Tajemnica Hieny

Tajemnica Hieny

Dodano 13
Pogrzeb gen. Władysława Sikorskiego
Pogrzeb gen. Władysława Sikorskiego / Źródło: Domena publiczna
Kto zamordował generała Władysława Sikorskiego? Ktoś zabił gen. Władysława Sikorskiego. Najprawdopodobniej udusił. Wszyscy, którzy przed pogrzebem - już w Londynie - uczestniczyli w otwarciu jego trumny, byli zgodni co do tego, że twarz Sikorskiego nie miała śladów obrażeń. Natomiast wszyscy zapamiętali jej ciemnobrązowy kolor, charakterystyczny dla twarzy ofiar uduszenia.

Dziś, po ponad 60 latach po śmierci gibraltarskiej, niewielu historyków wierzy jeszcze w oficjalną wersję przypadkowego wypadku lotniczego. W przypadkowych wypadkach zdarza się bowiem, że giną ludzie, nie powinny jednak ginąć fakty. W tym nigdy nie wyjaśnionym wypadku wraz z ludźmi - jak się miało okazać - zaginęła cała prawda o okolicznościach zdarzenia. Nikt do dziś nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, ilu ludzi znajdowało się na pokładzie samolotu, ilu i jak zginęło, wreszcie - co się stało z ich ciałami? Według relacji por. Ludwika Łubieńskiego, szefa polskiej misji wojskowej na Gibraltarze, Jan Gralewski, jedna z ofiar katastrofy, kurier z Polski, przed śmiercią wyraził życzenie, że chciałby być pochowany na Gibraltarze! Cóż to więc był za dziwny wypadek, jeśli jego ofiary przed wejściem do samolotu rozstrzygały o miejscu swego pogrzebu?

Ocaleli czy zginęli

Historycy w dochodzeniu prawdy odnajdują dziś, po latach, nie dające się wyjaśnić dokumenty i fakty świadczące o tym, że być może nie wszyscy zginęli w rzekomym wypadku lotniczym. Być może tych, których ciał nie odnaleziono, czekał nieporównanie bardziej tragiczny los. Bransoletka córki generała Zofii Leśniowskiej, ozdoba, która tajemniczą drogą zawędrowała do Kairu i została tam odnaleziona pod dywanem w hotelu Mena House ("Bransoletka Zofii", "Wprost" nr 52/53 z 2004 r.), rodzi pytania i hipotezy z pozoru tylko absurdalne. Jeśli bowiem przyjąć za prawdopodobne, że nie było żadnej katastrofy lotniczej, a wypadek samolotu Sikorskiego został zaaranżowany jedynie po to, by ukryć prawdę o wcześniejszym zamachu w pałacu gubernatora, to trzeba przyjąć za możliwe przypuszczenie, że zamachowcy nie zabili wszystkich członków ekipy Sikorskiego, a jedynie tych, którzy między godz. 15.00 a 16.00 znajdowali się w pokojach. Najprawdopodobniej więc ocalała Zofia Leśniowska i Adam Kułakowski, sekretarz Sikorskiego, którzy udali się w tym czasie do miasta, a na pewno Jan Gralewski, który z ekipą Sikorskiego w ogóle nie miał nic wspólnego. Jeśli mistyfikacja wypadku miała się wydać prawdopodobna, to także oni musieli zniknąć i zostać uznani za zabitych. Tym bardziej, że najprawdopodobniej nigdy nie zgodziliby się na jakikolwiek współudział w mistyfikacji.

Czy cokolwiek poza intuicją wspiera to przypuszczenie? Z co najmniej kilku poszlak wskazujących na to, że tak właśnie być mogło, pierwsza jest sprawa łóżka. Oto, jak świadczą relacje m.in. Ludwika Łubieńskiego, po południu 4 lipca córka generała poprosiła o wstawienie do samolotu łóżka dla ojca. Według relacji czeskiego pilota kapitana Edwarda Prchala, oficjalnie jedynego uratowanego w katastrofie, to instalacja łóżka miała spowodować opóźnienie odlotu liberatora. Jest oczywiste, że nie można po prostu wstawić łóżka do samolotu. W chwili startu czy lądowania, w momentach turbulencji łóżko "latałoby" po całej maszynie. Jeśli ktoś chciałby je zainstalować, musiałby je przyspawać do podłogi lub elementów kadłuba samolotu. Łóżka, rzekomo zamontowanego, nie znaleziono po wypadku. Nie wspominają o tym dokumenty i relacje z przebiegu akcji ratunkowej. Nikt - okazuje się - łóżka nie zainstalował. Po co zresztą miano by to zrobić, skoro w tylnej części samolotu Sikorskiego znajdowało się sześć superwygodnych foteli?

