Skaner

Skaner

  • Premier na platformie
    Jan Krzysztof Bielecki wraca do polityki. Choć formalnie nie jest członkiem Platformy Obywatelskiej, ma w niej coraz więcej do powiedzenia. Były premier zajął miejsce zarezerwowane dotychczas dla Andrzeja Olechowskiego
    Bielecki jest obecnie prezesem Banku Pekao SA, a od zawsze - bliskim przyjacielem Donalda Tuska. Od pewnego czasu ten duet pojawia się na zakulisowych międzypartyjnych rozmowach. Budzi to zdziwienie, bowiem dotychczas Tuskowi zawsze towarzyszył Jan Maria Rokita. Wywołało to podejrzenia, że drogi Tuska i Rokity się rozeszły, a kandydatem PO na premiera po wyborach będzie... były premier, czyli Bielecki, a nie Rokita. - Zapewniam, że Jan Krzysztof nie jest zainteresowany stanowiskiem szefa rządu - ręczy w rozmowie z "Wprost" Donald Tusk. Mówi, że jego przyjaciel jako specjalista gospodarczy patrzy na politykę z zupełnie innej perspektywy i nie chciałby jej zmieniać.
    Faktem jest jednak, że Bielecki stał się członkiem nieformalnego sztabu PO, który pracuje nad strategią partii i podejmuje kluczowe decyzje. W skład sztabu poza byłym premierem wchodzą Tusk, Rokita, jego prawa ręka Łukasz Pawłowski oraz specjalista ds. polityki międzynarodowej Bartłomiej Sienkiewicz.
    Tuskowi zależy na udziale Bieleckiego w działaniach PO nie tylko ze względu na wzajemne zaufanie. Przewodniczący platformy chce również, by jego partia miała dwie twarze - radykalną, antyestablishmentową oraz wolnorynkową. Pierwszą uosabiał Jan Rokita, drugą - Andrzej Olechowski, mający przyciągać do PO ludzi sukcesu. Ponieważ jednak Olechowski skłócił się z platformą, trzeba było znaleźć jego następcę. Jan Krzysztof Bielecki jako prezes dużego banku i były pracownik EBOiR okazał się idealnym kandydatem.
    (IGO, RMA)
  • TRZY SZYBKIE
    DuŻo jak na chŁopa
    Rozmowa z ROMANEM JAGIELIŃSKIM, liderem FKP
    - Dostał pan w Warszawie 983 głosy...
    - To dużo jak na polityka ze wsi, ale jakieś 10 razy za mało jak na moje ambicje. Ostrzegano mnie, żebym nie wchodził w koalicję z partią emerytów. Mają ponoć 3 tys. członków, a dostali 180 głosów!
    - Zna pan swych wyborców? Może znalazłaby się jakaś nagroda dla nich?
    - Dziękuję za pomysł. Każdy, kto się zgłosi do mojego biura i przyzna, że głosował na mnie, dostanie moje zdjęcie z autografem.
    - Co pan teraz zrobi?
    - Rozstaję się z emerytami, wracam do szyldu Partii Ludowo-Demokratycznej. A teraz dłużej nie mogę rozmawiać, bo zaraz dosiadam konia.
    Rozmawiał Robert Mazurek
  • Jakimczyk - ulubieniec prokuratury
    Jarosław Jakimczyk, dziennikarz "Wprost", jest wśród polskich dziennikarzy absolutnym rekordzistą w liczbie oskarżeń o ujawnienie tajemnicy państwowej. W tym tygodniu warszawska prokuratura okręgowa postawi mu kolejny zarzut z tej serii. Za co? Tego nie wiadomo, śledztwo ma bowiem klauzulę "ściśle tajne" - jak poinformował nas rzecznik prokuratury Maciej Kujawski. Jakimczyk, który od lat zajmuje się służbami specjalnymi, był już wcześniej trzykrotnie oskarżany o ujawnienie tajemnic państwowych. Za każdym razem autorem doniesień był Ryszard Kalisz, wówczas szef Kancelarii Prezydenta. Wszystkie sprawy przeciwko Jakimczykowi o ujawnienie tajemnic są utajnione. Dotychczas żaden proces się nie zakończył. Sąd od czterech lat nie wyznacza terminu rozprawy. Czyżby chodziło o to, żeby tylko postraszyć?
