Reisefuehrer

Reisefuehrer

Dodano: 
Podczas II wojny światowej Adolf Hitler spędził więcej czasu na obecnych polskich terenach niż w Niemczech Berlin Hitlera", "Wiedeń Hitlera", "Hitler Sites" czy "Berlin 1933--1945" to czytelnicze przeboje. I to nie wśród neonazistów, lecz dziesiątków tysięcy miłośników turystyki historycznej. Niewielu jednak wie, że obok Niemiec i Austrii na ich trasie powinna się znaleźć Polska. To bowiem na obecnym terytorium naszego kraju działy się rzeczy, które zmieniały bieg wojny. We wielu tych wydarzeniach uczestniczył Adolf Hitler.
Przepowiednia Ludendorffa
"Z całą powagą przewiduję, że ten przeklęty człowiek zepchnie naszą Rzeszę w otchłań i przywiedzie naród do nieprawdopodobnej nędzy. Przyszłe pokolenia będą pana przeklinać w grobie za to, co pan uczynił" - pisał pod koniec stycznia 1933 r. o Hitlerze Erich von Ludendorff do prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga. Zaledwie 10 lat wcześniej Ludendorff był sądzony jako towarzysz Hitlera po tzw. puczu piwiarnianym w Monachium.
W styczniu 1933 r. Hitler otrzymał z rąk prezydenta Hindenburga nominację na kanclerza Rzeszy. Mało kto słyszał o tym, że decyzja o oddaniu władzy Hitlerowi zapadła nie w Berlinie, ale w majątku Hindenburga (starego pruskiego junkra) w Neudeck, czyli dzisiejszym Ogrodzieńcu na Mazurach. Co więcej, właśnie sprawa tej posiadłości zadecydowała o zdobyciu przez Hitlera pełni władzy. Neudeck było posiadłością von Hindenburgów od wieków. Paul von Hindenburg, choć był świetnym dowódcą (wsławionym m.in. w I wojnie światowej zwycięstwem nad Rosjanami pod Tannenbergiem), okazał się kiepskim administratorem. W 1926 r. jego majątek zlicytowano. Wywołało to w Niemczech falę oburzenia. W rezultacie ogłoszono zbiórkę wśród weteranów i już rok później Hindenburg odzyskał posiadłość. Nie oznaczało to jednak końca jego finansowych kłopotów.
W maju 1932 r., chcąc ratować zagrożony majątek, Hindenburg popełnił największy błąd swojego życia, który kosztował ludzkość wiele milionów istnień. Podpisał tzw. dekret o Osthilfe. Przewidywał on finansową pomoc dla pruskich junkrów, a jej beneficjantami był on oraz jego najbliżsi krewni i przyjaciele. Hitler i NSDAP cieszyli się wtedy akurat największym powodzeniem. Byli największą partią w Reichstagu, a przewodniczącym izby był Hermann Goering. Hindenburg uporczywie odmawiał powierzenia rządów kapralowi, którym gardził. Naziści sięgnęli wtedy po dokumenty dostarczone przez gauleitera Prus Wschodnich Ericha Kocha i zagrozili Hindenburgowi powołaniem komisji śledczej. Hitler pojechał do Neudeck. Na dodatek za plecami Hindenburga naziści na swoją stronę przeciągnęli jego ociężałego umysłowo syna. Poddany szantażowi Hindenburg uległ.
W sierpniu 1934 r. Hitler ponownie pojechał do Neudeck, bo pogorszył się stan zdrowia Hindenburga. Umierający miał jeszcze na tyle świadomości, że kazał wyrzucić kanclerza za drzwi. Hitler się tym nie przejął. Przenocował w pobliskim majątku rodu von Dohna (odmówił noclegu w sypialni, gdzie Napoleon spędzał upojne chwile z panią Walewską). Dzień później Hindenburg nie żył, a Hitler, łamiąc ostatnią wolę zmarłego (chciał spocząć na terenie własnej posiadłości) urządził mu pogrzeb w mauzoleum w Tannenbergu, nieopodal dzisiejszego Olsztynka. Miejsce to stało się nazistowską świątynią odwiedzaną przez miliony Niemców. W 1944 r. w obawie przed nacierającymi Sowietami ciało Hindenburga ekshumowano i przewieziono w pośpiechu w głąb Rzeszy. Mauzoleum wysadzono w powietrze - dziś można oglądać szczątki ruin. Podobny los spotkał pałac w Ogrodzieńcu, choć stoją tam jeszcze zabudowania folwarczne. Historia nie lepiej obeszła się też z pałacem von Dohnów, gdzie nocowali Napoleon i Hitler.