Cała ta sprawa rodzi inne pytanie: po co Zosia - a to nie ulega kwestii - miałaby się upierać w sprawie jakiegoś łóżka dla ojca? Nic nie wiadomo o tym, by był chory lub by się gorzej poczuł. Zresztą, nawet gdyby, to równie wygodnie przeleżałby sześć godzin lotu do Londynu w fotelu. Jedyne, co pozwala zrozumieć epizod z łóżkiem, to hipoteza, że Zofia Leśniowska, powiadomiona o śmierci ojca, chciała na łóżku przewieźć do Londynu jego ciało. Być może jedynie ta hipoteza tłumaczy, dlaczego gubernator gen. Mason-MacFarlane opowiadając już po wojnie w Londynie Helenie Sikorskiej, wdowie po generale, zdarzenia owego dnia, mówił, jak to wieczorem 4 lipca 1943 r. błagał Zosię, by nie leciała tym samolotem! Dlaczego miałaby nie lecieć, skoro dotychczas latała z ojcem? I jakim to - gdyby przyjęła tę radę - samolotem miałaby polecieć? Jedynym samolotem, który tego wieczoru, a ściśle biorąc tej nocy, już po tzw. wypadku samolotu Sikorskiego, startował z Gibraltaru, był liberator ambasadora Rosji w Wielkiej Brytanii Iwana Majskiego. Udawał się jednak przez Kair do Moskwy.

Szantaż Stalina

Ta podróż Majskiego do Moskwy miała dramatyczny kontekst polityczny. Formalnie został on wezwany na konsultacje. Faktycznie jednak w maju i czerwcu 1943 r. Stalin odwołał także Litwinowa z Waszyngtonu i Gusiewa z Montrealu. W czerwcu rozpoczął tajemnicze rozmowy z Niemcami, szantażując Zachód perspektywą bliskiego separatystycznego pokoju. W stosunkach sprzymierzonych rozpoczynał się głęboki kryzys zaufania, którego powodem nie była wcale sprawa przesunięcia daty utworzenia drugiego frontu na rok 1944, o czym Stalin wiedział od stycznia 1943 r., lecz sprawa polska i gen. Władysław Sikorski. Po kryzysie katyńskim i zerwaniu stosunków z rządem polskim w Londynie Stalin tworzył w Moskwie własny rząd polski z Wandą Wasilewską i własne polskie wojsko z płk. Berlingiem. Zamiast akceptować jego plany, Zachód ustami Churchilla przypominał mu jego niedawny sojusz z Niemcami i deklarował pełne poparcie Sikorskiego. Upraszczając skomplikowaną sytuację polityczną, jaka powstała, odwołując Majskiego, Stalin stawiał sprzymierzonych przed wyborem: "albo ja, albo ten faszysta Sikorski!".

Dwa liberatory

Nikt nie uwierzy, że to tylko przypadek sprawił, że 4 lipca 1943 r. na płycie lotniska gibraltarskiego znalazły się obok siebie samoloty Sikorskiego i Majskiego. Po wyparciu Niemców z Afryki do wyboru pozostawało wiele lotnisk na drodze do Moskwy. Majski mógł lądować na wolnej już Malcie czy na jednym z lotnisk Maghrebu. A jednak obaj politycy znaleźli się nagle w tym samym miejscu. W świetle relacji i polskich, i brytyjskich to "przypadkowe" spotkanie z Rosjanami zakwaterowanymi w innym skrzydle tego samego pałacu gubernatora miało spowodować komplikacje. Oto Polacy mieli nie wychodzić z pokojów i ukrywać swoją obecność do odlotu Majskiego, a Rosjanie, by nie spotkać Sikorskiego, zostali wysłani na wycieczkę po Gibraltarze, a następnie skłonieni do wcześniejszego odlotu z Gibraltaru.

