Wyciskanie pomarańczy

Wyciskanie pomarańczy

Rosyjska piąta kolumna ma zatrzymać Ukrainę w orbicie Moskwy albo zdestabilizować ten kraj Leonid Kuczma urządził w tym roku wielką fetę z okazji 350. rocznicy ugody perejasławskiej, która podporządkowała Kozaków, a potem całą Ukrainę dominacji rosyjskiej. Wiedział, co robi, bo w miniony czwartek, zamiast posłuchać głosu swego narodu, jak rozwiązać dramatyczny kryzys polityczny w kraju, pojechał śladem dziesiątek poprzedników po wskazówki do Moskwy. Podczas spotkania z Władimirem Putinem Kuczma zanegował sporą część obietnic, które dał uczestnikom pomarańczowej rewolucji. Nie pozostawił już cienia wątpliwości co do tego, że w razie porażki Wiktora Juszczenki decyzje w sprawach ukraińskich będą zapadać w Moskwie.
Wołodymyr Połochało, politolog z Narodowej Ukraińskiej Akademii Nauk, podkreśla, że demonstrujące ukraińskie społeczeństwo ma za przeciwników w wojnie o wolność władze dwóch państw. Juszczenko nie chce konfliktu z Moskwą, jego zwolennicy natrafiają jednak na zdecydowane "niet" obozu, który można śmiało określić mianem rosyjskiej piątej kolumny. Analogia z czasów II wojny światowej jest jak najbardziej uzasadniona. Dziś prorosyjskie lobby - podobnie jak Niemcy mieszkający w Polsce czy Czechosłowacji w czasach III Rzeszy - grozi odłączeniem części kraju, jeśli władzę przejmie Juszczenko.

Ukraińskie Sudety
Ukraińskie Sudety to - z grubsza - 10 obwodów, w których jest najwięcej zwolenników premiera Wiktora Janukowycza. Mieszka tam lwia część spośród 12 mln członków rosyjskiej mniejszości na Ukrainie. Główne bastiony prorosyjskiej piątej kolumny to Charków, drugie co do wielkości miasto Ukrainy, oraz Donieck, Ługańsk, Dniepropietrowsk i Odessa. Nadal stoją w nich pomniki Lenina i dominuje mentalność odziedziczona po poprzednim systemie. Silne nastroje prorosyjskie panują na "podarowanym Ukrainie" przez Nikitę Chruszczowa w 1954 r. Krymie.
Wschód stanowi główną bazę przemysłową kraju (węgiel, metale, przemysł chemiczny) i - wedle oficjalnych danych - wytwarza 80 proc. jego PKB. Z Dniepropietrowska pochodzi Kuczma, a z Doniecka Janukowycz. Obaj marnie mówią po ukraińsku. Z tego regionu pochodzi też Renat Achmetow, najbogatszy Ukrainiec, sponsor grającego w Lidze Mistrzów Szachtara Donieck. Wszyscy tworzą tzw. klan doniecki, który przez ostatnie lata trząsł Ukrainą. Im bardziej te rządy nabierały charakteru oligarchiczno-mafijnego, tym bardziej były podatne na manipulacje ze strony Moskwy. Cały wschód Ukrainy nie jest jednak prorosyjski. W głównych miastach regionu także odbywały się pomarańczowe demonstracje, a opozycja twierdzi, że nastroje społeczne na tym obszarze nie są znane, gdyż właśnie tam władze dopuściły się fałszerstw wyborczych na największą skalę.
- Mówimy o ukraińsko-rosyjskim gangu - mówi deputowany Jurij Karmazin. Opozycja chce doprowadzić do międzynarodowego śledztwa mającego wyjaśnić udział obywateli rosyjskich w wyborczych fałszerstwach i nadużyciach na Ukrainie.
Rosja z niezwykłą determinacją broni swych interesów w Kijowie nie tylko dlatego, że 90 proc. rosyjskiego gazu trafia do Europy Zachodniej przez Ukrainę, ale przede wszystkim po to, by nie dopuścił do zmiany sposobu działania elit rządzących na całym obszarze postsowieckim. Piąta kolumna rosyjska na Ukrainie broni więc interesów klanów sprawujących władzę w Moskwie, Mińsku, Baku i Duszanbe, a napuszcza na opozycję górników z Donbasu wedle scenariusza wypróbowanego na przykład przez Iona Iliescu, postkomunistycznego prezydenta Rumunii. W Doniecku i innych miastach wschodniej Ukrainy słychać dziś hasła w rodzaju: "Studenci na studia!", tak dobrze znane z Polski roku 1968. Stąd może być już tylko krok do rozdania "aktywowi robotniczemu" pałek do rozpędzenia demonstrantów. Chwilami wydaje się, że jedynym celem rozmów przy ukraińskim okrągłym stole, do których tak zachęcała skonfliktowane strony polska i unijna dyplomacja, może być gra na zwłokę - do czasu, aż szeregi demonstrantów przerzedzą się wskutek zimna i zmęczenia, a wtedy władze będą mogły się z nimi rozprawić i przywrócić stare porządki.
"Rosja jest przygotowana do dostarczenia pomocy władzom ukraińskim w zaprowadzaniu prawa i porządku ma Ukrainie" - stwierdził Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji. "Jeśli poddamy Ukrainę, to samo zdarzy się w Rosji w ciągu roku" - mówi z kolei Gleb Pawłowski, najbardziej wpływowy kremlowski politolog, wysłany na Ukrainę do organizowania kampanii Wiktora Janukowycza.

