Łowcy ludzi

Łowcy ludzi

Co drugi dzień w Polsce porywany jest człowiek, ale policja dowiaduje się tylko o co siódmym takim wypadku Okup w kawałkach - syn w kawałkach" - SMS takiej treści i odcięty palec przesłano rodzinie porwanego Mariusza Mirkowskiego, syna przedsiębiorcy z Piaseczna. Stało się tak, gdy prowadzący negocjacje detektyw Krzysztof Rutkowski zamiast 100 tys. euro okupu przekazał 100 tys. zł. Bandyci nie czekali na resztę okupu i zamordowali Mariusza Mirkowskiego. Porwanemu niedawno w Warszawie hinduskiemu biznesmenowi Harishowi Devramowi Hitangiemu odcięto trzy palce. I jego bandyci prawdopodobnie zamordowali, nie doczekawszy się okupu. Co drugi dzień w Polsce porywany jest człowiek, ale policja dowiaduje się tylko o co siódmym uprowadzeniu. Porwania dla okupu będące dziełem zorganizowanych grup przestępczych są wprawdzie głośne, ale stanowią tylko piątą część wypadków kidnapingu. Wedle danych policji, około 80 proc. ujawnionych wypadków uprowadzeń dla okupu zorganizowały osoby z najbliższego otoczenia ofiar: doradcy finansowi, wspólnicy, pracownicy ich firm, sąsiedzi, a nawet członkowie rodzin. Tłem większości uprowadzeń są w Polsce rozliczenia finansowe. Najgłośniejsze w ostatnich latach porwania wiązały się z nie spłaconymi długami. Wysokie odsetki naliczane przez wierzycieli z półświatka sprawiają, że dłużnik zwykle nie może się wywiązać z płatności. Porwanie zmusza rodzinę do zgromadzenia pieniędzy - często wiąże się to z pozbyciem się firmy, domu, mieszkania.

Ofiary przecieków
Ostatnie porwania dla okupu dowodzą, że bandyci często dysponują dokładną wiedzą o majątku swoich ofiar, znają stan ich kont, mają informacje o tym, kto sprzedał atrakcyjne grunty, na przykład pod budowę hipermarketu lub stacji benzynowej. Jak ustaliliśmy, w wypadku kilku ostatnich porwań informacje te pochodziły z kancelarii notarialnych, w których zawierano umowy kupna-sprzedaży. Pochodziły też od skorumpowanych bądź zastraszonych pracowników banków czy biur maklerskich. Obecna seria porwań w Warszawie i podwarszawskich miejscowościach - w Piasecznie i Konstancinie - to dzieło gangu mokotowskiego, do niedawna kierowanego przez Andrzeja Horycha, ps. Korek. Pozbawiony szefa gang odrabia w ten sposób straty finansowe, bo załamał się przemyt narkotyków, który wcześniej był głównym źródłem dochodów.
W przeszłości porwania dotyczyły w dużym stopniu biznesmenów powiązanych z przestępczym podziemiem. Najnowsza seria porwań obejmuje prawie wyłącznie biznesmenów, którzy z przestępcami nie mają nic wspólnego. Tak było zarówno w wypadku Mirkowskiego, jak i Hitangiego. Tak było też kilka miesięcy temu, gdy próbowano porwać jednego z szefów Nordeabanku w Gdańsku.
Według gdańskiego prokuratora Janusza Kaczmarka, autora książki "Porwania dla okupu", za porwaną osobę przestępcy żądają do miliona złotych, ale zdarza się, że chcą miliona lub kilku milionów dolarów. Od Zbigniewa U., byłego współwłaściciela myślenickiej TeleFoniki, zażądano miliona dolarów okupu za uwolnienie jego 19-letniego syna Bartka. Zbigniew U. zapłacił, a policję powiadomił dopiero po złożeniu okupu i powrocie syna do domu. Z tej sumy policji udało się odzyskać 350 tys. dolarów, które jeden z porywaczy, Tomasz P., schował w piecu swojego domu. Włodzimierz Olewnik, przedsiębiorca spod Płocka, ojciec porwanego Krzysztofa Olewnika, w ciągu trzech lat wydał około miliona dolarów, chcąc odzyskać syna. Zawiadomił policję, zatrudnił też detektywa Rutkowskiego (dotychczas kosztował go on ponoć milion złotych). Zapłacił okup i mimo że operacja była prowadzona przez policję, nie odnaleziono ani syna, ani porywaczy.