To czysta anegdota historii. Dodajmy, mało wiarygodna. Gen. Sikorski nigdy przed nikim, a już na pewno przed Rosjanami, nie zgodziłby się ukrywać. Jeśli przyjąć za prawdopodobną hipotezę, że śmierć Sikorskiego nastąpiła nie w wypadku lotniczym późnym wieczorem, a wiele godzin wcześniej w pałacu gubernatora, którego skrzydło zajmowali Rosjanie, to historia nie brzmi już tak anegdotycznie. Co więcej, jeśli przyjąć za prawdziwą relację Renalta Capesa, brytyjskiego oficera z wieży kontroli lotów w Gibraltarze, świadczącą o tym, że ambasador radziecki odleciał wraz ekipą (według Ludwika Łubieńskiego liczącą kilkunastu oficerów) do Kairu wiele godzin po wypadku samolotu Sikorskiego, to cała ta historia zdaje się po latach nabierać zgoła innego sensu. W jej nowym świetle zrozumiała staje się cała brytyjska mistyfikacja wypadku lotniczego w celu ukrycia wcześniejszej zbrodni i być może także ochrony domniemanych zabójców. Jeśli zamachowcami mogli się okazać też Rosjanie, to taka prawda nie mogła ujrzeć światła dziennego.

Nieświadomy Majski

Sam ambasador Majski zapytany przez Rolfa Hochhutha, niemieckiego pisarza, o zdarzenia gibraltarskie, w liście z 27 grudnia 1966 r. wyjaśnia - zastrzegając, że doskonale pamięta przebieg wypadków - że z Londynu wyleciał w nocy z 4 na 5 lipca (kiedy gen. Sikorski już nie żył), a na Gibraltar przybył 5 lipca. Został zakwaterowany w twierdzy gibraltarskiej, a nie w pałacu gubernatora, i o obecności Sikorskiego nic nie wiedział. Nie wiedział też o katastrofie samolotu Sikorskiego, a o śmierci generała dowiedział się 6 lipca w Kairze podczas śniadania w ambasadzie brytyjskiej. Wobec takiego oświadczenia historyk nie ma możności stawiania dalszych pytań. Hochhuth nie zapytał więc ani o tajemnicę bransoletki Zofii Leśniowskiej, która jakimś cudem znalazła się z powrotem w Kairze, ani o ewentualną obecność na pokładzie samolotu Majskiego ludzi, którzy być może przeżyli zamach na generała. Nie zapytał o to, dlaczego samolot Majskiego w drodze do Kairu miał międzylądowanie nie w Castel Benito obok Trypolisu, gdzie lądowały wszystkie samoloty, lecz na wojskowym lotnisku w sercu pustyni, jak gdyby było coś do ukrycia. Nikt więcej Majskiego o nic nie pytał. Zmarł w 1975 r. okryty sławą wielkiego dyplomaty i wybitnego historyka.

Misja cichociemnego

I zapewne nikt nie powróciłby do tych pytań, gdyby nie niezwykła relacja, która - początkowo uznana za absurdalną - przeleżała kilka lat w archiwum "Rewizji nadzwyczajnej". Kiedy pod koniec lat 90. zdecydowałem się odnaleźć jej autora, okazało się, że jest już za późno. Nikt nie odpowiadał na listy. Warto ją przywołać, dziś bowiem nie brzmi już wcale tak absurdalnie, jak to się przed laty mogło wydawać: "W drugiej połowie września 1945 lub 1946 roku przyjechał do swojej rodziny w Rutkach Tadeusz Kobyliński. Ja dobrze go znałem, ponieważ służąc w wojsku, razem pracowaliśmy w wywiadzie od 1936 roku aż do wojny 1939 roku. Wiem, że on był wówczas w ochronie gen. Sikorskiego. Będąc w Rutkach, przybył do mego domu w Ożarkach i powiedział mi, że jedzie do Związku Radzieckiego, aby uwolnić córkę gen. Sikorskiego, która jest tam przetrzymywana, i że ja, jako komendant placówki AK w Rutkach, powinienem dać mu ochronę z AK-owców, ponieważ przez AK-owców mógłby być ścigany i zwalczany. Ja zgodziłem się i dałem mu do ochrony dwóch ludzi w drodze do Sokółki. On przenocował u rodziny w Rutkach i na drugi dzień o godz. 5 rano odjechali. Było ich pięcioro: Kobyliński, a z nim kobieta i mężczyzna oraz dwóch moich ludzi ochrony. O godz. 6.30 tego samego dnia przyjechał do mnie samochodem komendant Obwodu AK Zambrów Władysław Podsiad, ps. Brzoza, i z nim trzech ludzi, którzy byli w pogoni za Tadeuszem Kobylińskim. Zabrali mnie do samochodu i ruszyliśmy w pościg. W Białymstoku nie zdążyliśmy ich dopędzić. Dopędziliśmy ich w Sokółce, ale tam przejęło ich już wojsko sowieckie i pod jego ochroną przejechali granicę w kierunku Grodna. My więcej nie mogliśmy już nic zrobić (...)".