Brunatny Breslau
Pomniki nazistowskiej przeszłości w Austrii i Niemczech w większości uległy zagładzie. Wiele z nich pozostało we Wrocławiu. Mało kto wie, że w latach 30. Breslau po Monachium i Berlinie był najbardziej brunatnym miastem III Rzeszy. Świadectwa tamtej przeszłości istnieją do dziś. Najciekawszym pod tym względem miejscem jest plac Wolności, który do 1933 r. był znany jako plac Zamkowy (od znajdującego się przy nim Zamku Królewskiego). W 1933 r., zgodnie z nową modą, otrzymał on miano Adolf Hitler Platz. Nieopodal znajduje się ulubiony hotel fuehrera - Monopol (wiele lat później Andrzej Wajda nakręcił tam jedną z najsłynniejszych scen w polskim kinie, gdy Zbigniew Cybulski podpala kieliszki ze spirytusem).
Na Adolf Hitler Platz odbywały się nazistowskie wiece, palono tam książki, stamtąd ruszyły również bojówki SA, by w "kryształową noc" zniszczyć jedną z najpiękniejszych synagog w Rzeszy. Na południowym krańcu placu, za fosą, w stanie niemal nienaruszonym zachował się olbrzymi kompleks, gdzie znajdowały się siedziby gestapo, policji i sądu oraz więzienie. To właśnie tam rozegrał się ostatni akt "nocy długich noży", czyli rozprawa Hitlera ze Sturmabteilungen (SA) Ernsta Roehma. Szefem wrocławskich szturmowców był jeden z najbardziej zaufanych ludzi Roehma Edmund Heines. Tak jak jego przełożony był zdeklarowanym homoseksualistą. Kiedy Hitler wpadł do hotelu pod Monachium, gdzie po pijackiej orgii spali przedstawiciele dowództwa SA, jedynie Heines, którego przyłapano w łóżku z chłopcem, usiłował stawiać opór. Niebawem został rozstrzelany. Podobny los spotkał we Wrocławiu wielu jego towarzyszy, w tym kilku jego kochanków. Sprawa ta była przez długi czas dla nazistowskiej propagandy dowodem na moralną zgniliznę w szeregach SA.
Skandalem związanym z Breslau jest sprawa Erharda Milcha. Dowodził on siłami powietrznymi, kiedy Hermann Goering pogrążył się w nałogu morfinizmu. Milch był ceniony przez Hitlera. Do czasu, kiedy na jego biurku wylądowały fotografie nagrobka ojca Erharda Milcha: grobowiec stał na wrocławskim cmentarzu żydowskim (przy dzisiejszej ulicy Sudeckiej; stoi tam do dziś). Milcha uratowała matka, zaświadczając, że syn nie jest dzieckiem swojego ojca, lecz owocem romansu z aryjczykiem. Po tej aferze, kiedy ktoś usiłował przypomnieć o domniemanym pochodzeniu Milcha, Hitler warknął w bawarskim dialekcie: "Wer Jud ist stimme I" ("Ja decyduję, kto jest Żydem"). Poza grobem ojca czy też ojczyma Milcha do dziś zachowały się pozostałości jego posiadłości w Suchym Dworze nieopodal Wrocławia.