Ciemna liczba
Jak mówi inspektor Jerzy Skrycki, zastępca dyrektora Biura Taktyki Zwalczania Przestępczości Komendy Głównej Policji, liczba porwań dla okupu będzie wzrastać, bo polskie społeczeństwo się bogaci. Będzie też wzrastać dlatego, że po ostatnich wypadkach zabijania ofiar - gdy rodziny zwlekały z wypłatą okupu, dając czas negocjatorom policji bądź detektywa Rutkowskiego - wiele osób woli zapłacić od razu niż ryzykować życie bliskich. I te osoby nie informują policji o porwaniach. - W Warszawie w tym roku zgłoszono policji 12 uprowadzeń, podczas gdy nieoficjalnie wiadomo już co najmniej o 27 - podlicza Marcin Popowski ze Stowarzyszenia Detektywów Polskich.
Jak zauważa Eugeniusz Szczerbak, zastępca komendanta głównego policji, porwanie dla okupu jest wprawdzie przestępstwem ściganym z urzędu, lecz trudno ścigać coś, o czym się nie wie. Nawet wtedy, gdy funkcjonariusze dowiadują się o uprowadzeniu, rodziny nie chcą tego potwierdzić. Najczęściej boją się kolejnego porwania lub zemsty bandytów. Tak było niedawno w wypadku 27-letniego Piotra P. z Gdańska, syna przedsiębiorcy z branży budowlanej. - Cały czas byłem oszołomiony narkotykami podawanymi dożylnie. Straszono mnie, że jeśli rodzina nie zbierze pół miliona dolarów, wrócę do domu w kawałkach. Skończyło się na pocięciu żyletką. Po wpłaceniu okupu ojciec znalazł mnie kompletnie zaćpanego na wydmach za miejscowością Mechelinki. Nie zgłosił sprawy policji, bo dostał SMS, że następnym razem porwą mu wnuczkę - opowiada "Wprost" Piotr P.

Porwanie "na policję"
Zanim bandyci wybiorą cel, obserwują rodzinę, poznają jej zwyczaje, oceniają, kogo najłatwiej "trafić" - przedsiębiorcę czy jego dziecko. Gdy ofiara zatrudnia ochronę, najczęściej zastawia się na nią pułapkę. W taką pułapkę wpadł chroniony przez firmę detektywistyczną potentat branży paliwowej z Warszawy. Bandyci dowiedzieli się, że biznesmen ubiega się o kredyt na budowę sieci stacji benzynowych. Podstawili mu więc człowieka, który mógł rzekomo załatwić preferencyjny kredyt. Na spotkanie z nim przedsiębiorcę zaproszono do Radomia, dokąd miał przyjechać bez ochroniarzy. Na trasie do Radomia na przedsiębiorcę czekali w kilku samochodach porywacze. Dopadli go na przydrożnym parkingu.
Często stosowaną przez porywaczy metodą są uprowadzenia "na policję". W taki sposób porwano przed rokiem biznesmena Romana B. z Łodzi. Porywacze zajechali mu drogę samochodem pomalowanym jak policyjny radiowóz, w strojach antyterrorystów. Mieli przy sobie podrobione legitymacje.