  • Zwyczajny patriota
    Pułkowniku, opiekuj się Polską w niebie" - głosił jeden z transparentów na uroczystościach pogrzebowych Ryszarda Kuklińskiego. Były szef MSZ Władysław Bartoszewski przyrównał pułkownika do dyktatora powstania styczniowego: "Pułkownik Kukliński był bohaterem szczególnie tragicznym, gdyż w przeciwieństwie do Traugutta działał niejawnie". Na uroczystości zjawili się byli premierzy Jerzy Buzek i Jan Olszewski, szef IPN Leon Kieres, przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek, były przewodniczący związku Marian Krzaklewski oraz były szef Urzędu Ochrony Państwa Zbigniew Nowek. Pułkownika pożegnał kończący misję w Polsce ambasador Stanów Zjednoczonych Christopher Hill. Żegnali go też prezydent Warszawy Lech Kaczyński oraz wiceprezydent Władysław Stasiak. Zabrakło przedstawicieli rządu i szefostwa armii - z wyjątkiem biskupa polowego Sławoja Leszka Głodzia. Lewicę reprezentował tylko Stanisław Ciosek, były ambasador w Moskwie, doradca prezydenta Kwaśniewskiego. Nie pojawił się były premier Leszek Miller, który spotykał się kilka razy z Kuklińskim i zainicjował proces jego rehabilitacji. Nie pojawili się też byli ministrowie obrony i byli szefowie sztabu generalnego.
  • 150 złotych za nic
    Za zaświadczenie o tym, że nie musimy nic płacić, trzeba wybulić 150 zł! Niemożliwe? Od 1 maja Polacy już jako obywatele Unii Europejskiej mogą kupić używany samochód za granicą i nie muszą płacić za to podatku VAT. Ale by nam się w głowach z tego szczęścia nie poprzewracało, wymyślono, że przy rejestracji takiego auta, trzeba pokazać zaświadczenie. Zaświadczenie, że nie musimy płacić VAT. Według sejmowych stenogramów, na ten genialny pomysł wpadł poseł SLD Grzegorz Woźny. Pytany o motywację najpierw się zdziwił, że coś takiego zaproponował, a potem szczerze przyznał, że nie pamięta dlaczego. Zaskoczony takim zapisem jest też inny poseł Komisji Finansów Publicznych Zbigniew Chlebowski z PO. - To jest tak absurdalne, że aż niewiarygodne. Naprawdę myśmy to przegłosowali?! - pyta szczerze zdumiony i obiecuje, że zajmie się sprawą. Przepis dotyczący 150 złotych opłaty za nic przyjął Sejm, Senat, a na końcu podpisał się pod tym prezydent. Ciekawe, czy ktoś wiedział, co podpisuje?
    (VK)
  • Czeski wirus
    Jeśli na wyświetlaczu twej komórki pojawi się słowo "Caribe", oznacza to, że padłeś ofiarą pierwszego na świecie wirusa atakującego telefony komórkowe. Robak na razie zagraża tylko najbardziej zaawansowanym modelom telefonów, ale eksperci przewidują, że niedługo zaatakuje także prostsze aparaty. Wirusa Cabir stworzyła grupa czeskich i słowackich hakerów 29a, którzy za punkt honoru postawili sobie udowodnienie, że żadna technologia nie jest odporna na robaki.
    (WAK)
  • Europrzegrani
    Kiedy zwycięzcy wyborów do Parlamentu Europejskiego otwierali szampana, przegrani musieli zapomnieć o podboju Europy. Roman Jagieliński z Partii Ludowo-Demokratycznej otrzymał w stolicy 983 głosy i z wynikiem 116 razy gorszym od Bronisława Geremka miast Strasburga będzie musiał szlifować korytarze na Wiejskiej. Innemu posłowi z ferajny Jagielińskiego nie pomógł nawet własny program telewizyjny. Detektyw Krzysztof Rutkowski zebrał tylko 4422 głosy, co okazało się niewystarczającym wynikiem, by się mógł przechadzać w kowbojskiej kurtce po kuluarach Parlamentu Europejskiego. Z kolei rzecznikowi SLD Jerzemu Wenderlichowi w zdobyciu mandatu nie pomogła nawet głodówka w obronie żnińskiej cukrowni. Występy w telewizyjnych reality show nie pomogły Klaudiuszowi Sevkovicowi startującemu z listy partii emerytów, bo dostał zaledwie 501 głosów. Jego kolegę, a zarazem posła SLD Sebastiana Florka również opuścili fani "Big Brother", gdyż uzyskał tylko 3136 głosów. Lepiej spisał się były trener Adama Małysza Apoloniusz Tajner, jednak 7265 głosów to również za mało. Tylko 253 głosy dostał prezenter muzyczny i propagator country Korneliusz Pacuda z Inicjatywy dla Polski. Znaczy, wyborcy miast country woleli inne melodie.