Widmo specnazu
Ośmiuset funkcjonariuszy rosyjskiego specnazu wylądowało nad ranem w Kijowie, a następnie przebrało się w ukraińskie mundury w podstołecznej bazie wojskowej. Nie wymyślili tego ani CIA, ani polscy dziennikarze, ani nawet ukraińska opozycja. Poinformowała o tym 29 listopada rosyjska gazeta "Kommiersant". Jej zdaniem, oddziały rosyjskich sił specjalnych zaczęły przybywać na Ukrainę 23 listopada, a więc dwa dni po drugiej turze wyborów prezydenckich, kiedy trwały już masowe protesty opozycji, która oskarżyła władze o sfałszowanie wyników wyborów na korzyść Wiktora Janukowycza, cieszącego się poparciem Moskwy.
Wedle "Kommiersanta", rosyjski specnaz trafił najpierw do bazy wojskowej w Irpiniu, położonej blisko terenu zajmowanego przez rządową agencję bezpieczeństwa Bars, której trzytysięczny kontyngent chroni administrację prezydenta Ukrainy. Jak wynika z przecieków informacyjnych, które wypłynęły z ukraińskiej służby bezpieczeństwa (SBU), rosyjskie samoloty transportowe typu An-26 oraz Ił-76, które przywiozły speckomanda na Ukrainę, wracały do Rosji załadowane tajnymi dokumentami administracji prezydenta Ukrainy. Niektórzy pracownicy obsługi lotnisk próbowali nie dopuścić do lądowania w Kijowie tajemniczych samolotów z Rosji. Gdy to się nie udało, jeden z nich, podpułkownik Liaszenko, miał złożyć rezygnację.

Nowa doktryna Breżniewa
Zaangażowanie Rosji w wewnętrzne sprawy ukraińskie jest trudnym do zanegowania faktem. Mimo trzynastu lat niepodległości Ukrainy Rosja traktuje ten kraj jak kolonię. Putinowska Rosja podeszła do wyborów prezydenckich na Ukrainie tak, jakby to była jej własna operacja specjalna, pole zakulisowych machinacji z agentami wpływu i resortami siłowymi w roli głównej, a nie decyzja wyborców, w dodatku w sąsiednim kraju. Dwie trzecie Rosjan wciąż nie przyjmuje zresztą do wiadomości, że Ukraina leży za granicą.
Paweł Felgenhauer, rosyjski analityk do spraw bezpieczeństwa, zauważa, że w postsowieckiej Wspólnocie Niepodległych Państw nadal obowiązuje doktryna Breżniewa. Zakładała ona ograniczoną suwerenność krajów bloku wschodniego, gwarantowaną przez groźbę interwencji zbrojnej. Jedyną różnicą, dającą m.in. nadzieję na zwycięstwo pomarańczowej rewolucji, jest to, że wiarygodność militarna Kremla nie jest już taka jak dawniej. - Nie jesteśmy w stanie przywołać do porządku Czeczenii, to co możemy osiągnąć na Ukrainie z jej zbuntowaną 50-milionową ludnością? - pyta Felgenhauer. Kreml ucieka się do subtelniejszych metod niż bezpośrednia zbrojna interwencja - do operacji specjalnych, socjotechniki, czarnego PR, wreszcie - do podsycania dążeń separatystycznych. Rosja robiła to wszędzie tam, gdzie groziła jej utrata wpływów: w gruzińskiej Abchazji i mołdawskim Naddniestrzu, a także na Krymie.