Cała sprawa nie byłaby warta wzmianki, gdyby nie okazało się, że autor relacji Jan Kozłowski z Ożarek, a także Władysław Podsiad z Zambrowa byli komendantami placówki i obwodu AK; co więcej, gdyby się nie okazało, że Tadeusz Kobyliński to słynny cichociemny, ps. Hiena, zrzucony do Polski w kwietniu 1944 r. Zaprzysiężony 26 czerwca 1943 r. w pierwszych dniach lipca znalazł się na Gibraltarze. W świetle relacji ludzi, którzy zetknęli się z nim po wojnie, to on, a nie gubernator Mason-MacFarlane miał przekonywać Zosię, by nie leciała z ojcem. Żaden oficjalny dokument nie potwierdza tej historii. Z dokumentów wynika, że w czasie gdy ppor. Tadeusz Kobyliński działał na Gibraltarze, oficjalnie uczestniczył od 15 kwietnia do 12 listopada 1943 r. w kursie doskonalenia administracji wojskowej. A w dniach, w których udawał się do Rosji na poszukiwania córki Sikorskiego, oficjalnie "został przeniesiony rozkazem płk. Rzepeckiego do Krakowa ze specjalnym zadaniem". Tylko z fragmentarycznych relacji przyjaciół wynika, że podobno Hiena widział Zosię z daleka gdzieś pod Moskwą w jakimś obozie. Ale nie mógł się zbliżyć. 23 listopada 1945 r. po ucieczce z Polski dotarł do Ankony. Po wojnie służył w wojsku brytyjskim. Zmarł na atak serca w 1961 r. w wieku 47 lat. Najpewniej nikt nigdy nie dojdzie prawdy w tej historii. Może więc warto zapisać dziś w formie najprostszej informacji, że podobno byli ludzie, którzy po wojnie, w 1945 r., poszukiwali w Rosji Zofii Leśniowskiej, oficjalnie zmarłej w wypadku gibraltarskim, i byli też ludzie, którzy próbowali im w tym przeszkodzić.