    (PR)
  • Uśmiechnij się, rolniku!
    Nawet jeśli nie otrzymasz dopłat z unii, lepiej uśmiechaj się, wchodząc do zagrody. Naukowcy z Cambridge odkryli, że owce rozróżniają emocje malujące się na owczych pyskach i ludzkich twarzach. Zwierzęta wolą kontakty z osobami zrelaksowanymi i uśmiechniętymi. - Owce, choć są uważane za głupie, mają znacznie bogatsze życie emocjonalne, niż nam się zdawało - komentuje dr Keith Kendrick.
    (JAS)
  • Powyborcza paranoja
    Naszą polityką zaczęła rządzić magia. Ledwie Michnik wycofał się z kampanii na rzecz Unii Wolności, już partia ta osiągnęła dobry wynik, a jej lider aspiruje do najważniejszych światowych stanowisk. W tej sytuacji można się zastanowić nad dalszą karierą naczelnego "Wyborczej" w charakterze Jonasza. Kogo poprze - przegrywa, nie poprze - wygrywa. Prawie jak prezydent w sporcie: jeśli komuś kibicuje, ten zaraz wraca na tarczy. W tej sytuacji nie dziwię się, że Jan Rokita tak ostro atakuje Michnika. Przecież gdyby - nie daj Bóg - poparł on Platformę, ta zaraz miałaby kłopoty.
    Wszystko to pestka w porównaniu z sukcesem, który poniosło (sic!) PSL. To rekord światowy: rękami elektoratu pozbyć się całego kierownictwa i wysłać je na banicję do Strasburga - w jeden dzień, bez przewrotu pałacowego, a nawet bez kongresu. Najbardziej zadziwiające są jednak powyborcze komentarze, jakby stało się jakieś nieszczęście. A to przecież najszczęśliwsze wybory od kilkunastu lat. Odwrócona została kilkunastoletnia passa komunistów, podcięte wsporniki "okrągłego stołu", a i przegrani dostali coś na otarcie łez. Dlatego też wszystkim tym lejącym krokodyle łzy z powodu niskiej frekwencji zadam być może głupie pytanie: a co by było, gdyby za pomocą kija lub marchewki zagonić cały pszenno-buraczany elektorat do urn? Czy profesor Geremek jechałby dziś do Brukseli?
    A więc zamiast rozdzierać szaty, cieszmy się, gratulujmy wygranym i - żeby zatrzeć ślad w Warszawie po Piskorskim - na cześć prof. Gilowskiej zmieńmy nazwę stolicy na Zytomierz.
    Marcin Wolski
  • Miasta w mieście
    Gdańsk atakuje! Po ustanowieniu "honorowego ambasadora Gdańska" w stolicy, którym został wydawca i biznesmen Cezary Windorbski, i wspólnej fotce gdańszczan mieszkających w Warszawie pod kolumną Zygmunta, przyszła pora na koncert "Kocham Gdańsk". Koncert Hanzeatyckiej Orkiestry Kameralnej i utalentowanego jazzmana Sławka Jaskułke ma zwiększyć sympatię dla nadmorskiego kurortu. Inne miasta też nie próżnują i z billboardów na ulicach stolicy można się dowiedzieć, że "Poznań ma wiele twarzy", a Gdynia to "otwarte miasto dla otwartych ludzi". Sama Warszawa również podąża tym tropem i ogłosiła konkurs na swoje hasło reklamowe.
  • Ostatnia szansa
    W krajach, które współpracowały z Niemcami w dziele Zagłady, Centrum Szymona Wiesenthala nie płaci za informacje o winnych zbrodni. Płaci za to w krajach nadbałtyckich, w Rumunii i Austrii, a od niedawna także w Polsce. Uruchomienie przez Centrum Wiesenthala infolinii zapewne sprawi, że to o naszym kraju będzie się mówić w kontekście antysemityzmu, podczas gdy większy problem mają z nim Francja czy Niemcy. Z kolei we Francji czy Holandii akcja "Ostatnia szansa" miałaby większy sens niż w Polsce, bo to tam wyłapywano i kierowano do obozów zagłady tysiące Żydów, a po wojnie ten temat został po prostu zakopany.
    • WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI
      więzień Auschwitz, oficer AK, współtwórca Rady Pomocy Żydom Żegota
      To rozpisywanie konkursu na donosy. W Polsce istnieje przecież IPN, który ściga zbrodnie hitlerowskie. Akcja ma uzasadnienie jedynie w stosunku do krajów byłego Związku Sowieckiego, gdzie do lat 90. nie prowadzono śledztw w sprawie zbrodni przeciwko Żydom.
