Mądrze urodzeni

Mądrze urodzeni

Zjazd filozofów podhalańskich w Nowym Targu
"Księdzu Tischnerowi kwiatecki spod samych gór" ofiarowali filozofowie podhalańscy, bohaterowie wydanej przed niecałym rokiem "Historii filozofii po góralsku". Książka wraz z przygotowanymi do niej kasetami okazała się bestsellerem na polskim rynku. Była góralska muzyka i kuchnia, i opowieści o tym, co dzieło księdza Tischnera zmieniło w życiu filozofów z Podhala. Profesor wraca do formy po operacji gardła, mówi wciąż z trudnością, ale za to - nie nagabywany przez radio i telewizję - pisze więcej niż kiedykolwiek.

Redaktorzy krakowskiego Znaku już przed paru laty uznali, że koniecznie należy zagospodarować góralskie doświadczenia prof. Tischnera. - Początkowo namawialiśmy księdza profesora na spisywanie anegdot z życia górali, ale jako intelektualista rozchwytywany na całym świecie nigdy nie miał na to czasu. Zorganizowaliśmy więc w gronie przyjaciół zakrapiane kolacyjki po to, aby "wypuszczać" profesora na opowiadanie anegdot. Nagrywaliśmy je, kiedy jednak gość zamierzał przypomnieć co ostrzejszy kawał, wyłączał magnetofon, lecz my uruchamialiśmy go znowu - tłumaczy Jerzy Illg z wydawnictwa Znak. Początkowo tytuły rozdziałów książki miały być zapożyczone z podręcznika metafizyki ogólnej księdza prof. Alberta Krąpca z KUL, a wsad miał być góralski. Ostatecznie prof. Tischner zdecydował oddać głos samym góralom. Także dosłownie. Książka, drukowana najpierw w odcinkach w "Przekroju", została nagrana - oczywiście w gwarze - na kasety, które dołączano do każdego egzemplarza. Pod koniec listopada ubiegłego roku pojawiła się na rynku. Rozeszła się natychmiast w atmosferze przekupstwa i słownych utarczek wśród hurtowników. - Dodruk nie był problemem, utknęliśmy jednak na etapie foliowania kompletu, jaki stanowiła książka z kasetami. Zwróciliśmy się więc do zakładów przemysłu cukierniczego Wawel, które na swojej linii produkcyjnej zamiast bombonierek pakowały ten zestaw w celofan - przypomina Iwona Haberny ze Znaku. Rok po polskiej premierze "Historią filozofii po góralsku" zainteresowała się Polonia amerykańska, co pozwoli być może nawet zdublować nakład.
Podhalański Anaksagoras - Wojciech Gąsienica-Byrcyn - dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, który ciągle ostrzega przed organizowaniem igrzysk olimpijskich w Zakopanem, odnalazł siebie w książce Tischnera właśnie wtedy, gdy "był straśnie biydny". Sąsiadka zadzwoniła do jego żony z wiadomością, że piszą o nim w "Przekroju". "O Boże! Dobrze piszą cy źle?" - przestraszyła się Byrcynowa. Dzisiaj Gąsienica okrzepł. "Jak mie sarpią, swoje wiem" - powtarza. "Niezależnie co kto goda. Ale baby trza słuchać" - dodaje. Górale żartują więc, że w sprawie zakopiańskich igrzysk pertraktować trzeba z Byrcynową.
"A jak tyz księdza Tischnera cujecie?" - zapytano Empedoklesa - Józefa Staszela - nauczyciela, hodowcę kóz i pszczół. "Dobrze" - odpowiedział. "A nie zły on casem na wos? A cytaliśta, jak was opisoł?". Z czasem sąsiad musiał przyznać, że dzięki książce Tischnera Józef Staszel został unieśmiertelniony. Gorgiasz - Jan Antoł - gazda z Bańskiej ze swego cynizmu musiał się tłumaczyć przyjacielowi z lat młodości, któremu nie był znany jeszcze jako cynik. Umówili się na Helu, ale Antoł, by wyjechać, musiał wcześniej "dać krowę na letnisko". Nie dało się inaczej. Kolega z dzieciństwa, który przeczytał o nim w książce, odnalazł go, rozpytując wśród górali sprzedających kierpce pod supermarketem w Poznaniu. Kurierką była gaździna Wróblowa z Podhala, na kopercie tytułowana jako Dostojna Pani Wróblowa.
"Ceść, Parmenides" - odezwał się przyjaciel z Nowego Sącza do Józefa Zatłoki, lutnika i działacza kulturalnego z Białego Dunajca. "A jakóz ty do mnie radzis?" - dziwił się Zatłoka. "To nie wies, co Tischner o tobie pise?". "A jak Tischner, to lepiej nie wiedzieć" - odpowiadał Zatłoka. Po roku docenia w książce nie tylko filozofię, ale i "śpaf góralski".