Do ulubionych budowli Hitlera należała Hala Ludowa w Breslau, zwana wówczas Halą Stulecia. Wzniesiona została przez Maksa Berga na pamiątkę stulecia bitwy narodów pod Lipskiem. Była to wtedy największa konstrukcja kopułowa na świecie. Hitler pod jej wrażeniem postanowił wznieść w Berlinie Kuppelhalle, której zaprojektowanie powierzył Albertowi Speerowi. Pomysłu nie zrealizowano. Wrocławska hala jest obecnie najlepiej zachowanym, największym miejscem nazistowskich wieców pod dachem. Z kolei wrocławski Stadion Olimpijski jest obok berlińskiego oraz tzw. Parteiglende w Norymberdze jednym z trzech zachowanych obiektów tego typu.


Ameryka Hitlera
Tym, czym dla prezydenta USA jest Air Force One, tym dla Hitlera był Fuehrersonderzug, czyli specjalny pociąg wodza III Rzeszy. W swoją dziewiczą podróż wyruszył on we wrześniu 1939 r. podczas napaści na Polskę. Hitler ze względu na łączność przedkładał pociąg nad nad samoloty. Przy prowadzeniu blitzkriegu o postępach decydowało przede wszystkim skoordynowanie działań wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a do tego potrzebne było błyskawiczne przesyłanie wiadomości. Pod tym względem Sonderzug dawał o wiele większe możliwości niż samolot. Pociąg Hitlera, znany pod kodowymi nazwami: "F" (od słowa "Fuehrer"), "Ameryka" (ta nazwa pochodzi nie od USA, ale od maleńkiej miejscowości we Francji, gdzie Hitler stacjonował w czasie I wojny światowej) i "Brandenburg" był wówczas cudem techniki. Na każdej stacji można go było podłączyć do kolejowej sieci telekomunikacyjnej, między stacjami korzystano zaś z radiostacji. Na przedzie i na końcu znajdowały się wagony z działkami przeciwlotniczymi. Nigdy nie zostały one użyte, bo pociąg był chroniony przede wszystkim ścisłą tajemnicą. Rozkład jazdy planowano w taki sposób, by nie zakłócał normalnego ruchu. O przejeździe pociągu pod specjalnym nadzorem kolejarze dowiadywali się w ostatniej chwili, przy tym nigdy nie było wiadomo, kto podróżuje.
Pierwszym przystankiem Hitlera podczas kampanii w Polsce był Bad Polzin (Połczyn Zdrój). Wkrótce zbudowano tam jeden z największych ośrodków Lebensbornu, który, według idei Himmlera, miał służyć hodowli nadludzi, spłodzonych przez SS-manów z wyselekcjonowanymi Niemkami. Drugim postojem Hitlera był poligon Gross Born (Borne-Sulinowo), gdzie Heinz Guderian ćwiczył swoje pancerne zagony przed inwazją na Polskę. Dziś w Bornem-Sulinowie można oglądać bocznicę, na której stała salonka Hitlera. Po wojnie pociąg był (pozbawiony opancerzenia i uzbrojenia) używany przez kanclerza Konrada Adenauera, potem trafił na złom.

Szlakiem głównych kwater
Spośród miejsc związanych z Hitlerem najbardziej interesujące są jego tzw. FHQ (kwatery główne Hitlera), z najważniejszą z nich - Wilczym Szańcem. Innym takim miejscem jest Anlage Sued, czyli kompleks wzniesiony na Rzeszowszczyźnie między wsiami Cieszyna a Stępina. Anlage Sued przeszedł do historii jako miejsce szczytu z udziałem Hitlera i Mussoliniego (w sierpniu 1941 r.). Obaj dyktatorzy omawiali rolę wojsk włoskich w kampanii przeciwko ZSRR i stąd wyruszyli na inspekcję frontu nieopodal Humania na Ukrainie.
Status FHQ miała także Anlage Mitte, czyli kompleks w Konewce nieopodal Spały na Mazowszu. Podobnie jak na Rzeszowszczyźnie zachował się tam bunkier, w którym ukrywano specjalny pociąg Hitlera (brak świadectw, że Hitler tam przebywał).