    • BRONISŁAW GEREMEK
      były szef MSZ
      Ta akcja tropienia napełnia mnie obrzydzeniem i niepokojem. Wielkich rezultatów nie będzie, ale przyniesie szkodę w ludzkich umysłach. Chciałbym najpierw, żeby cały świat wiedział, jak wiele dobrego zrobili jedni Polacy dla drugich, ratując Żydów.
    • MAREK EDELMAN
      przywódca powstania w getcie warszawskim
      Na całym świecie płaci się za informacje, jeżeli szuka się mordercy. Kiedy prezydent USA zaoferował za Saddama Husajna miliony dolarów, to został on złapany. Nie widzę w tym nic nagannego, podobnie jak w inicjatywie Centrum Wiesenthala. Człowiek woli działać, jeśli coś dostanie, szczególnie dużo pieniędzy.
  • Szum medialny: Kaczmarek, WapiŃski i trendy Jola
    • Wiesław Kaczmarek znowu demaskuje! Tym razem na łamach "Życia". Ujawnia istnienie w otoczeniu Millera "grupy szukającej haków". "To grupa nieformalna, która szuka faktów kompromitujących osoby krytykujące poczynania rządu Millera oraz niewygodne dla różnych grup interesów" - tłumaczy dzień później Kaczmarek w "Gazecie Wyborczej". "Osoby te zajmują się zbieraniem haków, rozsiewaniem nieprawdziwych plotek, inspirowaniem artykułów. Jeśli chodzi o mnie, to spreparowano informację o łapówce od Łukoilu. Potem dwie gazety napisały o rzekomych interesach mojej żony w Totalizatorze". Na pytanie dziennikarki: "A może to funkcjonariusze państwowi, którzy tropią przestępstwa?", Kaczmarek odpowiada: "Nie mam ochoty na żarty".
    • Tenże Kaczmarek pytany przez "GW", dlaczego rząd Cimoszewicza gwarantował kredyt pod budowę fabryki osocza (fabryka nie powstała, kredytu nie ma, nie ma też precedensu udzielania przez rząd takich gwarancji prywatnemu biznesowi, prokurator chce postawić Kaczmarkowi zarzut), odpowiada, że chodziło przecież o leki ratujące życie. Fabrykę miał budować polsko-szwedzki biznesmen Włodzimierz Wapiński, przyjaciel ministra Siwca. A także prezydenta i jego żony. W Szwecji Wapiński był skazany za "przekazanie do sprzedaży narkotyków", nielegalne posiadanie broni i fałszywego paszportu. "Paszport, niestety, wziąłem. Straszny błąd. Co do broni, to naprawdę śmieszne: przez przypadek w moim domu znalazło się kilka naboi. A obrót narkotykami? Pewien Jugosłowianin zeznał, że kupił ode mnie amfetaminę. To śmieszne. Była to pewnie zemsta" - tłumaczy Wapiński. Firma, która wzięła kredyt na budowę fabryki, zanim splajtowała (prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia o nielegalny transfer pieniędzy), zdążyła m.in. zapłacić za umieszczenie swego znaku graficznego na materiałach informacyjnych jednej z kampanii fundacji Jolanty Kwaśniewskiej.
    • Ale najważniejsze, że jak donosi "Super Express", "Pani Jola jest zawsze trendy". "Kapelusz, w którym Jolanta Kwaśniewska wystąpiła podczas wyścigów konnych w Chantilly, był jak zwykle znakomicie dobrany" - entuzjazmuje się dziennikarz "SE". W ogóle "prezydentowa po raz kolejny pokazała najwyższą klasę i świetny smak". To od redakcji. A projektant mody Bernard Hanaoka podkreśla, że "kolory, w których wystąpiła prezydentowa, oddziałują na najgłębsze emocje".
    • Z innej (?) beczki: w "Biuletynie IPN" historyk Grzegorz Sołtysiak przypomina początek rozmów między opozycją a władzą w 1988 r. i spotkanie 31 sierpnia w Warszawie, w willi MSW. Jak relacjonuje Sołtysiak: "Najbardziej utkwił mi w głowie fragment filmu, gdy już po zakończeniu rozmów wszyscy idą do samochodów, podjeżdża mercedes (chyba Episkopatu) i Ciosek mówi do Wałęsy: 'Dogadajmy się, a wszyscy będziemy jeździć takimi mercedesami'".

    Piotr Skwieciński
Okładka tygodnika WPROST: 26/2004
Więcej możesz przeczytać w 26/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0