Jałta według Churchilla

Jałta według Churchilla

Dodano:   /  Zmieniono: 3
W Monachium zdradzono Czechów, w Jałcie - pół Europy Drugie spotkanie wielkiej trójki. To miał być punkt zwrotny w dziejach świata. Wielokrotnie odkładane, przygotowywane od wielu miesięcy. Pierwsze - w Teheranie w grudniu 1943 r. - decydowało o kolejach wojny.

To spotkanie miało zadecydować o losach pokoju. Trzech ludzi: Franklin D. Roosevelt, Winston Churchill i Józef Stalin od 4 lutego do 11 lutego 1945 r. na Krymie, w rosyjskiej Jałcie, rozstrzygało los pokonanych Niemiec, zasady powojennego ładu, strukturę ONZ, przebieg granic i los milionów ludzi w Europie. Jeśli sądzić po pierwszych wrażeniach, konferencja jałtańska okazała się sukcesem. Roosevelt, opuszczając Jałtę, pisał do Stalina: "Odjeżdżam podniesiony na duchu rezultatami konferencji między Panem, Premierem i mną". Churchill w Izbie Gmin stwierdził: "Marszałek Stalin i inni przywódcy sowieccy chcą współżyć na zasadach honorowej przyjaźni i równości z zachodnimi demokracjami. Wyczuwam, że ich słowo jest ich zobowiązaniem".

"Jałta to ja"

Najbliższa przyszłość miała wykazać, że skutkiem konferencji krymskiej był w praktyce podział Europy na strefy wpływów i zniewolenie przez Rosję państw Europy Wschodniej i państw bałtyckich na prawie pół wieku. Działano wszędzie według tego samego scenariusza: terror, deportacje, nacjonalizacja mienia, przejęcie władzy przez partie komunistyczne i "wolne wybory". W kilka lat pod władzą Stalina znalazły się dziesiątki milionów ludzi. Przez dwa lata wywieziono do łagrów Syberii 100 tys. Estończyków, 105 tys. Łotyszy, 85 tys. Litwinów, 300 tys. Ukraińców, 150 tys. Polaków, Węgrów, Bułgarów, Rumunów... Nikt nie jest w stanie oszacować liczby ofiar, tym bardziej że znaczną ich grupę stanowili Rosjanie: jeńców wojennych, więźniów obozów, tzw. białych emigrantów, którzy na mocy porozumień jałtańskich zostali deportowani z zachodu Europy do Rosji. Podobno gdy Rumuni powołali się na literę umów jałtańskich, Stalin odpowiedział: - Jakie znowu umowy jałtańskie, Jałta to ja!

Polska katastrofa

Dla Polaków Jałta to była katastrofa. Maria Dąbrowska zapisała w dzienniku słowa, które oddawały zbiorowe polskie uczucia: "To, co teraz zrobiono z Polską, przechodzi wszystko, co znane jest w dziejach jako cynizm i narzucenie narodowi obcej woli przemocą. I pomyśleć, że ten nieszczęsny naród po pięciu latach tak straszliwych ofiar, takiej niezłomnej walki i pracy podziemnej przeciw Niemcom nie ma nawet tej satysfakcji, żeby historię tej cudownej walki, pracy, ofiar ujawnić i laurem uwieńczyć. Bo tę naszą krew i walkę opluto, zbezczeszczono, przekreślono".

13 lutego 1945 r. po ogłoszeniu decyzji jałtańskich rząd polski w Londynie złożył oświadczenie rzadko przypominane: "Decyzje Konferencji Trzech zostały przygotowane i powzięte nie tylko bez udziału i upoważnienia rządu polskiego, ale i bez jego wiedzy. Metoda ta w stosunku do Polski jest nie tylko zaprzeczeniem elementarnych zasad, które obowiązują sojuszników, ale stanowi niewątpliwe naruszenie litery i ducha Karty Atlantyckiej oraz prawa każdego do występowania w obronie własnych interesów. Rząd Polski oświadcza, że decyzje Konferencji Trzech nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego". Kilka dni później Rada Jedności Narodowej, rząd podziemnej Polski, po dramatycznych dyskusjach zdecydowała się przyjąć uchwały jałtańskie, "pragnąc widzieć w nich w dzisiejszej rzeczywistości możliwość ratowania niepodległości Polski". Nie miało jednak znaczenia, czy Polacy przyjmą Jałtę, czy nie. Polskiego głosu nikt nie słuchał.

W 60. rocznicę w polskiej pamięci konferencja jałtańska pozostaje synonimem zdrady, obłudy i krzywdy. Wbrew zobowiązaniom sojuszniczym zadecydowała o utracie prawie połowy polskiego terytorium, narzuceniu obcej władzy i obcego porządku. W rezultacie zadecydowała o polskiej degradacji cywilizacyjnej, ekonomicznej i moralnej na długie dziesięciolecia. Dla Polaków cztery wolności Roosevelta, do których ma prawo każdy człowiek, a w które tak wierzono w latach wojny (wolność słowa, wolność wyznania, wolność od strachu i wolność od niedostatku) okazały się pustym frazesem. Dla Polaków Karta atlantycka z 14 sierpnia 1941 roku, gwarantująca małym narodom prawo do samostanowienia, dla Zachodu jeden z najważniejszych dokumentów

XX wieku, okazała się dokumentem zakłamania i fałszu. Czy zresztą można było inaczej niż dwuznacznie rozumieć rolę wielkiej trójki w Jałcie, jeśli się przypomni słynne słowa Roosevelta o Polsce, "która od pięciu stuleci przyprawia świat o ból głowy", czy słowa Churchilla o polskiej gęsi, która się zatchnie niemieckim sadłem, jeśli Polacy w ramach rekompensaty za ziemie na wschodzie otrzymają zbyt wiele na zachodzie? Czy więc można inaczej niż my zinterpretować to, co się zdarzyło w Jałcie?

