Gorycz porażki

Gorycz porażki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mistrzostwa toczą się pełną parą, a my będziemy jeszcze długo przeżywać nasz dramatyczny mecz z Niemcami.
W sposób oczywisty zacznę od meczu, który nas najbardziej emocjonował, czyli niebywale dramatycznego meczu Niemcy – Polska. Mieszane uczucia ma każdy obserwator tego spotkania. Z jednej strony ogromne brawa dla polskich piłkarzy, którzy tym razem zostawili na boisku zdrowie, wypluli płuca, gryźli trawę. Pokazali heroiczną wręcz postawę, ogromną ambicję, ale także mądrą, zorganizowaną grę przez prawie 90 minut. Dla mnie ten mecz przegrał niestety Paweł Janas. Powinien dokonać zmian wcześniej i reagować w sposób bardziej elastyczny, przenikliwy na to, co się dzieje na boisku. Wiadomo, że jeżeli zawodnicy zbierają żółte kartki, zwłaszcza defensywni pomocnicy, których rola jest niewdzięczna, bo to oni mają powstrzymywać w środku pola rozpędzonych przeciwników, to istnieje groźba kolejnego faulu. W tak trudnym położeniu zawodnika obarczonego żółtą kartką raczej się zmienia. Sobolewski, który żółtą kartkę na koncie już miał, powinien zostać zmieniony w porę. Janas czekał ze zmianami zbyt długo. Przez to ponad 15 minut musieliśmy grać w osłabieniu. A grać w 10 przeciw 11 Niemcom, to jest przeraźliwe osłabienie. Trzeba było tych zmian dokonać zatem wcześniej. I tu jest błąd Janasa, człowieka, który nie reaguje na to, co się dzieje, który śpi na ławce, który zagryza zęby, który się denerwuje, któremu możemy współczuć, ale który jednak jest odpowiedzialny za to , żeby ustawić dobrze ekipę.

Myślę, że to iż polscy piłkarze grali tak znakomicie, z sercem, z takim oddaniem, to jest przede wszystkim ich zasługa. Wspaniale zagrał Boruc, który za swoją nonszalancję zapłacił żółtą kartką. Zbyt długo zabierał się do rozpoczęcia gry. Jednak bronił jak młody bóg, w sposób zupełnie fantastyczny. Bardzo dobrze grał wprowadzony zamiast Jopa stoper Bosacki. O klasę lepiej zagrali boczni obrońcy, zarówno Baszczyński, jak i Żewłakow. Absolutnym odkryciem polskiej drużyny był Ireneusz Jeleń. On już pokazał próbkę umiejętności w pierwszym meczu z Ekwadorem. Tutaj zagrał znakomitą partię. Szarpał, uciekał, strzelał... Tak samo na dobrym, solidnym poziomie zagrał Euzebiusz Smolarek. Ponownie odznaczył się ogromną walecznością i sercem do gry. Nawet jeśli niektóre zagrania nie wychodziły, to był on pewnym punktem zespołu. Zawiedli jak zwykle Żurawski i Krzynówek, dobrze, że nie grał Szymkowiak, który niczego by pewnie nie wniósł do tej drużyny.

Ogromna szkoda, bo była szansa na remis z gospodarzami, z trzykrotnym mistrzem świata i wtedy z zupełnie innym nastawieniem przystępowałoby się do spotkania z Kostaryką. Jest jeszcze cień szansy, ale jest to cień blady, majaczący zaledwie gdzieś tam w oddali.

Słowo o Niemcach. No to są właśnie Niemcy. Oni grają do końca. Nie rozegrali wielkiego meczu. Mieli z nami ogromne problemy. Bohater pierwszego spotkania Schweinsteiger był cieniem zawodnika sprzed kilku dni. Ballack – niezły, ale nie pokazał wielkiej klasy. Wspaniale szarpał lewy obrońca Lahm – bohater pierwszego meczu z Kostaryką, no i ten wiecznie młody weteran Neuville, który cztery lata temu też przesądzał o wynikach spotkań. I tym razem niestety tego dokonał.

Wielka szkoda, ale przynajmniej nie musieliśmy się wstydzić, za naszych piłkarzy. Powiem więcej, właściwe przez cały czas mogliśmy być z nich dumni.

To oczywiście nas najbardziej pasjonowało, o tym myślimy, to będziemy jeszcze długo przeżywać, aczkolwiek na dnie tej boleści jest majaczący ognik lekkiej satysfakcji, że pokazaliśmy hart ducha.

Krótko o pozostałych meczach, które z polskiego punktu widzenia stały oczywiście w cieniu batalii z Niemcami.

Najpierw o spotkaniu drużyn Tunezji i Arabii Saudyjskiej. Tu jednak o wiele bardziej dojrzałą ekipą była Tunezja. Jaziri czy Trabelsi to są piłkarze dużej klasy. Nieprzypadkowo występują w dobrych klubach europejskich. Nie tylko oni zresztą. Arabia Saudyjska to jest zespół dobrze wyszkolony technicznie, prowadzony przez trenera brazylijskiego. Właściwie mają wszystkie niezbędne elementy do uprawiania piłki na wysokim poziomie. Ale to jest kraj w sensie futbolowym zamknięty. Tam żaden z czołowych piłkarzy nie może rozwijać swoich umiejętności poza Arabią Saudyjską i to niewątpliwie też ogranicza niemałe możliwości tej drużyny.

To jednak nie byli faworyci tej grupy. Ci zmierzyli się w meczu bardzo ekscytującym Hiszpania – Ukraina. Tutaj absolutny triumf odniosła Hiszpania wygrywając 4:0. Ukraina nie była godnym partnerem. Zawiódł kompletnie Szewczenko, którego występ stał pod znakiem zapytania. Hiszpania pokazała ogromny rozmach, wspaniałą technikę, co nie było zaskoczeniem oraz świetne akcje zespołowe. Rewelacyjnie zagrał w obronie Carles Puyol – prawdziwa opoka tej formacji, ale nie tylko tej. Był liderem całego zespołu. W środku rządził znakomicie jego kolega klubowy z Barcelony – Xavi. Miał wsparcie w Markosie Sennie. Ogromne atuty zgromadziła Hiszpania w ataku. Dwaj napastnicy Fernando Torres – cudowne dziecko hiszpańskiej piłki i David Villa - świetny egzekutor, bardzo ofensywny, dynamiczny napastnik, to są zagrożenia dla każdej obrony.

Hiszpania mistrzostwa w mistrzostwa, sezon w sezon, dziesięciolecie w dziesięciolecie, ma zawsze znakomitych piłkarzy, wirtuozów piłki. Technicznie nie ustępuje właściwie Brazylijczykom ani Argentyńczykom. Natomiast coś z tym zespołem jest, że się w pewnym momencie załamuje. Brakuje pewności siebie. Hiszpania gra nerwowo, nie wytrzymuje napięcia psychicznego, nie potrafi sobie poradzić z problemem, który do tej pory jest nieodgadniony. Czy tak będzie również w tych mistrzostwach – to jest pytanie. Na razie Hiszpania jak to nieraz bywało pokazała klasę, zademonstrowała to co Hiszpanie określają jako „furia Espanola” czyli hiszpańska furia, która zmiotła zupełnie Ukrainę. Hiszpania jest absolutnie pewnym zespołem do wyjścia z grupy. Zobaczymy, jak rozbita i upokorzona Ukraina odnajdzie się i czy się odnajdzie w meczach z krajami afrykańskimi.

Czytaj też:
Cztery gole Hiszpanów
Remis w Monachium
Przegraliśmy z Niemcami

Czytaj także

Czytaj także