Centrum kondycyjne

Centrum kondycyjne

Czy amerykańska moda na bycie fit powtórzy swój sukces w Polsce?
Aerobik, callanetics, step Reebok, komputerowo sterowany spining, czyli specjalistyczne ćwiczenia na rowerach w rytm muzyki, trening kardio mający poprawić kondycję - by zaoferować takie atrakcje, firmy budujące w Polsce fitness kluby wydają dziś setki tysięcy złotych. W dużych aglomeracjach przybywa sal treningowych z klimatyzacją i specjalną, sprężystą podłogą mającą chronić przed kontuzjami. Choć ośrodków jest coraz więcej, pierwsi goście zjawiają się w nich niekiedy o szóstej rano. Wydają tysiąc dolarów na roczną kartę w World Class hotelu Marriott, 160 zł za miesięczną wejściówkę do klubu Magnum lub 15 zł za jednorazowy wstęp do Olimpusa. Czy nowoczesne centra rekreacji zastąpią duszne siłownie urządzane w osiedlowej piwnicy, a amerykańska moda na bycie fit powtórzy w Polsce karierę roweru górskiego?
- Tworzymy klasę ludzi systematycznie dbających o kondycję fizyczną i samopoczucie. Promujemy nie tylko same ćwiczenia, ale także sposób spędzania wolnego czasu w centrum miasta. Dobre obiekty mają charakter towarzyski, funkcjonują jak elitarne kafejki lub puby z charakterem, tylko zamiast dymu i alkoholu oferują ruch i psychiczne odprężenie - mówi Krzysztof Jankowski, szef Narodowego Stowarzyszenia Sprawności Fizycznej.
W Stanach Zjednoczonych - ojczyźnie mody fitness - aż 49 mln osób regularnie spędza czas na rekreacyjnym uprawianiu sportu. Nawet w centrum Nowego Jorku można się poczuć jak na letnich igrzyskach. W największym na świecie ośrodku treningowym Reebok Sports Club (powierzchnia: 13 tys. m kw.), którego budowa pochłonęła 55 mln USD, można uprawiać windsurfing na specjalnym symulatorze. Na sześciu piętrach goście korzystają z ruchomych bieżni, sprzętu symulującego jazdę na nartach i sztucznej ściany do wspinaczki. 250 osób, w tym 55 instruktorów, 14 dietetyków, dwóch fryzjerów i kilku pucybutów, dba o wypoczynek nowojorczyków, którzy z powodu braku czasu i dla własnej wygody nie wyjeżdżają poza miasto. Dzień w klubie kosztuje 25 dolarów, za miesięczny karnet trzeba zapłacić sześć razy tyle.
W Polsce zaledwie co piąty mężczyzna i co ósma kobieta w wieku 25 lat uprawia sport. W gronie badanych na zlecenie UKFiT małżonków jedynie 13 proc. panów i 8 proc. pań deklaruje dbałość o kondycję i sylwetkę. Aktywność sportowa trzydziestopięciolatków jest jeszcze mniejsza. Czy w tej sytuacji miliony dolarów wydawane na specjalistyczny sprzęt i remont hal mogą się okazać trafną inwestycją?
- Nie chcemy sprzedawać klientom miejsca na rowerze treningowym, ale pewną ideę - mówi Piotr Sawala z firmy Nautilus Polska, która kosztem 5 mln zł wybudowała nowoczesne centrum fitness w Poznaniu. - Nasze kluby to styl życia, tworzy je wąska grupa członków, którzy spotykają się w tym samym miejscu, znają się nawzajem, kupują podobne odżywki, organizują wspólne przyjęcia i otrzymują od nas klubową gazetę.
Pierwszy w Polsce Nautilus ma docelowo zrzeszać 2,5 tys. członków, ale już w ciągu kilku pierwszych tygodni działalności sprzedano 600 karnetów, co pozwoli osiągnąć zyski. Szefowie firmy twierdzą, że jeśli takie zainteresowanie się utrzyma, to w ciągu najbliższych pięciu lat zbudują w całym kraju od 20 do 25 podobnych ośrodków.
Indywidualni klienci płacą za roczną kartę Nautilusa tysiąc złotych. Spłatę można rozłożyć na miesięczne raty, ze zniżek korzystają studenci i emeryci. Sięgając do funduszy socjalnych, karnety dla swoich pracowników wykupiły już banki, towarzystwa ubezpieczeniowe oraz przedsiębiorstwa z branży komputerowej i elektronicznej. Specjalne pakiety dla firm oferuje też warszawski Fit and Fun, gdzie instruktorką jest trzykrotna Miss Fitness Polski. Klub jako jeden z nielicznych proponuje aerobike, czyli aerobik na rowerach.
Czy do sprawdzonych amerykańskich metod na rozładowanie stresu i zwiększenie wydajności pracownika (nie jedz lunchu nad własnym biurkiem, postaw kwiatek w doniczce koło komputera i dbaj o dobre stosunki z sąsiadami) dopisać trzeba kolejne hasło: trenuj mięśnie, by skuteczniej pracować głową? W USA 21 mln pracowników różnych branż odwiedza fitness kluby, w 2001 r. liczba zwolenników tej formy aktywności wzrośnie do 40 mln.
