Pamięć o warszawskim getcie

Pamięć o warszawskim getcie

Od złożenia wieńców pod pomnikiem Bohaterów Getta rozpoczęły się obchody 61. rocznicy wybuchu powstania w Getcie Warszawskim. Rabin warszawskiej Gminy Żydowskiej odmówił kadisz za zmarłych.
Następnie pochód, na czele którego szedł jeden z przywódców powstania w getcie - Marek Edelman, a na wózku inwalidzkim jechał Jacek Kuroń, przeszedł w kierunku Umschlagplatzu - miejsca, skąd w  czasie okupacji odjeżdżały pociągi wywożące Żydów do obozów zagłady.

Podczas przemarszu zatrzymano się m.in. przy płycie ku czci Rady Pomocy Żydom "Żegota", przed tablicą upamiętniającą samobójczą śmierć Szmula Zygelbojma (członka Rady Narodowej przy rządzie polskim w Londynie, który na wieść o losie warszawskiego getta popełnił samobójstwo w proteście przeciw bierności aliantów zachodnich wobec zagłady Żydów - PAP) oraz w miejscu Bunkra Anielewicza - kwatery Żydowskiej Organizacji Bojowej.

W  uroczystości uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych i  miejskich, mieszkańcy stolicy. Wśród gości byli wiceprezydent Warszawy Andrzej Urbański oraz były minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz.

Na cmentarzu żydowskim złożono kwiaty pod pomnikami poświęconymi pamięci Żydów Oficerów Wojska Polskiego oraz  bojowników gett, rabin odmówił ponownie modlitwę za zmarłych.

Na wieczór zaplanowano rocznicowy koncert w Teatrze Żydowskim.

Warszawskie getto - jako zamknięty obszar - hitlerowcy utworzyli jesienią 1940 r. Za 3-metrowym murem znalazło się ok. 400 tys. osób. Wiosną 1941 r. - w okresie największego zagęszczenia - getto liczyło ok. 450 tys. mieszkańców. Obok bezpośrednich akcji eksterminacyjnych, dodatkowymi czynnikami wyniszczającymi ludność był brak zarobków, opału, leków, odzieży oraz celowo utrzymywany przez okupanta katastrofalny stan sanitarny. Podstawowym problemem był straszliwy głód.

W 1942 r. zaczęła się likwidacja gett w Polsce. W lipcu przyszła kolej na Warszawę. Do września 1942 r. deportowano z  Warszawy do obozu zagłady w Treblince 310 tys. ludzi. W kwietniu 1943 r. do warszawskiego getta wkroczyło dwa tysiące żołnierzy SS, Wehrmachtu i cudzoziemskich formacji pomocniczych. Zbrojny opór stawiła im ok. 600-osobowa grupa powstańców Żydowskiej Organizacji Bojowej, na której czele stał 24-letni Mordechaj Anielewicz, a  także Żydowski Związek Wojskowy.

Na początku powstania, mimo ogromnej przewagi, hitlerowcy nie  mogli złamać oporu powstańców. Kierujący akcją likwidacyjną gen. SS Juergen Stroop (stracony po wojnie na mocy wyroku polskiego sądu) musiał wprowadzić do akcji dodatkowe oddziały i sprzęt. 8 maja 1943 r. padł bunkier dowództwa powstania przy ul. Miłej 18. Anielewicz wraz z innym członkami dowództwa organizacji popełnili samobójstwo. 16 maja Stroop wydał rozkaz wysadzenia wielkiej synagogi przy ul. Tłomackie; zaraz potem doniósł z triumfem Hitlerowi, że "dzielnica żydowska w Warszawie przestała istnieć".

Według raportu Stroopa, ujęto 56 tys. Żydów, z których ok. 7 tys. zgładzono na miejscu, a resztę wywieziono do obozów zagłady. Liczba poległych i rannych Niemców nie jest dokładnie znana. Polska prasa podziemna oceniała straty niemieckie na 400 zabitych i 1000 rannych.

em, pap

Czytaj także

 0