Wojna na dole

Wojna na dole

Kto wygra wybory samorządowe?
- Dzięki wyborom samorządowym polityka przestaje być dla obywateli abstrakcją. Partie, by doprowadzić do wyłonienia dziesiątek tysięcy kandydatów, musiały się zwrócić do ludzi spoza swoich elit. To przybliża zasady demokracji i wzmacnia same ugrupowania - uważa prof. Lena Kolarska-Bobińska, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych. Mobilizuje się pospolite ruszenie. O prawie 64 tys. mandatów będzie walczyć ponad 300 tys. osób. To zaś oznacza, że w Polsce pojawiło się 300 tys. polityków, z których znaczna część zapewne nawet nie zdaje sobie sprawy z wkroczenia w świat "działalności na rzecz dobra wspólnego", czyli zarazem gry o władzę. Kto wygra? - Wszyscy. AWS w Małopolsce, na Podkarpaciu i Pomorzu Gdańskim, SLD na zachodzie kraju, Unia Wolności w metropoliach. Każde ugrupowanie zastosuje korzystne dla siebie liczniki sukcesu - prognozuje Jan Maria Rokita, polityk Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, poseł AWS. W nieznacznej większości powiatów wygra obecna koalicja, za to w wielu województwach wyłonienie zdecydowanego zwycięzcy może być trudniejsze - wynika z opracowanych na zlecenie "Wprost" badań prof. Wisły Surażskiej, pracownika naukowego Uniwersytetu Europejskiego we Florencji.

