkaniu była Piwnik, która mówiła, że  nie ma podstaw prawnych do oskarżenia szefa Orlenu.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział, że nic nie wie o  sprawie opisanej przez "GW". Uznał, że trzeba tę rzecz wyjaśnić.

Siemiątkowski, b. szef UOP, a obecnie szef Agencji Wywiadu, oświadczył, że premier nie zlecał zatrzymania b. prezesa Orlenu przez UOP i na spotkaniu u premiera nie mówiono o zatrzymaniu Modrzejewskiego. Opisane przez "GW" zdarzenie nie miało miejsca -  powiedział. Dodał, że akcja zatrzymania b. szefa Orlenu przez UOP była konsekwencją wystąpienia i zlecenia prokuratorskiego.

Tymczasem członek sejmowej speckomisji Konstanty Miodowicz (PO) uważa, ze zatrzymania Modrzejewskiego dokonano z inspiracji UOP, kierowanego wówczas przez Siemiątkowskiego. Dodał, że  funkcjonariusz UOP "dezinformując prokuraturę spowodował wydanie nakazu aresztowania".

"Ja nie wiem, co naprawdę jest tu faktem" - tak doniesienia GW skomentował wicepremier Jerzy Hausner. "Nie uczestniczyłem w  spotkaniu, nie przypominam sobie, by ta rzecz była kiedykolwiek omawiana na naradzie" - dodał.

Na specjalnie zwołanej w piątek konferencji prasowej w Warszawie zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik tłumaczył, że  prokuratura warszawska postępowanie w sprawie byłego szefa Orlenu prowadziła już od lipca 2000 r. "Decyzję podjęto w innych realiach politycznych niż opisuje to dzisiejsza +Gazeta Wyborcza+" -  oświadczył.

Olejnik wyjaśnił, że decyzję o zatrzymaniu Modrzejewskiego podjęto po tym, jak do prokuratury dotarły informacje z UOP, że  ówczesny szef Orlenu zamierza wyjechać z kraju i nie wiadomo, kiedy wróci. W opinii Olejnika, upublicznienie informacji o  zatrzymaniu Modrzejewskiego nie spowodowało szkody dla toczącego się postępowania. Akt oskarżenia przeciwko Modrzejewskiemu czeka na rozpatrzenie w sądzie.

Naczelny tygodnika "Nie" Jerzy Urban powiedział w piątek, że był świadkiem telefonicznej rozmowy Kaczmarka z premierem, jak się potem okazało, na temat zmian w Orlenie. W "Gościu Jedynki" TVP Urban opowiedział, że "z tej rozmowy wynikało, że premier go  (Kaczmarka) naciska, a Kaczmarek się broni mówiąc, że to  można przeprowadzić zgodnie z prawem (...). Potem (...) tak się żachnął, że już nie może wytrzymać tych nacisków. Ja pośrednio potwierdzam, że nie Kaczmarek był źródłem nacisków na operację Orlen, tylko był przedmiotem nacisków. A naciskał premier" -  oświadczył Urban.

Zbigniew Wassermann (PiS) z sejmowej speckomisji uznał, że  Kaczmarek powiedział "GW" prawdę w sprawie akcji UOP wobec byłego prezesa PKN Orlen, jeśli chodzi o "bezpodstawność działania organów ścigania". Zaznaczył jednak, że nie wie, czy to Leszek Miller osobiście zdecydował o użyciu UOP w tej sprawie. Zdaniem posła PiS, w związku z tą sprawą Miller "zdecydowanie" powinien podać się do dymisji przed 2 maja.

"Jeśli cokolwiek z tych ponurych rzeczy miałoby się potwierdzić, to oznaczałoby to absolutny, dramatyczny i - moim zdaniem - dużo szybszy koniec pana premiera Millera niż ten wymarzony 2 maja" -  powiedział lider PO Donald Tusk.

Zdaniem szefa Samoobrony Andrzeja Leppera, z ferowaniem wyroków należy poczekać, aż sprawę rozpatrzy sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych.

Tymczasem Zbigniew Ziobro, w imieniu klubu PiS, zwrócił się w  piątek do ministra sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka o wszczęcie postępowania karnego, by wyjaśnić, czy osoby, wymienione w  artykule "GW" jako uczestnicy spotkania u premiera, nie nadużyły władzy dokonując w 2002 roku zatrzymania Modrzejewskiego. Zdaniem Ziobry, doszło wtedy do instrumentalnego wykorzystania UOP i  prokuratury do "pozaprawnych działań służących realizacji biznesowo-politycznych celów".

Była minister skarbu Aldona Kamela-Sowińska uznała informacje z  piątkowej "GW" za "brutalny atak na gospodarkę, co spowoduje totalną utratę wiarygodności polskiej gospodarki, co jest szczególnie niebezpieczne w przededniu wejścia do UE, oraz utratę resztek zaufania do klasy politycznej". Jej zdaniem, ujawnienie przez Kaczmarka kulisów akcji przeciwko byłemu szefowi Orlenu jest "wynikiem wojny w starym i nowym SLD o wpływy w gospodarce".

***

Moje zatrzymanie miało służyć przestraszeniu nie  tylko członków rady nadzorczej PKN Orlen. "To służyło przestraszeniu innych prezesów. Jak się będziecie stawiali, to spotka was los Modrzejewskiego" - skomentował wydarzenia sprzed 2 lat w telewizji TVN24, były prezes PKN Orlen Andrzej Modrzejewski. Na 22 lutego 2002 r. zwołana była WZA Orlenu, na którym miała być zmieniona rada nadzorcza firmy. "Oczywiście nowo powołana rada nadzorcza mogła wymienić zarząd. Z  tego co wtedy wiedziałem, Bank of New York, właściciel 30 proc. GDR-ów, stwierdził, że z powodu różnych nacisków nie może dać mi pełnomocnictwa do głosowania na WZA", a zdecydowana przewagę na WZA w  stosunku do innych akcjonariuszy miał minister skarbu - ocenia b. prezes Orlenu

Nawiązując do opisywanego przez "GW" spotkania z  udziałem premiera, powiedział: "Słuchałem dzisiaj wywiadu, gdzie szef UOP pan Zbigniew Siemiątkowski, stwierdził, że na tym spotkaniu zajmowali się dywersyfikacją dostaw ropy, żeby zapobiec jakiemuś szkodliwemu kontraktowi. Tu są dwa podstawowe kłamstwa. Albo ktoś wprowadził premiera w błąd albo sam premier kłamie" - powiedział b. szef Orlenu. Jego zdaniem, dywersyfikację dostaw ropy rozpoczął poprzedni zarząd i odtąd to nie tylko firma J&S była dostawcą, ale również jedna ze spółek zależnych Jukosu, z którą umowa została podpisana w 2000 r.

Jak twierdzi Modrzejewski, tak poważne umowy mogą być podpisywane przez co najmniej dwóch członków zarządu i są wcześniej omawiane przez cały zarząd. Zapewnił, że w żadnej umowie (wszystkie powinny znajdować się w tajnej kancelarii Orlenu) "na pewno nie ma ani jednego punktu, który mógłby być szkodliwy dla spółki".

oj, em, pap

Czytaj także

 0