Piłka w koronie

Piłka w koronie

Futbol totalny Realu Madryt Real Madryt, najsłynniejszy klub świata, a może raczej największy piłkarsko-medialno-popkulturowy cyrk kontynentu, zawita w tym tygodniu do Polski, by w meczu o awans do Ligi Mistrzów zmierzyć się z Wisłą Kraków. Do Krakowa przyjadą wielkie gwiazdy: Zinedine Zidane, David Beckham, Ronaldo, Luis Figo. Chyba nigdy w historii futbolu nie udało się zebrać takiego zestawu gwiazd i jednocześ-nie znakomitych piłkarzy jak w obecnej drużynie Realu. To właśnie ten klub rozpoczął nową epokę w dziejach futbolu, który teraz stał się właściwie częścią show-biznesu. A wszystko to dzięki Florentino Perezowi, do niedawna tylko sprawnemu menedżerowi i właścicielowi firmy budowlanej ACS, który w 2000 r. zapragnął zostać prezesem Realu. Wydawało się, że nie ma żadnych szans na odebranie władzy Lorenzo Sanzowi, ponieważ w środowisku piłkarskim był postacią praktycznie anonimową. Wyboru prezesa co cztery lata dokonują socios, czyli 69 tys. oficjalnie zarejestrowanych kibiców Realu.
Perez zagrał Luisem Figo
Perez zagrał na bardzo wrażliwej nucie, obiecując zakup najpopularniejszego piłkarza znienawidzonych rywali, lidera Barcelony Luisa Figo. Początkowo zarówno Sanz, jak i sam Figo zupełnie zlekceważyli upartego Pereza. Figo był zresztą przekonany, że Perez i tak nie ma szans na wybór, więc zgodził się na jego warunki. Wynik wyborów był szokiem. Ponad 30 tys. socios powierzyło mało znanemu przedsiębiorcy władzę w ich ukochanym Realu.
Kilka dni później Perez na specjalnej konferencji prasowej przedstawił nową gwiazdę "królewskich" - Luisa Figo, którego zakup kosztował 54 mln dolarów, czyli tyle, ile słynny piłkarz miał wpisane w klauzuli odstępnego w swojej umowie kontraktowej z Barceloną. Tego samego dnia Figo został w stolicy Katalonii okrzyknięty Judaszem; jego koszulki palono i niszczono. Sam Perez obiecał, że co roku będzie ściągać na Santiago Bernabeu przynajmniej jedną gwiazdę światowego formatu, i słowa dotrzymał.
W 2001 r. do Madrytu przyjechał mistrz świata i Europy Zinedine Zidane, za którego trzeba było zapłacić Juventusowi Turyn aż 64 mln dolarów. Ronaldo, którego kupiono dwanaście miesięcy później - zaraz po zakończeniu finałów mistrzostw świata, w których zdobył aż osiem goli, prowadząc Brazylię do końcowego sukcesu - kosztował już tylko niespełna 30 mln dolarów. Strategia była prosta - jednoczesne wzmacnianie sportowego potencjału zespołu i sprowadzanie zawodników mających dużą wartość marketingową. Ukoronowaniem planu było ściągnięcie latem 2003 r. za sumę 35 mln euro najpopularniejszego piłkarza świata - Davida Beckhama. O Realu zaczęto mówić jako o zespole marzeń. Pierwsze trzy lata rządów Pereza należały do najlepszych w historii klubu. "Królewscy" dwukrotnie zdobyli mistrzostwo Hiszpanii (2001, 2003),wygrali także Ligę Mistrzów (2002),Puchar Interkontynentalny (2002) oraz dwukrotnie Puchar Hiszpanii (2001, 2003).

Drużyna do robienia pieniędzy
Perez okazał się znakomitym menedżerem. Madrycki klub przeżywał kryzys finansowy, miał długi przekraczające 200 mln dolarów. Perez szybko znalazł skuteczną receptę. Sprzedał miastu za ponad 300 mln euro tereny w pobliżu stadionu do komercyjnego wykorzystania. Ponadto rozkręcił interes na płatnych meczach z egzotycznymi rywalami. Mistrz Egiptu Al-Ahly zapłacił dwa lata temu za wizytę "królewskich" 3 mln euro, natomiast w tym roku na kilkudniowym tournée po Japonii Real zarobił 14 mln euro. Polityka finansowa Pereza jest bardzo skuteczna. W 2002 r. "World Soccer" podał, że z przychodem w wysokości 252 mln euro Real został najbogatszym klubem świata, wyprzedzając w rankingu Manchester United i Juventus Turyn. Kolejny rok zamknął z przychodem 209 mln euro, co przy licznych wydatkach dało - zdaniem magazynu "Forbes" - zysk w wysokości 10 mln euro. Biorąc pod uwagę, że kluby piłkarskie coraz częściej notują wyniki ujemne, to  sukces. Latem ub.r. Perez ogłosił, że w kasie Realu znajduje się 150 mln euro.

Show-biznes bez piłki
Gorzej Real radził sobie na boisku. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był przegrany półfinał Ligi Mistrzów z Juventusem Turyn wiosną 2003 r. Futbolowi eksperci zaczęli nawoływać do zatrudnienia dobrych obrońców, Perez uważał jednak, że wzmocnienie formacji defensywnej byłoby oznaką słabości, i zatrudnił Beckhama, sprzedając jednocześnie do Chelsea specjalistę od czarnej roboty Claude'a Makelele. To się zemściło. Real miał wywalczyć trzy trofea, a ostatecznie został z pustymi rękami. Końcówka sezonu była wręcz koszmarna: "królewscy" nie dali rady Monaco w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, następnie przegrali pięć z sześciu ostatnich meczów ligowych, a po drodze ulegli Realowi Saragossa w finale Pucharu Hiszpanii.

Gwiazdy kontratakują
Lorenzo Sanz zwietrzył swoją szansę odzyskania władzy w Realu, ale jego obietnica sprowadzenia świetnego Portugalczyka Maniche i czeskiego supersnajpera Milana Baros�a mu nie pomogła. Socios jeszcze raz postawili na Pereza. Ten już na początku lipca zaprezentował nowego obrońcę Realu, Argentyńczyka Waltera Samuela. Jego kolejnym celem był najlepszy defensywny pomocnik świata Patrick Vieira, o którego w ostatnich dniach stoczył wojnę z Arsenalem i w chwili zamykania tego numeru "Wprost" uzgadniał ostatnie szczegóły transferu, który - według "Daily Mirror" - miał kosztować 35 mln euro. W ten sposób Perez dołożył ostatni element do układanki. - Z Vieirą w składzie Real stanie się zespołem nie do pokonania - mówi napastnik Arsenalu José Antonio Reyes. Niektórzy fachowcy twierdzą, że w Madrycie powstała najlepsza drużyna w historii futbolu.


Obecna wartość Galacticos
  • 40 mln euro - RONALDO
  • 25 mln euro - LUIS FIGO
  • 35 mln euro - DAVID BECKHAM
  • 55 mln euro - RAUL GONZALEZ
  • 60 mln euro - ZINEDINE ZIDANE
Okładka tygodnika WPROST: 33/2004
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 33/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

    Czytaj także