300 tys. ludzi już walczy. Jak? Gwiazdy lewicy tradycyjnie objeżdżają kraj sprawdzonym w wyborach prezydenckich autobusem. Politycy UW zainicjowali akcję "od drzwi do drzwi", w trakcie której odwiedzają wyborców w domach. Potencjalnych zwolenników obdarowywali też nasionami kwiatów. W Olecku Leszek Balcerowicz otworzył I Wielkie Regaty o tytuł przewodniczącego. Z rozmachem rozpoczęła swoją kampanię AWS, inscenizując na polach pod Ossowem bitwę warszawską. Zatrudniono aktorów i kaskaderów, by jak najbardziej realistycznie rozgromili bolszewików. Ponadto akcja w Internecie ogłosiła konkurs na najlepszą karykaturę polityczną. W wyborach "lokomotywami" są nie tylko znani politycy. SLD wspiera aktor Wojciech Siemion i były sprinter Marian Woronin, Przymierze Społeczne - żeglarz Krzysztof Baranowski i łyżwiarka Erwina Ryś-Ferens, Unię Wolności - pisarz Paweł Huelle.
Raczej niewielki wpływ na decyzje wyborców będą miały programy prezentowane przez poszczególne ugrupowania. Bardziej je różni język niż treść. Układane były często według zasady "wszystko wszystkim". Konkretne propozycje pojawiają się częściej na szczeblu lokalnym. W Krakowie działacze ruchów ekologicznych zawiązali Komitet Wyborczy Zielonych i proponują wybudowanie obwodnic wokół miasta, wydzielenie ulic dla komunikacji autobusowej i budowę ścieżek rowerowych. Jednoczą się też mniejszości narodowe - litewska wystawiła własne listy do rady powiatowej w Sejnach, a niemiecka wystartuje samodzielnie do wszystkich szczebli samorządu na Opolszczyźnie. Reaktywowanie powiatu leskiego jest natomiast wspólnym celem powołanej w Lesku koalicji "Razem do powiatu" (Obywatelski Komitet Obrony Powiatu Leskiego, AWS, PSL, UW).
Obietnice sztabów centralnych są bardziej enigmatyczne. SLD kampanię sprowadza do krytyki rządu, Unia Wolności powtarza, że kluczem do dobrobytu będzie zdrowa gospodarka, AWS obiecuje oddanie władzy w ręce społeczności lokalnych, Ruch Patriotyczny Ojczyzna powraca do wątku narodowego, a Przymierze Społeczne czyni z własnej słabości cnotę, czyli kusi wyborców własną nieumiejętnością zdobywania pieniędzy na kampanię wyborczą.
Styl to człowiek. "Jeśli SLD będzie zaczepiany, to nie nadstawi drugiego policzka" - grozi Leszek Miller, przewodniczący SdRP, po czym liderzy sojuszu zapewniają, że ich kampania będzie spokojna i merytoryczna. Konfrontacyjny charakter Millera i lansowane przez niego hasło "Ich rząd, Twój samorząd" lewica zastąpiła jednak spokojniejszym sloganem "Mądrze, zdrowo, bezpiecznie", które z kolei zostało szybko skojarzone przez złośliwych z zasadami życia erotycznego. Trzykrotnie ulepszano hasło w komitecie "Ojczyzny": od "Ojczyzna - czy jest inny wybór?", przez "Ojczyznę wspólnych spraw", po "Ojczyznę ludzkich spraw". Na swój sposób wyborców wabią też działacze lokalni - pod hasłem "Ojczyzna - czas na młodych" o miejsce dla siebie zamierza walczyć osiem młodzieżowych organizacji prawicowych działających w Bielskiem. Bezpartyjny Blok Nasze Kielce obiecuje zmienić wizerunek miasta zaniedbanego "zarówno przez lewicę, jak i prawicę", zaś krakowski Ruch Inicjatyw Osiedlowych życzy w swojej ulotce: "Życzymy Państwu, aby rzeczywistość była coraz piękniejsza".
Rzeczywistość nie dla wszystkich może być piękna. Obecna koalicja ma szanse na uzyskanie przewagi w nieznacznej większości powiatów. Prawdopodobnie tylko w 72 powiatach siły obu koalicji - AWS-UW i SLD-PSL - będą wyrównane. Znacznie bardziej zróżnicowane są sympatie mierzone w skali województw, przy czym doświadczenia historyczne nadal mają zasadniczy wpływ na społeczne zachowania. "Polska to taki obwarzanek: ma tylko to, co po brzegach" - mawiał Józef Piłsudski; często najwyższą frekwencję odnotowuje się na terenach byłych zaborów austriackiego i pruskiego, a na wschodzie - wśród spadkobierców tradycji szlachty kresowej. - Istnieje silna współzależność pomiędzy frekwencją a politycznymi sympatiami. Im wyższa frekwencja, tym więcej głosów zostaje oddanych na koalicję AWS-UW - przekonuje prof. Wisła Surażska. Według ostatnich sondaży Centrum Badania Opinii Społecznej, gotowość do udziału w wyborach deklaruje 60-70 proc. respondentów. Cztery lata temu frekwencja wyniosła jednak niespełna 34 proc., o 8 proc. mniej niż w pierwszych wyborach samorządowych w 1990 r. Spory wpływ na wyniki wyborów ma patriotyzm lokalny. SLD może zyskać zwolenników w wywalczonych przez sojusz województwach: lubuskim, kujawsko-pomorskim, świętokrzyskim i, być może, opolskim, w którym na znaczną liczbę mandatów powinna też liczyć mniejszość niemiecka.
Kończy się czas "apolitycznych polityków". Dzięki nowej ordynacji największą szansę na odniesienie sukcesu mają kandydaci startujący z list dużych ugrupowań, przede wszystkim z AWS i SLD. Bezpartyjni na wygraną mogą liczyć najwyżej w gminach liczących mniej niż 20 tys. mieszkańców. Tylko tam obowiązuje ordynacja większościowa (wygrywa kandydat, który dostanie więcej głosów). - To dobrze, bo w małych miejscowościach porządni ludzie nie zapisują się do partii - zauważa ironicznie poseł Rokita. W wyborach do gmin liczących powyżej 20 tys. mieszkańców, do rad powiatowych i sejmików wojewódzkich obowiązuje, podobnie jak w wyborach do Sejmu, ordynacja proporcjonalna z pięcioprocentowym progiem. Głosy będą oddawane na konkretne osoby, ale czy otrzymają one mandat radnego, zadecyduje wynik całej listy.