Rewolucja kulturalna
- Na Ukrainie walka przeciw kandydatowi narzuconemu przez władzę i popieranemu przez Kreml zamieniła się wskutek postawy Rosji w walkę o wyzwolenie narodowe Ukraińców - zauważa Nikołaj Pietrow z moskiewskiego centrum Carnegie. W efekcie Moskwa wzmocniła antyrosyjskie resentymenty zarówno na Ukrainie, jak i na arenie międzynarodowej. Zdaniem Arkadija Moszesa z Fińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, polityka rosyjska wobec Ukrainy opiera się na błędnej analizie lub na samooszukiwaniu. Bo czy nie lepiej dla Rosji byłoby mieć za sąsiada stabilną Ukrainę? Ale ta ewentualność nie przychodzi na myśl twórcom doktryny putinizmu. Co gorsza, w tej sprawie Putina popierają obywatele. Znaczna część rosyjskich elit wierzy, że terytorium od Odessy po Donieck to rosyjski obszar sztucznie dołączony do Ukrainy w czasach sowieckich.
Kreml zrobił wszystko, by po wyborach Ukrainą rządził skorumpowany, ale za to prorosyjski klan donieckich oligarchów, a nie odwołujący się do zachodnich wzorców Juszczenko, którego premierostwo w latach 1999-2001 jest do dziś pamiętane jako rzadki okres względnie uczciwych rządów. Rosyjscy spece od politycznego PR organizowali kampanię Janukowycza, a pieniądze rosyjskich oligarchów (300 mln dolarów, z czego 200 mln wyłożył Gazprom) stanowiły połowę budżetu tej kampanii! Rosyjskie media nadal dezinformują na temat wyborów na Ukrainie własną opinię publiczną oraz Ukraińców, zwłaszcza we wschodniej części kraju, gdzie rosyjskie środki przekazu są podstawowym źródłem informacji i kształtowania opinii.
Najważniejszą zdobyczą pomarańczowej rewolucji - niezależnie od ostatecznych rezultatów politycznych, w tym skutków decyzji Sądu Najwyższego o powtórzeniu drugiej tury wyborów - jest przełamanie kulturowej dominacji Rosji oraz mentalności postsowieckiej. Do Kijowa zjechali demonstranci ze wszystkich stron kraju. Na Majdanie Nezałeżnosti jednoczyły ich już nie rytmy wszechobecnego jeszcze niedawno rosyjskiego popu, ale piosenki ukraińskich zespołów rockowych, takich jak Okean Elzy. Nucą je ludzie w całym kraju dzięki przekazom niezależnej telewizji Kanał 5. Lobby rosyjskie na Ukrainie chciało z walki, w której stawką była demokracja, uczynić konflikt etniczno-religijny, podzielić kraj na promoskiewski, rosyjskojęzyczny i prawosławny wschód oraz proeuropejski, ukraińskojęzyczny i greckokatolicki zachód. Następuje jednak przyspieszona konsolidacja Ukraińców wokół wspólnych wartości, a ta przemiana dotyczy też wschodniej Ukrainy. Ukraińcy jeszcze nie wygrali rewolucji politycznej, ale już wygrywają kulturalną.
Okładka tygodnika WPROST: 50/2004
Więcej możesz przeczytać w 50/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0