Największą FHQ wzniesiono pod koniec wojny nieopodal Walimia na Dolnym Śląsku (nazywała się Riese, czyli olbrzym). "Na budowę schronów w Kętrzynie wydano 36 mln RM [marek], na schrony w Pullach koło Monachium, które zapewniały bezpieczeństwo Hitlerowi w czasie jego pobytów w Monachium - 13 mln RM, na zespół schronów Riese koło Bad Charlottenbrunn (Jedlina Zdrój) - 150 mln RM. Do wykonania tych budów potrzeba było, według mojego pisma, 257 tys. m3 betonu zbrojonego stalą (łącznie z niewielką ilością zwykłego muru), 213 tys. m3 tuneli, 58 km dróg z 6 mostami, 100 km rurociągów. Tylko na "Riese" zużyto więcej betonu niż w 1944 r. przyznano dla całej ludności na budowę schronów" - notował Albert Speer. To miejsce do dziś rozpala wyobraźnię: podobno przechowywano tam najsłynniejsze skarby III Rzeszy. Kompleks jest tylko częściowo udostępniony zwiedzającym.
Umocnieniem, które nie miało statusu FHQ, jest położona na Mazurach kwatera główna wojsk lądowych (OKH) w Maurwald (dzisiejszych Mamerkach). To obiekt ciekawszy od nieodległego Wilczego Szańca, gdyż tylko część została wysadzona w powietrze. Można tu obejrzeć bunkier, który jest dokładną kopią bunkra Hitlera z Wilczego Szańca.
Na Mazurach siedzibę miał nie tylko Hitler, ale i szef MSZ Joachim von Ribbentrop, który zagrabił junkierski majątek w Sztynorcie. Na terenie Polski, przy granicy z obwodem kaliningradzkim, znajduje się też część posiadłości myśliwskiej Goeringa, czyli Reichsjagdhof Rominten - dwór myśliwski Rzeszy w Puszczy Rominckiej.

Szlak zbrodni
Przewodnik po śladach III Rzeszy w Polsce nie może się obejść bez miejsc związanych ze zbrodniami. O Auschwitz słyszano na całym świecie. Mało kto wie natomiast o takich miejscach jak hotel Grand w Sopocie. Być może jego znaczenie jest nawet większe niż willi w Wannsee, gdzie odbyła się konferencja, która zadecydowała o tzw. ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. W konferencji w Wannsse nie brał udziału Hitler. Jedynym znanym pisemnym poleceniem mordowania jest list Hitlera do naczelnego lekarza Rzeszy, napisany właśnie w Sopocie, w hotelu Casino (dziś Grand). Hitler zrobił sobie tam przystanek podczas inwazji na Polskę. W przerwie między kolacjami w towarzystwie reżyserki Leni Riefenstahl, na osobistym papierze listowym wydał rozkaz pozwalający mordowanie psychicznie chorych. Antydatował ten dokument na dzień rozpoczęcia wojny.
Ze zbrodniami na masową skalę związane jest też miejsce w Alejach Ujazdowskich w Warszawie - dokładnie naprzeciwko dzisiejszej ambasady Serbii. Tam w październiku 1939 r. stała trybuna Hitlera podczas jedynej przyjętej przez niego defilady zwycięstwa w podbitym kraju. W budynku zajmowanym przez ambasadę Serbii w czasie wojny urzędowali kaci Warszawy: Juergen Stropp i Franz Kutschera. Przy remoncie budynku pracował Władysław Szpilman, czyli pianista z filmu Romana Polańskiego, doprowadzany do pracy z getta.
Z kolei w poznańskim zamku Himmler wygłosił słynne przemówienie do dowódców SS. "Jest mi zupełnie obojętne, jaki los czeka Rosjan czy Polaków. Co w tych narodach jest dobrej krwi naszej rasy, to sobie zabierzemy, rabując im, jeśli będzie trzeba, ich dzieci i wychowując je u nas. Czy inne narody żyją w dobrobycie, czy też zdychają z głodu, obchodzi mnie tylko o tyle, o ile potrzebujemy ich jako niewolników dla rozwoju naszej kultury" - mówił reichsfuehrer. Wybierając się na wycieczkę śladami przeszłości, nie wolno zapomnieć tych słów.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2005
Więcej możesz przeczytać w 26/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0