Mennica pod ratuszem

Mennica pod ratuszem

Trzy tysiące lokalnych walut funkcjonuje na świecie XXI wiek będzie stuleciem prywatnych walut" - uważa Alan Greenspan, prezes amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie jest już w obrocie 20 prywatnych walut, w USA - 30. Własne pieniądze drukują gminy, miasta, a nawet prywatne osoby. Taki środek płatniczy działa podobnie jak gwarantująca rabaty karta stałego klienta. Na lokalnym rynku, gdzie ludzie się znają i mają do siebie zaufanie, prywatny pieniądz bywa wart więcej niż narodowa waluta. Na jego istnieniu zyskują lokalne społeczności, gdyż można go wydawać tylko w regionie, w którym powstał, co napędza miejscową koniunkturę gospodarczą. Współczesne lokalne waluty narodziły się w latach 30. minionego wieku, w czasach wielkiego kryzysu. Dziś miejscowości, które chcą przyspieszyć swój rozwój, wracają do pomysłu sprzed 70 lat. Własne pieniądze ma m.in. jedna z dzielnic Madrytu, irlandzkie hrabstwo Connacht czy Ithaca w stanie Nowy Jork. W 2003 r. na całym świecie funkcjonowało 3 tys. lokalnych walut!
WIR finansowy
Siłę lokalnych pieniędzy szybko doceniło czterotysięczne austriackie miasteczko Worgl. 5 lipca 1932 r. Michael Unterguggenberger, ówczesny burmistrz, na zebraniu rady miasta zaproponował utworzenie lokalnej waluty. Pomysł zaakceptowano jednogłośnie. Wszyscy mieszkańcy z wyjątkiem zatrudnionych na poczcie i kolei (należących do państwa) zaczęli przyjmować miejscowe pieniądze (nazwane Arbeitsbesttigung, czyli potwierdzenie wykonania pracy) i regulować nimi swoje rachunki. W każdej chwili można je było wymienić na rządowe szylingi. Przy transakcji traciło się jednak 2 proc. Korzyści z wprowadzenia lokalnej waluty przeszły najśmielsze oczekiwania. W ciągu roku liczba bezrobotnych spadła czterokrotnie (z 400 do 100). Produkt lokalny brutto wzrósł o 5 proc. Ze świata zjeżdżali ekonomiści i politycy, by poznać receptę na sukces (m.in. Edouard Daladier, ówczesny prezydent Francji). Eksperyment nie trwał długo. 15 września 1933 r. po interwencji austriackiego banku centralnego miasto zostało zmuszone do wycofania z obiegu własnych środków płatniczych. Życie gospodarcze znów zamarło.
W latach 30. kilkadziesiąt miast w Europie i USA wprowadziło lokalne waluty, tym razem przy aprobacie swoich banków centralnych. W 1934 r. w Zurychu szesnastu lokalnych sklepikarzy zaczęło obracać własnymi pieniędzmi, tzw. WIR-ami. Federalne władze doszły do wniosku, że nic im do prywatnych umów, a rynek pozytywnie zweryfikował pomysł, który przetrwał do dziś! Z WIR-ów korzysta 60 tys. osób. Waluta ma nawet swój bank z siedzibą w Bazylei i filiami w Bernie, St. Gallen, Zurychu, Lugano, Lucernie i Lozannie. W 2003 r. obrót WIR-ami wynosił 1,5 mld franków szwajcarskich.

10 dolarów za godzinę
Płacąc w Niemczech tzw. rolandami (lokalna waluta Bremy, wprowadzona w 2001 r.) zamiast euro, oszczędza się 5 proc. Sklepikarze traktują to jako rabat dla stałych klientów, bo mają gwarancję, że rolandy będą wydane w ich rodzimej miejscowości. Wiedzą też, że szybko trafią do obiegu, bo podobnie jak austriacki pierwowzór co miesiąc tracą 1 proc. wartości, więc przetrzymanie ich jest nieopłacalne. Na podobnych zasadach funkcjonuje chiemgauer, waluta miasta Prien w Bawarii. Dodatkową zachętą do płacenia chiemgauerami jest to, że 3 proc. wartości każdej transakcji przeznacza się na dofinansowanie lokalnych inwestycji, na przykład budowy szkoły. Dzięki godzinom (równowartość 10 USD) - walucie używanej w amerykańskim mieście Ithaca - znaczna część mieszkańców może dorabiać wykonywaniem drobnych prac: strzyżeniem trawników, malowaniem domów, naprawą telewizorów. Godzinami obraca ponad 370 sklepów, teatrów i kin. Z dobroczynnej roli lokalnych pieniędzy zdaje sobie sprawę nawet Komisja Europejska, która wspierała projekty wprowadzenia takich walut w ubogich regionach Irlandii i Szkocji.
Okładka tygodnika WPROST: 38/2004
Więcej możesz przeczytać w 38/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0