Podziemny krąg

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pierwsze starcie, a od razu było ostro, ryzykownie i wręcz strasznie. Wiktor Juszczenko spróbował sił z Julią Tymoszenko, damą pomarańczowej rewolucji obecnie panią premier. A raczej było odwrotnie. To Tymoszenko chciała pokazać prezydentowi, że wiele jej zawdzięcza.
Do napięć na linii premier-prezydent dochodziło na Ukrainie już od jakiegoś czasu. Juszczenko postawił sobie za cel nadanie Ukrainie zachodniego kursu na arenie międzynarodowej, jego głównym zajęciem było więc podróżowanie po stolicach europejskich i lobbowanie w sprawie przyszłego statusu Ukrainy. Nie przykładał zbytniej wagi do tego, co dzieje się w kraju. A tu pani premier zaczęła budować swoje zaplecze polityczne. Z ambitnego programu gospodarczego Juszczenki zostało niewiele, Tymoszenko wręcz skupiła się na szukaniu rozwiązań które mogą okazać się w przyszłości gwoździem do trumny ukraińskiej gospodarki, ale w krótkim okresie dające jej popularność. Do pierwszego starcia doszło, kiedy Tymoszenko zapowiedziała ponowne rozpatrzenie prywatyzacji ponad 3000 przedsiębiorstw. Zagraniczny kapitał zaczął się pakować.

Pomarańczowa ekipa ani razu nie dała po sobie poznać, że w rodzinie się dosyć ostro "tłuką". Przeciwnie, za każdym razem deklarowano, że wszyscy "mówią jednym głosem".

Julia Tymoszenko ma jednak potężny instynkt polityczny. I żądzę władzy. Dlatego postanowiła zaatakować. Na wykonawcę ataku wybrała sobie Ołeha Tiahnyboka, posła znanego z radykalnego nacjonalizmu i antysemityzmu, wcześniej wyrzuconego z partii Wiktora Juszczenki. Jego wniosek poparła prawie cała antyjuszczenkowska opozycja. Wielu nie miało pojęcia o co chodzi, ale głosowało, by dopiec prezydentowi Juszczence. Jednak "za" było też wielu deputowanych partii, które pół roku temu wsparły pomarańczową rewolucję - Partii Socjalistycznej Ołeksandra Moroza oraz Batkiwszczyny premier Julii Tymoszenko właśnie.

Do kolejnych starć będzie dochodzić teraz coraz częściej, ale będą one skutecznie wyciszane. Wiosną przyszłego roku odbędą się na Ukrainie wybory parlamentarne. Tymoszenko dzięki swemu populizmowi jest dziś bardzo popularna na Ukrainie, a do wiosny będzie zapewne chciała ten swój stan posiadania zwiększyć. Tyle, że do tej pory odbija się to czkawką na stosunkach polsko-ukraińskich. Przynajmniej tych oficjalnych. Kilkanaście dni temu, Tymoszenko zapewniała w Polsce, że sprawa Cmentarza Orląt Lwowskich nie będzie już przedmiotem walk politycznych. Widocznie pani premier nie wszystko upilnowała.

Grzegorz Sadowski