Okładka tygodnika WPROST: 5/2005
Więcej możesz przeczytać w 5/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 13
  • wagnatowscy@tlen.pl IP
    Po przeczytaniu wpisu ~były pracownik budowy Prunerov 2 0raz po głębokiej analizie wcześniejszych publikacji jestem skłonny wieżyć w prawdziwość tej relacji.Tę zbrodnię zrealizowali wspólnie Anglicy i Rosjanie, być może nie posługując się Polakami, ale to nie jest pewne w 100% gen.Sikorskiego zamordowali doskonali fachowcy,dlatego ekshumacja nie wniosła do sprawy nic nowego!Ciekawy byłbym wyniku ekshumacji kogokolwiek kto
    zginał wraz z generałem w Gibraltarze.
    • były pracownikbudowy Prunerov 2 IP
      W 1981 r (lipiec-sierpień) w Czechosłowacji przysiadł się do stolika przysiadł się starszy emerytowany oficer , był w towarzystwie córki i chciał rozmawiać na temat zamachu w Gibraltarze.Nie przedstawił się ale twierdził że Sikorskiemu zawdzięcza życie i był bardzo blisko wszystkich wydarzeń.On twierdził że był to zamach spreparowany przez rosjan i anglików a wykonawcami zamachu byli placy w sposób zawoalowany wymieniał ich nazwiska , dla mnie zupełnie obce . On twierdził że pozostało mu niewiele życia i chce rozmawiąć z kimś kto lepiej zna historię . Obiecałem mu że postaram się kogoś zaufanego znaleźć i umówiliśmy się w tej samej restauracji po południu o 18-tej.
      Radziłem mu by to co wie spisał i zdeponował jak testament lub dał córce na przechowanie.On mówił też że Prhal nie pilotował tego samolotu a Sikorskiego i pozostałych oficerów wsadzono martwych do samolotu który wystartował z plaży a córkę Sikorskiego zastrzelono przy próbie ucieczki.
      • ola IP
        witam,
        Zastanawia mnie jakiej sprawie służył Łubieński! i jaką rolę odegrał Gralewski
        • paweł IP
          To co piszesz jest oczywiste i podpisuję się pod tym obiema rękami. Nasze elity milczą. To jedna z cen, być może największa, za naszą wolność, za to, że jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej. Zachód daje nam bezpieczeństwo i pieniądze, w zamian my nie zadajemy niewygodnych pytań... Czy padło kiedykolwiek jedno przepraszam ze strony Brytyjczyków czy Francuzów wobec Polski za 1939 rok, a wobec Czech za 1938? A czy z naszej strony padło o to pytanie? Ustalenia 3-ch konferencji (Jałta, Teheran, Poczdam) wbrew pozorom nadal obowiązują, przynajmniej w 2-ch płaszczyznach: ustalonych wtedy granic i nieformalnej współpracy tych mocarstw trwającej do dziś - pomimo zimnej wojny. Współpraca ta polega na tym że żadna ze stron nie wyda drugiej w różnych sprawach tego okresu, w tym tej sprawy. Brytyjczycy nigdy nie wydadzą Rosjan, a Rosjanie Brytyjczyków, więc akta pozostaną zamknięte. A Amerykanie udają, że ich sprawy europejskie aż tak bardzo nie dotyczą. I tak będzie jeszcze długo. Może za kilkadziesiąt lat dowiemy się czegoś, ale wątpię.
          3 płaszczyzna tych konferencji, czyli strefy wpływów - o to toczy się nadal walka między Ameryką i Europą a Rosją po dziś dzień i trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to proces który trwa. Mamy się czego bać nadal, a ci którzy ogłaszają, ze historia się skończyła mówią tak chyba tylko dlatego, że nie zaznali wojny...
          Nam wydaje się , że dziś jest inny świat niż wtedy, XXI wiek i te sprawy - a to nieprawda. W wojnie bałkańskiej ledwie sprzed kilkunastu lat wszystkie europejskie konflikty interesów i schematy działania odbiły się jak w soczewce. Oczywiście teraz wszystko dzieje się na płaszczyźnie gospodarczej i dopóki jest współpraca, jest wspaniale. Ale jeśli tylko dochodzi do jakiegoś konfliktu interesów, jak choćby z ze słynną rurą bałtycką - zaczynają działać te same schematy zachowań wśród państw jak wtedy kilkadziesiąt lat temu. Brytyjczycy nie interesują się sprawami kontynentalnymi, Francuzi wolą jeść żabie udka, Włosi pić wino, a jak zwykle konkretni Niemcy dogadują się z równie twardymi Rosjanami. Nam jeno protestować. Uogólniam, ale ten sam schemat powtórzył się w 1938 roku z Czechami, w 1939 roku z Polską, a teraz z rurą bałtycką, Ukrainą i jej pomarańczową rewolucją, a co gorsza z Gruzją w 2008 roku! Ten sam schemat. Jedyną różnicą jest zaangażowanie USA w Europie. Stąd brak zainteresowania Europą wykazywane przez Obamę jest bardzo uważam dla nas niebezpieczne a jeszcze bardziej dla Ukrainy i Gruzji, i w ogóle dla tych państw które chciałyby się z objęć Rosji wyrwać. (Kazachstan nawet nie jest w stanie o tym pomyśleć o Czeczenii nie wspomnę). Dlatego prawda o tym wydarzeniu jest bardzo istotna i ważna. Jeśli dożyjemy dnia, że Rosjanie i Brytyjczycy przyznają się do zamordowania Sikorskiego, to będzie to dzień w którym te wszystkie schematy przestaną obowiązywać. Wtedy może będziemy mogli się poczuć bezpieczniejsi. Ale wątpię czy to nastąpi.
