Rus, Lech i Czech, a nawet Adam, czyli bombardowanie miłością Orła Kaukazu

Rus, Lech i Czech, a nawet Adam, czyli bombardowanie miłością Orła Kaukazu

Od kilkunastu dni Organ Michnika we włazidupstwie wobec prezydenta przebija Rzepę i Gazpolkę razem wzięte. Tomasz Sakiewicz, Bronisław Wildsztein, Rafał Ziemkiewicz, Piotr Semka powinni szukać sobie nowego zajęcia.
Najpierw do akacji ruszył Mirosław Czech, człowiek do zadań specjalnych, który kwiecistą retoryką przebił najgorliwszych apologetów.

"Gwiezdny czas prezydenta" – w artykule na dwie kolumny pod takim tytułem pisał o akcji Lecha Kaczyńskiego w Gruzji Czech.
Oto prezydent okazuje się, jest wielkim patriotą, wywalczył dla Polski należne jej miejsce w Europie, zwyciężyła jego koncepcja twardego stawiania naszych racji narodowych!!! "Zdobywa przepustkę do wielkości".
Ba, znalazły się nawet pochwały drugiego wielkiego geostratega – Jarosława!

To nie koniec. Kilka dni temu Czech własną piersią bronił Lecha Kaczyńskiego przed atakami, że w polityce zagranicznej jest zbyt aktywny i samodzielny! "O samodzielność i podmiotowość prezydenta w sprawach zagranicznych wprost zadbali twórcy konstytucji. (…) Konstytucyjnym obowiązkiem prezydenta jest stanie na straży bezpieczeństwa państwa." Itd. itp.

Dotychczas zadanie specjalne Czecha polegało na demaskowaniu Kaczyńskich, ostrzeganiu przed Kaczyńskimi i szydzeniu z Kaczyńskich. A już najbardziej za to, że są zaściankowo patriotyczni, mało europejscy i psują nasze relacje z Europą a szczególnie z odwiecznymi naszymi przyjaciółmi jakimi niewątpliwie są Niemcy.

Ale co tam Czech...


Do akcji ruszył sam Największy z Żyjących Autorytetów.

"Niesłychanie wysoko oceniam podróż prezydenta Kaczyńskiego do Tbilisi. Pierwszy raz poczułem się dumny z tego, że prezydent mojego państwa w tak godny sposób, a zarazem tak zgodny z polskim i moim wyobrażeniem etosu wolności, honoru, tradycji historycznej i rozumu politycznego dał temu wyraz w Gruzji."

Tak, to sam Adam Michnik!
Oto nareszcie prezydent zachował się zgodnie nie tylko z polskim ale, co niewątpliwie istotniejsze - z Michnika wyobrażeniem.
A wszystko to dzięki jednemu show w Tbilisi.

Owszem, Michnik temat zna, bo bywał i on w Tbilisi. Po co? Raz był, by ratować jedną z telewizji przed siepaczami Saakaszwilego! Bywał jednak częściej, do czego sam się przyznał ale szczegółów nie raczył ujawnić. Ciekawe, co główny architekt naszej polityki zagranicznej (bo św. pamięci prof. był już od dawna tylko marionetką) tam knuł?

Przypomnijmy jednak, co pisał ten sam Michnik na koniec ub. roku w artykule pod subtelnym tytułem "Mowa pogrzebowa nad grobem IV Rzeczpospolitej".
Główna myśl była równie subtelna: Polskę od strasznej Rosji Putina niewiele już dzieliło. Na szczęście jednak ten straszny PiS, czyli Kaczyńscy, wybory przegrał.
Wielki Demaskator ironizował "IV RP, mówiono nam, obroni nas od złowrogich działań Rosji i Niemiec".
Piętnował "Polityka historyczna rozgrzewała fobie antyniemieckie i antyrosyjskie".
Celnie zauważał, że Kaczyńscy stali za „kampaniami nienawiści”.
Szydził, że groziło nam "państwo wodzowskie, w którym rządzą ludzie o kompetencjach kucharek."
Wyrażał na koniec radość, że na szczęście "przegrał polski wariant putynizmu", gdyż Polacy mieli "dość życia w państwie podejrzliwości i strachu (…) gdzie rządzi nieomylny wódz."