Ordynacja premiuje dużych i silnych, co wywołuje gniew pozostałych, powracających do argumentu "odpolityczniania". - My chcemy, by do samorządów trafili uczciwi, a nie partyjni. Ordynacja wyborcza uderza w istotę samorządności, promuje partie polityczne, których miejsce jest w Sejmie i rządzie - oburza się prof. Piotr Jaroszyński, przewodniczący Stowarzyszenia Rodzina Polska. - Odpolitycznianie wyborów to kompletna bzdura, bez samorządów partie nie zbudują swoich struktur w terenie - zauważa jednak poseł Jan Maria Rokita. - Ludzie powinni wiedzieć, kto rządzi miastem, czy lewica, czy zwolennicy gospodarki rynkowej. W miejscowościach, w których nie ma partii politycznych, tworzą się republiki kolesiów. Nie ma opozycji mogącej kontrolować rządzących - mówi Kazimierz Ujazdowski, lider Koalicji Konserwatywnej, poseł AWS. W podobnym tonie wypowiadają się politycy sojuszu. - Działacze pseudobezpartyjni to nieszczęście naszego życia publicznego. Pozostają poza kontrolą, nie wiadomo, jakie grupy interesów za nimi stoją - uważa Krzysztof Janik, sekretarz generalny SdRP, poseł SLD. - Jeżeli wybraliśmy ustrój demokratyczny, opierający się na systemie partyjnym, to nie może być władzy publicznej, która powstawałaby jakąś inną drogą - tłumaczy poseł Andrzej Urbańczyk, rzecznik Klubu Parlamentarnego SLD. - Wygrana w wyborach umożliwi zwycięskim partiom nie tylko kształtowanie rzeczywistości zgodnie z własnymi programami, lecz również budowanie lokalnych struktur. Biznesmeni i lokalne organizacje będą zabiegać o sympatię radnych, co może oznaczać również lepsze dofinansowanie partii - zauważa prof. Kolarska-Bobińska.
O ile w zachodniej Europie zdobywa się polityczne doświadczenia najpierw w pracy samorządowej, potem dopiero w parlamentarnej, o tyle w Polsce na razie obserwujemy zjawisko odwrotne; ponad stu posłów będzie "lokomotywami" swych ugrupowań w wyborach wojewódzkich. - Radny, a zarazem parlamentarzysta przypomina gęś, która ani dobrze nie chodzi, ani nie pływa, ani nie lata - komentuje Marek Pol, przewodniczący opozycyjnej Unii Pracy. - W Sejmie jest ponad stu posłów, którzy są jednocześnie działaczami samorządowymi. Startują, bo szukają potwierdzenia swojej popularności w województwie. Ponadto nie oszukujmy się, skąd brać liderów? - pyta poseł Mirosław Czech, sekretarz generalny Unii Wolności.
Czasami jednak liderów jest zbyt wielu. W Zielonej Górze prócz "właściwej" listy SLD, na której są także politycy PSL i UP, będzie lista Miejskiego Klubu Socjaldemokratów. Podobna sytuacja jest w Konińskiem i Kaliskiem. We Wrocławiu politycy UW będą startować z dwóch list: jedną tworzy koalicja Wrocław 2000 Plus, drugą - Komitet Wrocławianie. Za to w Krakowie Unia Wolności, Unia Polityki Realnej i Ruch Inicjatyw Osiedlowych wystawiły kandydatów do Rady Miasta. W Poznaniu zawiązało się porozumienie UW z UPR. Podobnie jak w wyborach parlamentarnych, najbardziej emocjonalnie przebiegało tworzenie list wyborczych w AWS. Stowarzyszenie Rodzina Polska z AWS postanowiło w niektórych regionach wystawić osobne listy. - Od razu wielu kandydatów zaczynało się targować: albo dostanę lepsze miejsce, albo pójdę do wyborów z "rodziną" - mówi jeden z polityków akcji. - Rodzina Polska na pewno nie osiągnie spektakularnego sukcesu, ale odbierze głosy decydujące o zwycięstwie. Może także zaważyć na podziale władzy wykonaw- czej - uważa Ryszard Czarnecki z ZChN (AWS). Z kolei związkowcy z mazowieckiej "Solidarności" poczuli się szykanowani i utworzyli osobną listę bez partyjnych działaczy. Dopiero interwencja Mariana Krzaklewskiego zapobiegła rozłamowi. Sama zapowiedź jego przyjazdu zażegnała też konflikt w Białymstoku.
Z politycznej aktywności, także na forum lokalnym, nie rezygnuje Lech Wałęsa. W niektórych miastach Chrześcijańska Demokracja III RP będzie współtworzyć listy z akcją, jednak wszędzie tam, gdzie Wałęsa zyskał duże poparcie w wyborach prezydenckich, czyli w Gdańsku, Katowicach, Rzeszowie - jego ugrupowanie wystartuje osobno.
Zwycięstwo koalicji czy opozycji może być łudzące - upolitycznienie samorządów, chociaż korzystne dla demokracji, nie likwiduje odmiennego układu lokalnych interesów. W Suwałkach część ugrupowań tworzących AWS (PC, SKL i Ruch Stu) poszła swoją drogą i podpisała umowę nie tylko z UW, ale też z KPN OP. Z powodu lokalnych konfliktów trudne są do utworzenia koalicje AWS i UW w Krakowie, Olsztynie, Łodzi i Gorzowie. - De Gaulle skarżył się, że nie można rządzić krajem, w którym jest ponad dwa tysiące gatunków serów. Czy można rządzić krajem, w którym jest jeszcze więcej gmin? - żartuje Jan Maria Rokita.