Prof. Józef Tischner poddał mądrość starożytnych Greków próbie najtrudniejszej, jaką było przełożenie jej na góralszczyznę


Antystenes - Stanisław Szewczyk - kuśnierz i hodowca, przyznaje, że ksiądz Tischner rozszyfrował go bezbłędnie. Pociąg do refleksji miał od młodości. "Jakem był we wojsku, patse, a dziedzińcem idzie taki elegancki porucnik i woła: ťStrzelec do mnie! Dlaczego nie oddajecie honorów?Ť. Odpowiadam, żem se właśnie myśloł o owcach i co tam zostało w chałupie. Porucnik rozkazał dwa dni ścisłego" - wspomina. Po dwóch dniach scena się powtarza. "Znowu: ťDlaczego nie oddajecie honorów?Ť. A bo żech myśloł, że my sie juz na dobre pogniewali". Autorytet Antystenesa podniósł się po ukazaniu się książki księdza Tischnera ogromnie, nawet we własnym domu: "Tak jak przedtem mogłech gadać i tydzień i nic - tak teras sie ino popatse".
"Jak ni mos wiele do powiedzenia, do psynajmnij mów krótko" - powtórzył zdanie własnego ojca podhalański Sokrates - Andrzej Kudasik - nauczyciel z Nowego Targu, którego sława po wydaniu dzieła prof. Tischnera szeroko rozniosła się po świecie. Kudasik dostaje listy z Warszawy zaadresowane: Sokrates i Ksantypa. Nowy Targ.
"Moja filozofia nie jes jesce tak stuprocentowo ugruntowano" - oświadczył Arystyp z Cyreny, czyli Zygmunt Kuchta z Bukowiny, organizator sabałowych bajań i karnawału góralskiego. "Ale jak juz bede mioł te filozofie do końca wyrychtowano, to wam powiem".
"To nie koniec nieszczęścia" - ogłosił góralom ksiądz Tischner. "Będą kręcić o was film i każdy będzie grał samego siebie". Prof. Tischner poddał mądrość starożytnych Greków próbie najtrudniejszej, jaką było przełożenie jej na góralszczyznę. Autorytety obznajomione i w jednym, i w drugim oceniły ją jako brawurową. "On mądrość góralską kocha. Pewnie gdy opowiada, jak Zenek z Dunajca (znany także pod pseudonimem Zenon z Elei) usłyszał, że byt jest jeden i zaraz doszedł do wniosku, że wolno mu barana proboszcza do swojej szopy zabrać, to wie, że Zenkowa interpretacja metafizyki eleackiej jest nieco naciągana, ale chyba nie bardziej niż liczne inne praktyczne wnioski, jakie ludzie wiekami z filozofii wyciągali" - pisał przed rokiem prof. Leszek Kołakowski. Temat trafił po prostu na najwłaściwszego autora. "Józef Tischner, ťciemny polski SarmataŤ (jak sam lubi się określać), przebrzydły europejski kosmopolita i liberał (jak lubią go określać adwersarze), pierwszy filozof wśród Janosików i pierwszy Janosik wśród filozofów, potrafi wszystko" - rekomendował w momencie ukazania się książki Adam Michnik. "No i wreszcie postanowił Józef Tischner przetłumaczyć całą mądrość filozofii na język pojęć i wartości podstawowych, które dadzą się sformułować przecież nie w dostojnej mowie Tomasza z Akwinu, nie w wyrafinowanych monosylabach Hume?a i kardynała Newmana, nie w eleganckich frazach Kartezjusza i Pascala, nie w powikłanych formułach Hegla i Heideggera, a tylko w subtelnym dyskursie intelektualnym gazdów z Kościeliska i Łopusznej" - dodał. Odbiorcy sięgający po klasyków filozofii rzadko albo wcale otrzymali kwintesencję mądrości w formie przystępnej i nie starzejącej się narracji. "Stasiek Nędza z Pardałówki, co ťz nudów wynaloz myślenieŤ, Józef Staszel z Maruszyny, Jędruś Kudasik, ťpodhalański SokratesŤ, i inni są po prostu bohaterami pięknej przygodowej książki. Czytaliśmy takie książki w dzieciństwie, a potemśmy z nich wyrośli. Tymczasem z książek przygodowych wyrastać nie należy i po przeczytaniu ťHistorii filozofii po góralskuŤ każdy to zrozumie" - podsumował Stanisław Tym.
Filozofia góralska ma przed sobą obiecującą przyszłość. Mnóstwo mądrości zostało jeszcze do napisania. "Jak sie ozynis z rozsądku, to juz ześ jedno wygrał, a miłość i tak psyjdzie później. A jak się ozynis z miłości, to sie miłość skońcy i ni ma nic" - mawiali górale. Poza tym wiedzą oni swoje: "Nie tsa wielkich szkół, tsa sie jeno mądze urodzić, przyrodę obserwować, a rozum sam psychodzi do głowy". Zdarzały się też sentencje szczególne błyskotliwe. Profesor Tischner powtórzył następującą: "Jak pijes, to pij tak, zeby nie tsza było po tobie poprawiać", a wracając do rekonwalescencji w Łopusznej, odwrócił się jeszcze w drzwiach ze słowami: "A teraz możecie już wyciągnąć te ćwiarteczkę".


Okładka tygodnika WPROST: 36/1998
Więcej możesz przeczytać w 36/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0