Rytualne tańce

Rytualne tańce

Dodano:   /  Zmieniono: 
Moja sąsiadka z portalu, Pani Irena Szafrańska, swój blog zatytułowała „Teraz kolej na mnie”, a zilustrowała go widokiem torów biegnących, hen, aż po horyzont. W artykule o wdzięcznym tytule „Czy Czuma kuma czyli rzecz o pięknych życiorysach”, Pani Szafrańska postanowiła pojechać tymi torami na mnie, a przy okazji na posła Andrzeja Czumę. W tym celu odprawiła typowy w naszych czasach taniec rytualny.
Pani Szafrańska ma do mnie pretensje, że w artykule „Na skrzydłach głupoty” czepiałem się posłanki Marzeny Wróbel z PiS. A czepiałem się dlatego, że pani poseł skrytykowała Czumę, iż ten głosował za wyborem siebie na przewodniczącego sejmowej komisji ds. nacisków. Pani Szafrańska poradziła mi, abym zajął się ważniejszymi sprawami, na przykład posłem Karpiniukiem, którego postępowanie ona już napiętnowała, opisując jego korespondencję z prokuratorami z Rzeszowa. „To jednak nie zainteresowało ani pana Bogusława, ani nikogo ze znanych mi dziennikarzy” – pisze z rozczarowaniem Pani Szafrańska. Grzech mój polegał więc na tym, że nie zająłem się tym, co Pani Szafrańska uważa za ważne.

Idąc tym tokiem rozumowania, mógłbym powiedzieć, że są ważniejsze sprawy niż Karpiniuk, na przykład zła konstytucja, kryzys w służbie zdrowia, AIDS, przeludnienie, deficyt wody, terroryzm i grypa świń, popularnie zwana świńską grypą. Ale nie jestem małym dzieckiem i domyślam się, o co Autorce chodzi. A chodzi o to, że przyczepiłem się do PiS, zamiast do Platformy. Gdybym napisał, że machając ręką za własną kandydaturą Czuma zamachnął się na demokrację, to Pani Szafrańska nie zarzuciłaby mi zajmowanie się głupotami. Skoro jednak skrytykowałem Wróbel, to ujawniłem się w oczach mojej polemistki jako zwolennik Czumy, Tuska i całej PO. Stąd wziął się jej atak na Czumę, któremu zarzuciła, że rozmył autorytet, że jako minister uniewinnił Chlebowskiego i Drzewieckiego, itp., itd. Jestem pewien, że Pani Szafrańska oczekuje, iż ja teraz będę bronił Czumy, że np. napiszę, iż nie rozgrzeszał partyjnych kolegów, tylko powiedział, że w dostarczonych mu przez CBA materiałach nie dopatrzył się żadnych dowodów popełnienia przez nich przestępstwa, itd., itp. Ale ja się tak ustawić nie dam, bo nie interesują mnie rytualne tańce.

Wykonuje je znacząca część polskich komentatorów, którzy z góry podzielili się rolami. Jedni chwalą PO a zwalczają PiS, inni chwalą PiS a zwalczają PO, jeszcze inni zwalczają PO i PiS, bo są z lewicy. Cały rytuał polega na tym, aby tę samą myśl ubierać w nowe argumenty. A myśl jest taka: my, nasi, jesteśmy patriotyczni, uczciwi i obliczalni, oni, czyli ci, którzy z nami się nie zgadzają, są szkodnikami i głupcami.

Moją tezę potwierdza sama Pani Szafrańska, pisząc: „Czasem bywa, że człowiek przyzwoity potrafi na stare lata rozmienić się na drobne, a czasami wręcz odwrotnie. Odnajdujemy wspólny język i wspólne priorytety u ludzi, których jeszcze kilkanaście lat temu byśmy o to nie posądzali, bo należeli do „nich”. Otóż pytam, do „nich”, czyli do kogo? I kim są w takim razie „nasi”? Czy to jakaś partia, klub towarzyski, a może sekta? Pod moim tekstem Pani Szafrańska zrobiła też wpis, w którym m.in. stwierdza: „Ja rozumiem, że posłanka Wróbel jest niewyjściowa, jest brzydka, gruba, i jest z PiS. Zatem krytykowanie jej nie przychodzi szczególnie trudno”. Moja polemistka uważa więc, że zaczepiłem Wróbel ze względów estetyczno-politycznych. Pomijam plastyczny opis posłanki, na który bym się nie zdobył nawet w największym ferworze polemicznym. I zbywam milczeniem przypisywanie mi takiego widzenia kobiety. Natomiast zwrot „… i jest z PiS”, ustawia mnie w roli osobistego wroga panów Kaczyńskich. Nie strzelałem więc do Wróbel z powodów merytorycznych, tylko dlatego, że jest ona z PiS a moje argumenty były jedynie parawanem, za którym skryłem antypatię do tej partii.

Otóż informuję, że jeżeli pani posłanka Wróbel zabłyśnie kompetencjami w czasie prac komisji, to ja ją pochwalę i za wzór postawię, choć jest z PiS. Bo mam w nosie kierowanie się etykietkami. Zostawiam sobie ten luksus, że wedle własnego uznania raz skrytykuję a innym razem pochwalę: Tuska, Pawlaka, Kaczyńskich, Napieralskiego i Piskorskiego. Rytualne swingowanie zostawiam innym i na tym kończę polemikę z polemiką.

Czytaj także