Centrum Badań Regionalnych specjalizuje się w prowadzeniu porównawczych analiz jednostek terytorialnych. Dostarcza samorządom informacji umożliwiających dokonywanie przez nie samooceny. Centrum udostępnia kandydatom biorącym udział w wyborach samorządowych pakiety statystyczne pozwalające ocenić pozycję ich gmin i miast na tle nowych powiatów i województw. Założycielką centrum jest Wisła Surażska, pracownik naukowy Europejskiego Uniwersytetu we Florencji.


Mandat wyborczy

Po raz pierwszy w Polsce walka o mandaty samorządowe zaczęła się od wytyczania granic okręgów wyborczych. Zgodnie z ordynacją Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji określiło ich granice. Dla każdej partyjnej listy zasadniczą kwestią jest wielkość okręgu. W dziesięciomandatowym do zdobycia mandatu niezbędne jest w praktyce przekroczenie progu 10 proc. głosów. Tam, gdzie do podziału są tylko trzy mandaty, taki próg wynosi 33 proc. Wielkość okręgu wpływa zatem na ostateczny wynik wyborczy. Takie same wyniki dadzą różny efekt w zależności od wielkości okręgu. Jeśli na przykład w trzymandatowym okręgu partia A zdobędzie 30 proc. głosów, partia B - 20 proc. i C - 10 proc., partia A otrzyma dwa mandaty, B - jeden, a C - żadnego. W ośmiomandatowym okręgu efekt będzie inny: partia A - cztery mandaty, B - trzy mandaty, C - jeden. Małe okręgi są więc korzystniejsze dla silnych ugrupowań, a te, w których wybieramy więcej osób, ułatwiają zdobycie mandatów ugrupowaniom słabszym. W województwie małopolskim, gdzie popularność AWS jest duża, w średniej wielkości okręgu można zdobyć sześć mandatów, natomiast w województwie zachodniopomorskim, w którym wpływy akcji są znacznie niższe, można uzyskać dziewięć mandatów. Oznacza to, że w pierwszym wypadku naturalny próg wyborczy wynosi prawie 17 proc., zaś w drugim - tylko 11 proc. Jeszcze większe rozpiętości występują w okręgach powiatowych. Średnia wielkość okręgu w powiecie Lidzbark Warmiński to osiem mandatów, rzeczywisty próg wynosi tam ponad 12 proc. Natomiast w Mławie, przy "średniej trzymandatowej", liczba głosów potrzebnych do zdobycia posady radnego powiatowego przekracza 30 proc. Takie ustalanie wielkości okręgów nie jest polską specyfiką. We Francji rządząca koalicja przed każdymi wyborami dostosowuje okręgi do swoich potrzeb. Spotyka się to z krytyką opozycji. Gdy jednak opozycja wygra wybory, natychmiast zapomina o własnych protestach i przed kolejnymi wyborami sama zmienia wielkość i granice okręgów.


Okładka tygodnika WPROST: 38/1998
Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także