          Rosjanie zamach na Sikorskiego powielali potem wielokrotnie - Jan Paweł II, Wiktor Juszczenko, Szamil Basajew, Litwinienko, Politkowska i wielu wielu innych. To ich normalna metoda działania kiedy czują zagrożenie dla swoich interesów, taka pieczęć, znak firmowy. Nie muszą się przyznawać, wiadomo kto to zrobił. Schemat zawsze ten sam - zagrożenie dla Rosji, morderstwo - sprawców brak, co najwyżej płotki.
          Polityka zależy od gospodarki i od położenia geograficznego. W Europie porządek został ustalony po I wojnie światowej kiedy to z grubsza wyłoniły się wszystkie państwa narodowe. Po II wojnie światowej nastąpiły duże modyfikacje, ale układ mniej więcej ten sam. Potem już tylko nastąpiły modyfikacje stref wpływów Rosji i Zachodu. Od tego czasu do teraz i jeszcze pewnie przez dziesiątki lat pozostanie ten sam, więc musimy pozostać czujni. Pokój nigdy nie jest dany raz na zawsze. Piszę o tym dlatego, że właśnie sprawa Sikorskiego i brak jej wyjaśnienia są dowodem na to, że do dziś niewiele się zmieniło. Zachód wcale za nas by nie zawalczył, Rosja ustawia się przeciwko nam. W Niemczech jeśli dojdą do władzy pokolenia, które nie będą znać wojny nawet z opowiadań dziadków - też może być różnie. A jeszcze jeśli pewnego pięknego dnia Amerykanie zlikwidują bazy w Europie - powtórka z historii gotowa. Bo nikt mi nie wmówi, że ONZ w skuteczności działania i zapobiegania konfliktom w czymkolwiek różni się od Przedwojennej, kompletnie sparaliżowanej Ligi Narodów...
          Obym jednak był złym prorokiem.
          Chciałbym jeszcze tylko dodać, że zamach z pewnością nastąpił. Tylko hipoteza o morderstwie na generale w pałacu gubernatora wydaje mi się mało
          • maciekraciecki141@vp.pl IP
            witam.w tej sprawie należało by wejść/włamać się do 2 archiwuw w Moskwie i w Londynie...i pszesłuchać tak jak to robiło NKWD ludzi ktuży mogą coś na ten temat powiedzieć.
            .
            • tyska1392@interia.pl IP
              Teraz wydaję się to strasznie abstrakcyjne... ale biorac pod uwagę dawne czasy nie jest to już czymś niezwykłym. To że Zofia przebywała w Rosji jest przecież nie wykluczone... istnieją przecież pewne poszlaki, które ktoś zmyślając mógł przypłacić swoim życiem. Podejrzewam że nikt by nie był takim głupcem by wymyślać bajki którymi skazywałby się na śmierć. Jeśli chodzi o gen. Sikorskiego to ta sprawa od dawien dawna budziła wielkie wątpliwości i moim zdaniem nigdy nie dowiemy się całej prawdy... chociaż pewne poszlaki napewno przez tą ekshumację zostaną wyjaśnione. W całym tym zawiłym wydarzeniu mam nadzieję że chociaz częściowo dowiemy się prawdy... która powinna być traktowana jako kolejna odsłonięta czarna karta historii a nie sprzedawana jako tania sensacja... jesteśmy to winni tym którzy zapłacili największą cenę za naszą ojczyznę...
              • nawski@wp.pl IP
                A mnie zadziwia teza o rzekomym wywiezieniu Zofii Leśniowskiej do Rosji. Bo zastanówmy się: niezależnie od tego, kto dokonał zamachu, pojawienie się w Rosji kogoś, kto oficjalnie zginął w katastrofie, byłoby niezbitym dowodem, że Rosjanie maczali w niej palce. A jeśli nawet uprowadzenie córki Sikorskiego byłoby czymś uzasadnione, na pewno nikt nigdy nie ujrzałby je w jakimś łagrze niedaleko Moskwy.
                Z kolei mało prawdopodobne wydaje się, by ludzie, którzy wiedzieli o planowanym zabójstwie, ryzykowali ostrzeganie Leśniowskiej - to byłoby praktycznie przyznaniem się do winy. Myślę, że członkowie grupy likwidacyjnej nie mieliby rycerskich skrupułów i zabiliby ją bez wahania.
                Wreszcie - czy uprowadzoną Leśniowską ulokowano by w kairskim hotelu, gdzie z pewnością ktoś by ją zauważył? Czy Rosjanie zaryzykowaliby taką niebotyczną kompromitację?
                Cóż, kupy się ta teza nie trzyma.
                • ppp IP
                  Sprawa lozka niezwykle podnieca polskich \"historykow\". Anglicy mieli na wyposazeniu lozka skladane, polowe i ustawienie takiego na pokladzie samolotu, pomiedzy fotelami, oraz przywiazanie go do innych foteli sznurkiem to zadna sprawa. Jezeli pomiedzy foteleami byloby za malo miejsca, to odkrecenie kilku foteli tez nie przedstawia problemu. Oba warianty do zalatwienia w pol godziny, z pobraniem lozka z magazynu.
                  • jJudym12 IP
                    Jeśli generał Sikorski został zamordowany w pałacu gubernatora to jak wytłumaczyć fakt,iż według zeznań por.
                    Ludwika łubieńskiego Sikorski był cały i zdrowy wchodząc
                    na pokład samolotu. Podobno osobiście się z nim pożegnał

                    Czytaj także