Czy skądś podobne wolty znamy?
Ależ tak - jak trzeba było, to Wałęsa był w porządku, potem był bardzo brzydki (zamachiwał się na demokrację, a już najbardziej na ludzi rozumnych), a ostatnio jest wręcz ulubionym bohaterem Organu Michnika.
Cztery nogi dobre, dwie złe. A potem na odwrót. I jeszcze raz z powrotem.

Swoją drogą, różni specjaliści od demaskowania Michnika jakoś wobec tak zdumiewającej wolty nabrali wody w usta.


Michnikowi tak to się napisało

Tymczasem za wyjaśnianie tej szokującej historii zabrał się inny autor z tegoż dziennika, Leopold Ungier. Oto, jak ujawnia, liczne osoby pytały go (no ja myślę, trzeba było poczytać głosy internautów pod tym artykułem, miodzio!) czemu Michnik napisał, to co napisał.
No to Ungier spytał zainteresowanego. Pisze, że usłyszał mniej więcej, że Michnikowi tak ot sobie to się napisało.

Ponieważ jednak zbyt cenimy umysłowość Michnika, jego zdolność do rozgrywania różnych skomplikowanych gier i gierek, toteż nie dajemy wiary, że mu się tak ot samo napisało.
Nie dajemy też wiary różnym Antkom Emigrantom, że wreszcie i do Michnika dotarła prawda o wielkości Prezydenta Nowego Tysiąclecia.

Raczej obstawiamy, że może to skutek kopnięcia w dupę Macierewicza i decyzji niepublikowania legendarnego już aneksu do raportu na temat WSI?
Czyżby Nieustraszony Pogromca Komuny i jej Agentów kręcił w tej sprawie jakieś polityczne z Największym Obrońcą Standardów?

Jednak intuicja podpowiada mi, że tu jeszcze o coś innego idzie gra.

W każdym razie w tymże demaskatorskim wobec Kaczorów artykule (dziś już jakże historycznym) Wielki Moralizator cytuje Miłosza.

„Z małego nasienia prawdy wyprowadzaj roślinę kłamstwa,
Nie naśladuj tych, co kłamią, lekceważą rzeczywistość,
Niech kłamstwo logiczniejsze będzie od wydarzeń,
Aby znużeni wędrówką znaleźli w nim ukojenie”.

Piękny cytat.
Ciekawe więc, co naprawdę znaczą syrenie śpiewy Michnika i jego specjalistów od robienia wody z mózgu i co naprawdę kryje się za pochwałami akcji Kaukaskiego Orła. W każdym razie, jak ostrzega Poeta, nie dajmy się ukoić.


Słuszna i niesłuszna walka z terroryzmem,
który na dodatek w jednym wypadku jest prowokacją, o czym wiadomo z niezależnych źródeł

Oto przyczynek do mojego poprzedniego wpisu (a i do artykułu Skwiecińskiego, do którego się odwołałem) - o polskiej rusofobii, wynikającej z naszych kompleksów.
Rzepa w ub. sobotę zamieściła artykuł pt. „W Dagestanie mogło dojść do powtórki z Biesłanu”.
To sensacyjna wiadomość, choć wcale nie oznacza, że trafiła na pierwszą stronę. Niemniej chwała Rzepie, że i tak ją zamieściła.
Oczywiście wymowa tej wiadomości została zrównoważona przez powołanie się na jakiegoś „niezależnego specjalistę”: wszystko to nieprawda – żadna grupa terrorystów nie została zlikwidowana. Ba, w domyśle, pewnie to kolejne kłamstwo Moskwy albo nawet prowokacja.
Przesadzam? Oto co napisano w tymże artykule, przypominając wydarzenia w Biesłanie.