Pierwsze minuty
Dla życia porwanej osoby decydujące są pierwsze minuty po uprowadzeniu, bo sprawcy są wówczas najbardziej zdesperowani. Aby przeżyć, najlepiej jest wykonywać ich polecenia. Kiedy bandyci zaczynają mówić o pieniądzach, zakładnik powinien powątpiewać, czy rodzina będzie w stanie sprostać ich żądaniom. Okazały dom może być przecież obciążony hipoteką, samochody mogą pochodzić z leasingu, a prowadzona przez rodzinę osoby uprowadzonej firma może być kredytowana przez bank. Takie przedstawienie stanu majątkowego ułatwia pertraktacje z porywaczami, a rodzina ma szanse na szybkie zgromadzenie mniejszego okupu. Policjanci zauważają, że jeśli ktoś zostanie wytypowany jako ofiara porwania dla okupu, ma niewielkie szanse, żeby się tego ustrzec. Chyba że zatrudnia sztab ochroniarzy.

 

Jak zmniejszyć ryzyko porwania
nie ujawniać nowo poznanym osobom istotnych informacji o swojej działalności gospodarczej i stanie majątkowym
nie podawać osobom postronnym adresów członków rodziny ani innych ważnych danych
regulować wszystkie zobowiązania
zainstalować urządzenia zabezpieczające w pomieszczeniach firmy i w domu

Co robić, gdy dojdzie do porwania
odmówić zapłaty okupu
jak najszybciej powiadomić policję
nagrać głos osoby negocjującej okup
zapisywać wyświetlające się numery telefonów, z których korzystają sprawcy
w wypadku bezpośredniego kontaktu z porywaczami zapamiętać jak najwięcej szczegółów, w tym rysopisy

Co robić, gdy zostaniemy porwani
krzycz i uciekaj tylko wtedy, gdy masz realną szansę na ucieczkę bądź bandyci dopadną cię w miejscu publicznym
nie stawiaj oporu, gdy nie ma nadziei na pomoc
nie lekceważ przestępców, nie obrażaj ich, nie naśmiewaj się z żądań, które stawiają
przestępca powinien być przekonany, że wszystko przebiega zgodnie z jego planem: zapewniając go, że nie będziesz utrudniać mu zadania, redukujesz jego agresję i osłabiasz czujność
próbuj nawiązać rozmowę i emocjonalny kontakt z kidnaperem
musisz wierzyć, że bliscy zrobią wszystko, by cię uratować, nie trać więc nadziei, nie popadaj w otępienie
zachowaj sprawność fizyczną: nie odmawiaj przyjmowania posiłków - siły będą ci potrzebne, by uciec, jeśli nadarzy się taka okazja.


Według Biura Taktyki Zwalczania Przestępczości KGP
Okładka tygodnika WPROST: 34/2004
Więcej możesz przeczytać w 34/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • KSUT IP
    ZIOBRO WRACAJ TUSK NIE DAJE RADY. BANDYCI NAS WYMORDUJĄ
    • robert IP
      Moim zdaniem jeśli ktoś ma pieniądze to nie powinien ryzykować życia najbliższych tylko jak najszybciej zapłacić i ewentualnie dopiero potem zgłosić to na Policje,no chyba że bardziej mu zależy na pieniądzach niż na życiu tej osoby wtedy niech sobie zgłasza
      • [email protected] IP
        WIE O TYM NAWET IDIOTA,ŻE WIĘKSZE SZANSE NA POWRÓT DO DOMU W JEDNYM KAWAŁKU MA OSOBA KTÓRA NIE ZGŁOSI TEGO NA POLICJE A RODZINA ZAPŁACI OKUP.JEŚLI RODZINA ZAWIADAMIA POLICJE BANDYCI WOLĄ PRZESTAĆ NEGOCJOWAĆ ZABIĆ PORWANEGO I PORWAĆ NASTĘPNĄ OSOBĘ KTÓREJ RODZINA ZAPŁACI OD RAZU, A NIE BĘDZIE KOMBINOWAŁA Z POLICJĄ.SMUTNE ALE PRAWDZIWE