Tango weteranów

Tango weteranów

Od radiowej premiery piosenki "Sen o dolinie" Budki Suflera minęło właśnie ćwierć wieku
Ukoronowaniem sukcesów zespołu był występ w nowojorskiej Carnegie Hall. Niebawem zaprezentuje się on również w legendarnej paryskiej Olimpii, która w latach 60. gościła Beatlesów, Rolling Stonesów, Charles?a Aznavoura i polskich bigbitowców.

Młodsi fani Budki Suflera kojarzą ją przede wszystkim z "Tangiem" i ostatnią płytą "Nic nie boli tak jak życie", jaka rozeszła się już w prawie półtora- milionowym nakładzie, co na polskim rynku muzycznym jest wynikiem trudnym do pobicia. Przesłania to wcześniejsze sukcesy grupy, która z lokalnego zespołu stała się długowieczną, ciągle twórczą i aktywną estradowo instytucją polskiego rocka. Początki zespołu są tyleż interesujące, co kształcące. Budka Suflera powstała w Lublinie w mieszkaniu Krzyśka Cugowskiego. Tu mniej więcej w połowie 1969 r. spotykali się trzej uczniowie lubelskich szkół - licealiści Cugowski i Krzysztof Brozi (gitarzysta) oraz uczeń technikum chemicznego Janusz Pędzisz (basista). Z początkiem roku akademickiego dołączył do nich student polonistyki Jacek Grun - pierwszy perkusista zespołu. Wówczas większość czasu zamiast na graniu i tworzeniu nowej muzyki spędzali na słuchaniu, na przykład Johna Mayalla i jego Bluesbreakers, Cream, Fleetwood Mac, Colosseum czy Free (wokalista tej formacji Paul Rodgers był niedoścignionym mistrzem Krzysztofa Cugowskiego). Co ciekawe, wtedy w Lublinie - jak w żadnym innym polskim mieście - bardzo szybko pojawiały się muzyczne nowości. Były piwnice, gdzie słuchało się tylko Hendrixa, klub, w którym królował John Mayall, i mieszkanie, gdzie dominowała psychodelia z grupą Jefferson Airplane w roli głównej. Niestety, muzyczny underground odbierany był u nas w owym czasie jako zjawisko demoniczne i obce ideologicznie. Natomiast pokolenie post- bitelsowskie skłaniało się coraz częściej ku ciężkiemu rockowi, wprawdzie nieomal nieobecnemu w stacjach radiowych, ale nieustannie nadawanemu przez radiofonię akademicką. Prowadzący najchętniej prezentowali utwory Led Zeppelin z dwóch pierwszych albumów. Jedynym polskim zespołem mogącym liczyć na sympatię słuchaczy był Breakout z Tadeuszem Nalepą. W tej właśnie atmosferze rodziła się Budka Suflera.


W Polsce nikomu poza Budką Suflera nie udało się zapełnić
dwudziestu Sal Kongresowych