"Dramat Biesłanu zaczął się 1 września 2004 r., gdy kilkudziesięciu terrorystów opanowało tamtejszą szkołę. Po kilku dniach oblężenia rosyjskie oddziały komandosów ruszyły do szturmu. Zginęły 323 osoby, w tym 156 dzieci. Organizacja Matek Biesłanu winę za tragedię obciążyła Kreml."

Jacy terroryści? Nie wiadomo. To, że byli to islamscy terroryści z Czeczeni redakcji nie przeszło przez gardło. To, że dzieci przez kilka dni przetrzymywane były w strasznych warunkach – też nie. Jasne jest natomiast, że komandosi byli rosyjscy i jak ruszyli do szturmu, to wówczas zginęli ludzie. To, że większość dzieci zginęła, bo terroryści zaczęli strzelać im w plecy, gdy te próbowały uciekać – ani słowa. No i puenta: matki oskarżają Kreml.
Zrozpaczone matki zawsze wzruszą. Matki oskarżają Kreml.
Owszem, należy rozumieć ich ból. Ale matki uważają, i takie ich matczyne prawo, że nie należało próbować odbić zakładników tylko pertraktować z terrorystami. Pewnie aż do spełnienia ich żądań.
Tyle, że świat przyjął zasadę, jedyną skuteczną, choć na krótką metę pewnie i nieraz brutalną – nie ustępować terrorystom.
Owszem, jest ona nieraz łamana przez różnych mięczaków, ale nasi twardziele za to ich krytykują. Przykładem szyderstwa, z jakimi spotkali się Hiszpanie, którzy zagłosowali na lewicę, zapowiadającą wycofanie się wojsk hiszpańskich z Iraku po ataku terrorystów islamskich na madryckie pociągi. Podobnie krytykuje się rząd w Madrycie za ustępstwa wobec terrorystów baskijskich.
W każdym razie zasada pozostaje niezmienna.
I tej zasady trzymali się Rosjanie. Również podczas akcji w teatrze na Dubrawce. To jest zresztą zasada wyznawana przez Busha i jego ekipę.

Akurat w tejże Rzepie jest polemika z Skwiecińskim Marii Przełomiec.
(Zresztą jest obok i druga, też autorki – miał Dmowski rację – polską politykę robią kobiety J)
Dla pani redaktor przykładem na barbarzyństwo Rosji jest właśnie akcja w teatrze na Dubrawce. Uważa ona, że należało "robić wszystko, co możliwe, dla ratowania ludzkiego życia".
Otóż niestety nie - z powodów jak wyżej. To zapewne wie autorka (no, chyba, że jest symboliczną blondynką), ale jak to miło i przy tej okazji walnąć w Ruska.

Niemniej, owszem, jestem przekonany, że podczas akcji Ruskie popełnili wiele błędów.
Przypomnę jednak, że po ataku na Nowy Jork i po akcji ratunkowej pojawiły się następujące oskarżenia:
- służby specjalne USA skandalicznie zlekceważyły wcześniejsze ostrzeżenia
- prezydent USA stracił zaraz po ataku głowę
- podczas akcji ratowniczej było wiele bałaganu
- pojawił się wręcz oskarżenia, że ratownicy rabowali zwłoki ofiar (!)
- cynicznie wykorzystywano tragedię do rozpalania nastrojów prorządowych.

Przykład – w USA opublikowano w mediach nagrania z rozmów telefonicznych osób, które za chwilę miały zginać, wołające o pomoc, żegnających się z najbliższymi itp. Nawet nasza radiowa „trójka” przypomniała je niedawno w rocznicę tragedii – chwilę po uciesznej reklamie leku na prostatę a przed informacjami o kolejnej groteskowej nawalance prezydent-premier pojawił się głos kobiety, która dramatycznie żegnała się z córką informując ją, że za chwilę zmuszona jest skoczyć w dół z XXXII piętra…

Czy to nie są standardy ruskie a może i gorsze?


