... i złodzieje

... i złodzieje

Dodano: 
Chciałoby się zacytować tytuł filmu "Filantropi i złodzieje", pisząc o napadzie na bank w Parlamencie Europejskim. Tylko, że gdzie znaleźć filantropów?
Czasami żałuję, że nie jestem reżyserem (aczkolwiek póki my żyjemy wszystko może się zdarzyć). Z obserwowanych wydarzeń nakręciłabym surrealistyczną czarną komedię w stylistyce między Monty Phytonem a Almodovarem. Bo na przykład zagadkowe samobójstwo (?) Slobodana Miloszevicia w haskim areszcie a wcześniej wielomiesięczny sądowy show byłego prezydenta byłyby niezłym pomysłem. Jeszcze lepsza jest scena aresztowania Radovana Karadżicia ucharakteryzowanego na egzotycznego uzdrowiciela, w autobusie miejskim w Belgradzie. No a teraz napad na bank, mieszczący się w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Napadu dokonał ponoć przebrany za kobietę mężczyzna, uzbrojony w pistolet. W internecie natychmiast pojawiły się sugestie, iż był to pewien polski poseł, któremu PE pomylił się z obradami PiS a wibrator z pistoletem. Mogła być to Tootsie czy też niezapomniana Marysia Zawartość Cukru w Cukrze z "Poszukiwanego, poszukiwanej".
Ale, żarty na bok. Fakt, że złodziej dostał się do parlamentu, zwłaszcza jeśli faktycznie posiadał broń, jest zdumiewający. Przecież przy każdym wejściu są ochroniarze, jest bramka przez którą się przechodzi i nakaz posiadania przepustki. A jednak zdarza się, że przemycają się złodzieje. Wiem, bo sama ponad dwa lata temu zostałam okradziona w salach prasowych PE. Moja wina, bo wychodząc do drukarki, zostawiłam torebkę na krześle. Gdy wróciłam, torebka była, portfel był, ale już pieniędzy w środku nie było. Nie było też pana, który siedział na sąsiednim krześle. Pana udało mi się dogonić na korytarzu i - pewnie zaskoczony moją bezpośredniością - oddał mi ukradzione pieniądze (wbrew pozorom nie noszę na codzień broni, po prostu kazałam panu oddać moje pieniądze). Potrzebował pieniędzy, wyznał. Cóż, szkoda, że moich. Następnych kilka godzin spędziłam w biurach ochrony Parlamentu, oglądając zdjęcia z kamer umieszczonych w budynku. I skonstatowałam wówczas, że kamery owszem są, ale z reguły tak inteligentnie rozlokowane, że pokazują tył głowy ludzi...Swoją drogą "mój" złodziej miał dziwną przepustkę, bez zdjęcia i bez nazwiska. Ktoś go jednak do budynku wpuścił.
I w tym momencie żarty całkowicie się kończą. Bo jeżeli jednemu, drugiemu złodziejowi udało się wejść i wyjść bez problemów a nawet obrobić kasę, to znaczy, że następnym razem do budynku będzie mógł wejść jakiś nożownik na przykład. A takich w Belgii wszak nie brakuje. Albo więc trzeba skończyć z fikcją i przestać udawać, że istnieje autentyczna ochrona albo zastanowić się nad uszczelnieniem systemu. Oby jednak ochrona PE nie brała przykładu z obsługi Lufthansy, bo wówczas połowa gości parlamentu a i samych posłów gniłaby w aresztach, a druga męczyła się w izbie przyjęć ambulatoriów z połamanymi kończynami. Zwłaszcza jeśli posiadaliby kapelusze i eleganckie płaszcze.

Czytaj także

Czytaj także