Z czasem mieszkanie Cugowskiego w lubelskiej dzielnicy LSM przekształciło się w salę prób. Jacek Grun zasiadał przy perkusji marki Ton, Krzysztof Brozi "wpinał" się do wzmacniacza Luna napędzanego zrobioną własnoręcznie kolumną z dwoma głośnikami o mocy 8 W. Zestawem wzmacniającym basisty Janusza Pędzisza było najzwyklejsze radio, natomiast Cugowski śpiewał do zawieszonego na lampie mikrofonu. Koledzy pokpiwali, że ryczy do sufitu. Ale sąsiedzi nie mogli wytrzymać tych hałasów i szybko towarzystwo przegonili. Przygarnął ich nie istniejący już dzisiaj klub Azory w dzielnicy RDM, gdzie muzycy zapamiętale ćwiczyli nowy repertuar. Jego lwią część stanowiły utwory z drugiego albumu Led Zeppelin. Pierwszy raz Budkę usłyszałem, gdy wpadłem przypadkiem do klubu Azory po papierosy. Krótko potem zespół się rozpadł. Cugowski dostał jednak w spadku jego nazwę, ponieważ to on na przypadkowo otwartej stronie słownika angielsko-polskiego znalazł hasło prompter?s box i zaproponował, by wyrażenie przetłumaczyć na język polski i tak nazwać zespół.
W 1970 r. Krzysztof zdał egzamin na studia prawnicze, ale wkrótce musiał wybierać między studiami a karierą muzyczną. Wilka ciągnęło do lasu. Jesienią 1973 r. wraz z Lipką założył nową Budkę Suflera. Do momentu ich spotkania można mówić o pre- historycznej Budce, potem już o Budce Suflera naszych czasów. W tym okresie w Lublinie koncertował zespół Breakout. Namówiłem Cugowskiego, by umówił się z Tadeuszem Nalepą. Tuż przed koncertem Nalepa przesłuchał Cugowskiego, który - wszystko na to wskazywało - zrobił na nim dobre wrażenie. Wówczas w Domu Kultury Kolejarza w Lublinie na jednej scenie spotkali się też po raz pierwszy dwaj giganci nadchodzącej epoki ? Krzysztof Cugowski i Józef Skrzek. W styczniu 1974 r. podczas wielkiego noworocznego balu studenckiego w lubelskiej Chatce Żaka Cugowski ze swoim zespołem i Skrzek z Silesian Blues Band (znanym jako SBB) przygrywali do tańca. Suflerzy bardziej aniżeli studencką publicznością, którą należało po prostu dobrze zabawić, przerażeni byli perspektywą konfrontacji z muzykami ze Śląska. Już po pierwszych dwóch godzinach grania "na żywo" okazało się, że te dwa rockowe zespoły bardzo dobrze się uzupełniają. Co więcej - Krzysztof Cugowski na głowę bił Józefa Skrzeka, a Andrzej Ziółkowski świetnie wybronił własną gitarę przed Konstantynosem Apostolisem. Jedynie perkusista SBB Jerzy Piotrowski był nie do pobicia - w końcu nie bez kozery okrzyknięto go "polskim Cobhamem". Ten wspólny koncert okazał się wydarzeniem przełomowym. Później Skrzek w rozmowie ze mną wspominał, że w Chatce Żaka towarzyszył im "jakiś lokalny zespolik o śmiesznej nazwie Budka Suflera". Stojący obok nas Jacek Bromski (w tamtych czasach prezenter dyskotekowy) zastanawiał się: "Jak można się tak fatalnie nazwać?".
Nadszedł czas, kiedy Budka Suflera musiała się uporać z problemem, co śpiewać. Wprawdzie w szufladzie Lipki było parę kompozycji, ale bez tekstów. W pokoju, który dzieliłem wówczas z Cugowskim, często słuchaliśmy utworu "Ain?t No Sunshine" Billa Withersa. Powiedziałem kiedyś Krzysztofowi: "Gdyby tak dopisać do tego numeru polskie słowa. Przy tej skromnej aranżacji twój głos mógłby nieźle zabrzmieć". Romuald Lipko obiecał przerobić aranżację. Polski tekst w ekspresowym tempie napisał Adam Sikorski - znany w środowisku studenckim początkujący poeta. Już nazajutrz spotkaliśmy się w kawiarni i tam przeczytałem pierwsze wersy: "Znowu w życiu mi nie wyszło...". Sesja nagraniowa odbyła się 2 lutego 1974 r. Pierwszymi adresatami dwóch kopii nagrania "Snu o dolinie" byli Marek Gaszyński z "Trójki" i Janusz Kosiński z Rozgłośni Harcerskiej - stacji żywo reagujących w tamtym czasie na wszelkie muzyczne nowinki. W następnych miesiącach był to najczęściej odtwarzany utwór we wszystkich programach radiowych. Sikorski napisał dla Budki jeszcze kilka ważnych tekstów: "Cień wielkiej góry", "Pieśń niepokorną", "Jest taki samotny dom".
Kolejne sukcesy zespół odnotował w 1975 r. (po premierze albumu "Cień wielkiej góry", który stał się szybko krążkiem kultowym), a następnie w latach 1979-1981 (przyczynili się do tego także nowi muzycy: Romuald Czystaw, Jan Borysewicz i występująca gościnnie Iza Trojanowska). W połowie lat 80. popularność grupy wzrosła m.in. dzięki gościnnie śpiewającej Urszuli, Felicjanowi Andrzejczakowi oraz Krzysztofowi Cugowskiemu, który po nagraniu świetnego albumu "Czas czekania, czas olśnienia" po sześciu latach nieobecności wrócił do zespołu. Kręgosłupem Budki Suflera znów stali się Romuald Lipko i Krzysztof Cugowski. Od strony muzycznej są oni jak ogień i woda - im bardziej skonfliktowani podczas tworzenia, tym bardziej "niebezpieczni" dla konkurencji. Obecnie Budka to więcej niż zespół muzyczny - to instytucja. Grupa sama wydaje własne płyty, wykreowała swoją firmę fonograficzną New Abra, w ciągu ostatnich pięciu lat zorganizowała serię najbardziej spektakularnych koncertów estradowych. W Polsce nikomu poza nią nie udało się zapełnić dwudziestu Sal Kongresowych. Tym bardziej że cena biletów zbliżona była do tej, jaką płaci się za występ zachodniego zespołu. Z Budką Suflera występowało wiele obecnych gwiazd estrady. Wypada też wspomnieć o epizodach z udziałem Anny Jantar, Ireny Jarockiej, Danuty Błażejczyk, Darka Kordka, Katarzyny Gaertner, Haliny Frąckowiak, Grzegorza Markowskiego i innych.
Muzycy mają za sobą również porażki. Nazywano ich "najbrzydszym zespołem w kraju". Niektóre stacje radiowe miały zakaz prezentowania ich piosenek. Grupę posądzano o plagiaty, wplątywano w rozgrywki polityczne. Niedawno prezenter jednej ze stacji radiowych powiedział o niej: "W tym mercedesie chyba zaczyna się rozpadać skrzynia biegów". Nie miał racji. Do Polski dotarła właśnie taśma z zarejestrowanym występem w Carnegie Hall, na podstawie której wiosną 2000 r. powstanie nowy dwupłytowy album.

Okładka tygodnika WPROST: 48/1999
Więcej możesz przeczytać w 48/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także