- W Polsce moda na systematyczne ćwiczenia rozwija się dynamicznie, ale daleko nam jeszcze do standardów zachodnich - mówi Zbigniew Konopka z warszawskiego klubu Magnum, z którego usług korzysta prawie 2 tys. osób. By stać się jego członkiem, trzeba zapłacić 600 zł wpisowego i wnieść roczną opłatę w wysokości 1,8 tys. zł. Klub dysponuje 60 maszynami do ćwiczeń, z których każda warta jest ponad 3 tys. zł. Sporą atrakcją jest squash (godzina za 45 zł); w ciągu 30 minut zawodnicy spalają 450 kalorii - ponad dwa razy więcej niż rowerzyści, tenisiści czy pływacy.
80 osób, z czego połowę stanowią panie, zrzesza fitness klub w hotelu Bristol. ĺwiczą tu szefowie firm, aktorki, ambasadorzy i biznesmeni. Karta roczna kosztuje 800 dolarów, opłata miesięczna - 85 USD. Dwa tysiące gości odwiedza co tydzień gdański klub U7, wybudowany kosztem 2 mln zł w pomieszczeniach poniemieckiego schronu. Na powierzchni tysiąca metrów kwadratowych oprócz siłowni i sal do masażu znajdują się tory do bowlingu i strzelnica. Dwuipółgodzinny pobyt w siłowni, korzystanie z sauny oraz hydromasażu kosztuje od 20 do 30 zł.
- Zainteresowanie naszymi usługami jest bardzo duże, ale sieć dobrych obiektów wciąż jest niewystarczająca - dodaje Elżbieta Pakoca z World Class w hotelu Marriott. Klub zrzesza 500 członków i nie zamierza przyjmować nowych. Jednorazowo na powierzchni tysiąca metrów kwadratowych trenuje 60 osób. Jednym z najstarszych warszawskich ośrodków fitness jest Olimpus. To kameralny klub o powierzchni 500 m kw., szczycący się nowoczesną salą do aerobiku. - Takich ośrodków w stolicy przybywa, ale w tych najlepszych trudno znaleźć wolne miejsce. Liczymy na uporządkowanie tego rynku przez Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki, który wkrótce ma przyznawać licencje na prowadzenie klubów fitness - mówi Zofia Bielczyk, szefowa Olimpusa.
Jednym z najnowocześniejszych miejskich ośrodków rekreacyjnych w Polsce jest poznański Niku Fitness. Inwestor, który wcześniej zajmował się sprzedażą telewizorów, teraz chce odciągnąć mieszkańców miasta od szklanych ekranów. Liczy, że dzięki rosnącej popularności tego typu ośrodków koszty budowy zwrócą się po pięciu latach działalności. Niku obsługuje 50 klas aerobiku, zatrudnia 120 osób, w tym kilkunastu instruktorów. Do dyspozycji członków oddano siłownię o powierzchni 600 m kw., której wyposażenie warte jest ćwierć miliona dolarów. W czasie promocji roczną kartę członkowską można było kupić za 300 zł (o połowę taniej niż normalnie), pierwszy miesiąc treningu oferowano za 110 zł, następne - za 220 zł. Dodatkową atrakcją obiektu jest pierwszy w kraju zespół 18 skomputeryzowanych torów do bowlingu - amerykańskich kręgli robiących na świecie prawdziwą furorę. Na wszystkich kontynentach ten sport uprawia 100 mln osób. - Zmieniamy standardy i sposób, w jaki traktuje się pobyt w klubie fitness. U nas nie ma dusznych sal, w których kilku "mięśniaków" wyposażonych w sztangi rzeźbi swoją sylwetkę. Nasz klub odwiedzają studenci, prawnicy i matki z małymi dziećmi, zdarza się, że przychodzą panie, które za tydzień mają urodzić dziecko. 70 proc. naszych klientów to pracownicy umysłowi z wyższym wykształceniem - mówi Sławomir Wójtowicz, prezes zarządu Niku Fitness.
Wiosną tego roku odbyły się w Polsce pierwsze mistrzostwa kraju w aerobiku sportowym, a ostatnio - kolejne wybory Miss Fitness Polski. Dla kobiet ćwiczących wyłącznie dla przyjemności organizowany jest konkurs o tytuł Fitness Woman, zaś polskie ośrodki rekreacyjne przygotowują się do zawodów drużynowych o tytuł Boskich Ciał.


DIANA KONOPKA
trzykrotna Miss Fitness Polski



Ruch fitness w naszym kraju rozwija się ostatnio bardzo szybko, chociaż wciąż więcej aktywności przejawiają biznesmeni chcący zarobić na prowadzeniu klubu niż ich potencjalni klienci. Być może jednak w ten sposób uda się wykreować prawdziwą modę na aktywny tryb życia. Fitness kluby wciągają jak narkotyk, niekiedy już po dwóch miesiącach systematycznej pracy można zauważyć korzystne efekty: spada waga, poprawia się sylwetka, dobre samopoczucie przychodzi niemal natychmiast. Będąc w ciąży, trenowałam do końca siódmego miesiąca, do pełni sił i do pracy wracam po sześciu tygodniach.
Okładka tygodnika WPROST: 44/1998
Więcej możesz przeczytać w 44/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0