Uroki bezkrólewia

Uroki bezkrólewia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polska nie oferuje wprawdzie tylu uciech, co Tajlandia, ale nie jest znowu jakimś rozrywkowym zadupiem.
Vaclav Havel powiedział w Krakowie, że w Polsce powinny się odbyć jak najszybciej wolne wybory pod nadzorem międzynarodowych obserwatorów z UE, OBWE i innych organizacji. Były prezydent Czech przyjechał do Krakowa promować swój tom wspomnień „Tylko krótko, proszę”, opublikowany niedawno przez wydawnictwo Znak.

Książka jest nierówna stylistycznie. O ile wywiad-rzeka, którego Havel udzielił Karelowi Hvížďale, to stereotypowy portret męża stanu, o tyle korespondencja prezydenta z jego najbliższymi współpracownikami skrzy się dyskretnym humorem. Zwłaszcza fragmenty dotyczące podróży zagranicznych przekonują, że duch dobrego wojaka Szwejka nadal sieje spustoszenie w czeskiej dyplomacji.

W 1994 r. po powrocie z oficjalnej wizyty w Tajlandii Havel pisze w notatce służbowej: „Jak wszyscy wiecie, jestem człowiekiem lubiącym knajpy, którego wszystko ciekawi i nic nie szokuje. Dlatego kiedy szedłem tą sławną avenue w Bangkoku, którą wszyscy znacie, to bolało mnie serce, kiedy mijałem erotyczne uliczki. Jakże bardzo chciałem raz w życiu je obejrzeć! Wiedziałem jednak, że jestem gościem króla, który jest informowany o każdym moim kroku, i że po prostu nie mogę sobie na to pozwolić. Dlaczego jednak o tym mówię? Nie uważam za szczęśliwy pomysłu, że niemal cała delegacja, z ministrem finansów na czele, odwiedziła wspomniane przybytki […] i że w dodatku dała się tam sfotografować. […] Nie wiem, co o tym myśli król Tajlandii”.

Jeden cytat i wszystko jasne! Kiedy Havel był prezydentem, nie wypadało mu korzystać z atrakcji turystycznych w odległych zakątkach świata. Ma jednak nadzieję, że odbije to sobie jako obserwator z UE w sąsiednim kraju. Polska nie oferuje wprawdzie tylu uciech, co Tajlandia, ale nie jest znowu jakimś rozrywkowym zadupiem. Wiedzą coś o tym młodzi Brytyjczycy, którzy masowo odwiedzają ostatnio nocne kluby Krakowa.

Wizyta nad Wisłą akurat w okresie wyborów ma dodatkowy walor: nie trzeba się zastanawiać, co powie na nasz temat lokalny król czy inny premier. Prezydentowi odwiedzającemu ościenne państwo w warunkach stabilizacji politycznej wolno niewiele. Obserwator goszczący tam w czasie bezkrólewia może wszystko. I jeszcze dietę dostanie.

Czytaj także

Czytaj także