Kali walczy z terroryzmem islamskim

Problem naszych rusofobów, którzy przy okazji są mocno antyislamscy, polega na tym, że za żadne skarby nie chcą przyznać, że Rosja jest obiektem nienawiści islamistów, czy nam się to podoba czy nie. Dla nich istnieją dwa szatany – chrześcijańska Ameryka i bezbożna Rosja.
Świetnie to wiedzą akurat Amerykanie.
Owszem, powiedzą mądrale, Rosja flirtuje z Iranem, z Syrią itp.
Tak, USA robią podobnie. Flirtują z Arabią Saudyjską (chociaż to z tego kraju idzie największa pomoc dla radykalnych islamistów na świecie, Bin Laden jest z Arabii S.! a akurat Iran nie wspiera terrorystów!)...

Ale z kolei w Afganistanie ochotników z innych krajów islamskich
walczących po stronie talibów ogólnie nazywa się Czeczenami. Niech mądrale zgadną: dlaczego?
Dla odmiany – terroryści w Czeczeni byli wspomagani nie tylko finansowo (Arabia Saudyjska!) ale przez wielu islamskich ochotników. I nie walczyli oni o wolność, demokrację oraz prawa człowieka przeciw okrutnej Rosji. Walczyli o ustanowienie na CAŁYM KAUKAZIE ISLAMSKIEGO KALIFATU.
Ale owe fakty słabo się u nas przebijały w mediach. Ale biada faktom…

A w ogóle proszę Pana Boga (choć pewnie nie mam najmniejszych szans na wysłuchanie, jako niekatolik) by nie zechciał wystawić nas na podobną próbę.
Jakoś nasz kraj ma rozmaite kłopoty nie tylko z łapaniem przestępców (gdzie zabójcy gen. Papały?)…
Ba, mamy nawet problem ze skoordynowaniem wysokości pociągów z wysokością tunelów, przez które miałyby jeździć…
Przy okazji pytam: kiedy wreszcie pojawią się światła na skrzyżowaniu koło mojego domu – właśnie wczoraj zdarzył się tam kolejny, chyba już z dwudziesty w tym roku wypadek!

Kilka lat temu w Pałacu Kultury zaaranżowano w celach ćwiczebnych atak terrorystów. Akcja odpowiednich służb dała mi, jako satyrykowi, wiele satysfakcji – burdel totalny, psująca się łączność, bałagan kompetencyjny...

Niestety nie można mieć, nadziei, że skutki burdelu po prawdziwym zamachu dotknęłyby wyłącznie naszych ulubieńców, zwanych żartobliwie klasą polityczną.


Jak Wildsztein całkiem już do końca zdemaskował ruskich oraz przy okazji ichnią agenturę

Bronisław Wildsztein, także w Rzepie niedawno napisał, że za terrorystami w Biesłanie no i innymi (a wie to z pewnych źródeł, bo niezależnych), stało KGB, a może nawet osobiście sam Putin.

Otóż, ja w tych niepewnych czasach nie śmiem cokolwiek mniemać lub nie mniemać więc nie odrzucam i takich oskarżeń. Tyle że, wzywam Wildszteina, by zechciał rozważyć hipotezę, że za zamachami na Nowy Jork stała klika neokonserwatystów albo i sam Izrael. Jak zechce poszukać, to choćby w Internecie znajdzie wiele na to dowodów i ekspertyz z niezależnych źródeł…

Przy okazji Wildsztein po raz kolejny ostrzegł przed agenturą ruską w naszym kraju. Agent Moskwy lub członek partii Rosji to ktoś, kto ośmiela się mieć bardziej zrównoważone niż on spojrzenie na relacje polsko-rosyjskie.
To wdzięczny temat na dłuższe rozważania. W każdym razie, akurat Wildsztein, przy swojej, że tak powiem, mocno bujnej i pokrętnej biografii, nie powinien używać tego pałkarskiego argumentu. Dość może będzie przypomnieć, że wobec niego, tego typu argumenty był już używane – najpierw w latach siedemdziesiątych, gdy komunistyczna propaganda oskarżała jego i jego środowisko o zachodnią agenturalność, a z kolei całkiem niedawno środowiska narodowe o lewackie korzenie, żydowskie pochodzenie i prosyjonistyczne sympatie. Czy to nie Talmud mówi: kto mieczem wojuje…


Na koniec postskrypty.

