Banan na haczyku

Banan na haczyku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Opozycja chce przejąć władzę czołobitnie składając hołdy Donaldowi Tuskowi. – Proszę, proszę, mało co robi, ma na głowie afery, ale jest tak sprawny medialnie, że jego notowania ledwo drgną – słychać pełne uznania, choć oskarżycielskie w tonie, cmokania z lewa i prawa.
Przywódcy opozycji zdają się żałować, że Tusk nie jest tak koncyliacyjny jak Jarosław Kaczyński, charyzmatyczny jak Grzegorz Napieralski i umiarkowany jak Marek Jurek. Sądzą bowiem, że wyborcy trwają przy premierze wyłącznie ze względu na jego talent do stosowania politycznego marketingu. Zakładają, że sprawy o charakterze aferalnym obedrą Tuska z popularności. I są zdumieni, że tak nie jest.

Napieralski, Jurek a już szczególnie brat pana prezydenta popełniają jeden podstawowy błąd. Mianowicie mierzą protuskowy elektorat miarą ich własnych elektoratów. W przypadku Napieralskiego są to w dużej mierze uzwiązkowieni górnicy, emeryci, jak też zwolennicy aborcji, zamknięcia IPN i związków partnerskich dla gejów. W przypadku Kaczyńskiego są to w dużej mierze uzwiązkowieni górnicy, emeryci, jak też przeciwnicy aborcji, zamknięcia IPN i związków partnerskich dla gejów. W przypadku Jurka jego elektorat jest najbardziej jednoznaczny, bo go ogląda codziennie rano w lustrze przy goleniu.
Widząc elektorat PO na obraz i podobieństwo własnego, opozycyjni liderzy próbują go znęcić do siebie argumentami właściwymi dla swoich zwolenników. Powinni więc sięgnąć po książkę „Akwarium”, w której Wiktor Suworow opisał jedną z podstawowych zasad werbunku: jak chcesz złowić rybę, to na haczyk nadziewaj robaka, którego lubi ryba, nie zaś, dajmy na to, żółty ser, który ty lubisz. Tymczasem Kaczyński nadziewa ustandaryzowanego banana, Napieralski ciężką dolę bezrobotnych, zaś Jurek samego siebie, mniam. Na to wyborców PO nie złowią.
Wyobraźmy sobie przeciętnego zwolennika PO: właściciela warsztatu samochodowego, hurtowni dywanów czy sklepu ze sprzętem AGD. Kurczę – myśli on sobie, gapiąc się wieczorem w telewizor – chłopaki Tuska nieźle coś nawywijały. Poza tym ten cały Tusek miał pogonić urzędników i uprościć system podatkowy, a ja dziś użerałem się w skarbówce o interpretację bzdurnego przepisu. Ale jak zagłosuję na PiS to będę ciągle słuchał o aferach, a SLD podwyższy mi zaraz podatki. Trudno, muszę poprzeć platformę, zwłaszcza że czasy niepewne. Nic nie robią, lenie, ale przynajmniej nie psują.
Po czym otworzy puszkę z piwem, aby się zresetować po ciężkim dniu. A wystarczyłoby, gdyby ktoś do niego przyszedł z prostą ofertą: „Szanowny panie, wiemy jak ciężko się panu prowadzi biznes. Ale proszę się nie martwić, mamy dla pana świetne rozwiązanie. Oto projekt ustawy o wolności gospodarczej, która zniesie zbędne, biurokratyczne przepisy. A tu mamy projekt uproszczenia systemu podatkowego”. Wtedy przeciętny wyborca PO przed zresetowaniem podumałby, na kogo oddać głos. Lecz nie poduma, bo mu nikt z takiej oferty nie przyniósł. Do jej złożenia przymierzał się chyba tylko Paweł Piskorski, jednak kamieniczny biznes ze Stronnictwem Demokratycznym okazał się dla niego dużo bardziej ryzykowny, niż gra w ruletkę.
Zamiast nęcić wyborców Tuska obietnicami uwolnienia ich energii, opozycja serwuje im horror z ulicy Wiązów, posługując się przy tym autorską odmianą przymiotników: straszny, straszniejszy, Tusk; zły, gorszy, Tusk; groźny, groźniejszy, Tusk, krwawy, krwawszy, Tusk; Mecziar, Putin, Tusk. Plus kryzys, załamanie pogody, Gołota na deskach wylądował, sezon na grypę się zaczyna, same nieszczęścia.
Po takich tyradach Tusk może spokojnie stawać przed kamerami. Nie musi nawet niczego mówić. Kaczyński, Napieralski, Jurek, Dorn, etc. etc. mówią za niego.

Czytaj także