Prawdy narodów

Okazuje się, że można. Amerykańska i brytyjska prawda o Jałcie daleko odbiega od polskiej interpretacji. Przede wszystkim przywołuje dokument końcowy konferencji: "Ponownie stwierdzamy nasze wspólne pragnienie ujrzenia Polski jako państwa silnego, wolnego, niepodległego i demokratycznego". Czy to słowa zdrady i wiarołomstwa? - pytają zachodni historycy. Czy w uzgodnionym w Jałcie planie przekształcenia rządu tymczasowego w rząd utworzony na szerszej podstawie z włączeniem przywódców demokratycznych z kraju i emigracji można się doszukać intencji sprzedania Polski Stalinowi? Albo w żądaniu przeprowadzenia "możliwie najprędzej" wolnych wyborów powszechnych? Pokażcie - proszą - takie miejsce w dokumentach konferencji, w których ktokolwiek zgadza się na podział świata i zdradza sojuszników. Owszem, przyjęto linię Curzona jako wschodnią granicę Polski, w zamian za co Polska miała uzyskać "poważny przyrost terytorialny na zachodzie i północy". To uzgodnienie zapadło jednak już w Teheranie, o czym strona polska wiedziała od dawna i z czym musiała się pogodzić, bo w tej sprawie Stalin nie podejmował dyskusji. Polskie czy wschodnioeuropejskie przekonanie o dokonanym w Jałcie podziale świata i zdradzie Europy Wschodniej jest więc niczym innym jak mitem Jałty, jedną z najniebezpieczniejszych legend okresu powojennego.

Zachód stoi na stanowisku, że jeśli Polska została oszukana, to także Churchill i Roosevelt zostali oszukani. Raz, przez politykę faktów dokonanych Stalina, w myśl której tam, gdzie stanęła noga sowieckiego żołnierza, powstawał porządek sowiecki. Był to aspekt trudny do zlekceważenia, jeśli zważyć, że w czasie konferencji jałtańskiej wojska sojusznicze stały nad Renem, a sześć milionów radzieckich żołnierzy stało już nad Odrą i zajmowało Bałkany. Po wtóre, dopiero miało się okazać, że mówiąc o wolności i demokracji, Rosjanie mają na myśli inną wolność i inną demokrację. W Jałcie Roosevelt i Churchill jeszcze wierzyli, że Stalin, podpisując Kartę atlantycką i stwierdzając, że "ZSRR w polityce zagranicznej kierował się i kieruje zasadami samostanowienia narodów", rzeczywiście deklarował poszanowanie zasad i ideałów bliskich wolnemu światu. Rzeczywistość już kilka tygodni po konferencji jałtańskiej miała tę iluzję boleśnie rozwiać. Rok później, w marcu 1946 r., miała się rozpocząć zimna wojna.

Czy można więc 60 lat po tych wydarzeniach zrozumieć Jałtę i znaleźć odpowiedź na pytanie, co się naprawdę wydarzyło w krymskim kurorcie? Wielu sądzi, że najpełniejsza odpowiedź jest zawarta w ulubionym dowcipie Stalina: "Churchill, Roosevelt i Stalin poszli na polowanie. Udało im się ustrzelić niedźwiedzia. Churchill powiedział: - Ja wezmę skórę. Niech Roosevelt i Stalin podzielą się mięsem. Roosevelt powiedział: - Nie, ja wezmę skórę. Niech Churchill i Stalin podzielą się mięsem. Stalin milczał, więc Churchill i Roosevelt zapytali go: - Panie Stalin, a co pan powie? A Stalin odparł po prostu: - Niedźwiedź należy do mnie - w końcu to ja go zabiłem".

Jałta była bez wątpienia polską klęską. I bez wątpienia można mówić o nie oszacowanych polskich ofiarach Jałty. Warto jednak przywołać opinię Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który dziesięć lat temu tak wypowiadał się na temat Jałty: "Polski naród z pomocą Boga w swojej upartej, ofiarnej i nieustępliwej walce odwrócił koło fortuny i zamienił dziejową klęskę w zwycięstwo. Bowiem organizm państwowy, który wyłonił się po upadku porządku jałtańskiego w 1989 r., jest o wiele mocniejszy i zdrowszy zarówno w sensie swego potencjału ekonomicznego, jak i zwartości etnicznej od Polski 1939 r.".

Okładka tygodnika WPROST: 7/2005
Więcej możesz przeczytać w 7/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Krzych IP
    \"Zachodniacy\" nie znali 1 zasady dyplomacji wobec kacapa: najpierw lej w pysk kacapa , póżniej rozmawiaj.

    Churchill mógł w czasie powstania warszawskiego odrazu zagrozic kacapowi - stalinowi wstrzymaniem dostaw broni jeżeli nie zgodzi się na lądowanie alianckich samolotów transportowych co dopiero zrobił 18 września 1944 roku a wtedy było już \"po ptokach\" . Kto wie...... mogli by byc masowo przerzucani w ten sposób żołnierze alianccy i historia potoczyła by sie troszkę inaczej...

    PS- fajnie by było jak by \"mór berliński\" odgradzał od dziczy rosyjskiej takie miasta jak Warszawa Gdańsk Wrocław itp a one same były by na \"zachodzie\"....zawsze możan było by pomarzyc, ze w moim Gdańsku był by taki drugi bogaty Hamburg....
    • aga50 IP
      ZDRADA ZDRADA ZDRADA bandytyzm tak mozna okreslic Jalte