PS 1.
Kilka słów co do skutków, jaki przyniosła zadyma naszego ulubionego Miszki, co to, naiwniaczek, dał się podpuścić Ruskim w szlachetnym porywie przywołania do porządku jakiegoś tam narodku przy pomocy bombardowania jego śpiącej stolicy. Z pozycji rusofila oczywiście a nawet agenta.
Już jest jasne, że Gruzja nie ma szans na wejście do NATO.
Opozycja bierze się na serio za Miszkę. Przy okazji strażnicy tzw. standardów demokratycznych z USA i UE dostrzegli, że Miszka mało owe standardy przestrzegał. U nas jeszcze tego nie dostrzegli - jeszcze nie było wytycznych.
Znacznie zmalały szanse Ukrainy na członkostwo w NATO (która, to zapewne także długie ręce Moskwy, sama je sobie na dodatek znacznie zmniejsza).
Z kolei Rosja podejmuje wyzwanie i staje do wyścigu zbrojeń.
Jeśli ktoś sądzi, że powtórzy się sytuacja jak za Reagana, to może się przeliczyć. To USA wchodzą w okres poważnego kryzysu. Historia się powtarza, ale często jako groteska…

PS. 2
Zmienia się polityka wobec Białorusi. Nareszcie. Błazeński Ueorgan Ludu pisał o tym już dawno, zauważając, że Łukaszenka buja się między Moskwą a Zachodem (wysyłając wobec Polski różne sygnały).
Niestety, standardy polityki zagranicznej w naszym kraju określa Organ Michnika nie Ueorgan Ludu, a ten nakazał, że Łukaszenka zostanie obalony w trakcie kolejnej "kolorowej rewolucji". Niestety ichnia, mocno nadymana przez nas opozycja, okazała się zbyt groteskowa a i Związek Polaków pod kierownictwem Andżeliki Borys, choć chwacko jak raz wspierany przez nacjonalistów z Organu Michnika, też okazał się nie dość zdeterminowany.
(Istnieje też, po rozłamie, inny Związek Polaków ale on został zakwalifikowany przez nacjonalistów z OM jako antypolski, bo nie antyłukaszenkowski, więc go w naszych mediach nie ma).
Owi nacjonaliści (a już szczególnie Wacław Radziwinowicz, jak przystało na nacjonalistę mocno antyrosyjski) aktualnie stają oto w obronie Andżeliki Borys, którą chcą wyeliminować z gry Sikorski wspólnie z Łukaszenką a jej Związek połączyć z tym, którego nie ma.
Jak widać, strasznie radykalni są ci nacjonaliści z OM, choć nie wiedzieć czemu, jakoś nie stają w obronie Polaków na Litwie i na Ukrainie (gdzie ich sytuacja po tzw. Pomarańczowej Rewolucji pogorszyła się!).

PS. 3
Odpowiedź Rosjaninowi.
Pod moim uprzednim wpisem zechciał się pojawić autor, przestawiający się jako Rosjanin. Ponieważ poruszył kilka istotnych tematów, odpowiedź zostawiam sobie do następnego razu, gdyż będzie dość obszerna. W każdym razie: są tam tezy, z którymi wypada się zgodzić, są takie, które wymagają dyskusji ale i takie, na które zdecydowanie zgody nie ma.


PS. 4
Jest kolejna awantura w gronie przywódców naszego strategicznego geomocarstwa. Oto Radek (dla przyjaciół Radosław) Sikorski wypaplał, co mu Kaukaski Orzeł do ucha gadał w jakieś klatce.
Czy można by spowodować, by nasi, pożal się Boże, politycy, mogli być obwożeni w owej klatce po kraju? Byłby z nich wreszcie jakiś pożytek.

Czytaj także

Czytaj także