Ćwikła z Obamy, Kaczyńskiego i Tuska

Ćwikła z Obamy, Kaczyńskiego i Tuska

Dziś temat polityczno-warzywny, bo i czasy są ostatnio jakieś buraczane...
Po posiedzeniach komisji sejmowej ds. afery hazardowej ma się ochotę na emigrację wewnętrzną. Ale po spojrzeniu do garnka z naszymi kandydatami na prezydenta w wyborach 2010, można poważnie zacząć rozważać fizyczną emigrację. Najlepiej do Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, na Ukrainę, Litwę, do Łotwy, Estonii, a nawet na Białoruś. Byle nie do Stanów, bo tam mają burgery Obamy. Ponoć dość niesmaczne, co da się zaobserwować i u nas w Polsce.

Najpierw Obama pojawił się w Pałacu Prezydenckim. Ekipa naszej głowy państwa zmieniła stronę prezydent.pl na bardziej podobną do whitehouse.gov. Witryna Kaczyńskiego wzbogacona została o bloga, link do youtube.com, aplikację umożliwiającą wirtualny spacer po pałacu... powiększono galerię zdjęć, dodano „prezenty”. Tylko czekać, aż prezydent pojawi się na Facebooku, choć gwarantuję, że nawet nie wie, „co to za jeden” i czy „jest on człowiekiem IV RP, czy też nie”, ten Facebook... Lech Obama jest jednak dość dyskretny.

Z pełną nachalnością, do Obamy nawiązuje za to profesor Tomasz Nałęcz. Kandydat lewicy lansuje się z Barackiem na jednym billboardzie: Barack Obama – Gdyby uwierzył w sondaże, nie zostałby prezydentem. Tomasz Nałęcz – Gdyby uwierzył w sondaże, nie wystartowałby. Cóż. O tym, że nie ma sensu wierzyć w sondaże przekonał się (i nas wszystkich) Lech Obama (ten powyżej). Barack Nałęcz nie jest więc odkrywczy i innowacyjny.

A taki właśnie stara się być Donald Hussein Tusk. Hussein to drugie imię Baracka Obamy. Prezydent USA mruga nim do muzułmańskiej i afroamerykańskiej części Ameryki, tak jak szef naszego rządu mruga do większości Polaków swoimi wspomnieniami o „wychowaniu na gdańskim podwórku”. Ale to jeszcze nic. Donald Hussein gdyby uwierzył w sondaże, osiadłby na laurach i czekał na gładkie przejecie władzy w październikowych wyborach. On nie wierzy. Dlatego gorliwie, może nawet bardziej ochoczo, niż dwóch wyżej wymienionych, pracuje na swój przyszły wynik, kopiując przy tym jak się da Baracka Obamę. I tak na przykład, w święta nie rozmawiał z mediami (poza małym wyjątkiem, jaki uczynił dla Superstacji i Polsat News). Wiadomo – trzeba by mówić o prywatyzacji, kulisach afery hazardowej, stoczniowej, problemach z narastającym długiem publicznym, wizji przyszłorocznego deficytu. Zamiast tego porozmawiał z nastolatkiem z gdyńskiego gimnazjum:

http://www.kprm.gov.pl/centrum_prasowe/centrum_multimedialne/wideo/id:3806/

To tak jak Barack Obama. On już w sierpniu udzielił wywiadu małemu uczniowi z Florydy:

http://www.youtube.com/watch?v=rP-695ATg-c

Oczywiście pytania, na które odpowiadał nasz Tusk były bardziej wysublimowane i trochę trudniejsze od tych, z którymi musiał zmierzyć się Obama. Ale marna to pociecha...

Ponieważ również nie wierzę sondażom, trudno mi wyrokować dziś, kto zostanie prezydentem 2010. Jedno jest pewne: będzie to osoba, która lubi (a jak nie lubi, to polubi) kolor niebieski, nie poddaje się przeciwnościom losu i umie rozmawiać z dziećmi (pytanie, czy wyłącznie?).

A przy okazji, znowu przypomniał mi się wierszyk Brzechwy:

Raz buraczek nieboraczek
Zaczerwienił się jak raczek:
"Toż gałgaństwo jest niezwykłe,
Żeby robić ze mnie ćwikłę
I ucierać razem z chrzanem.
Nie, to wprost jest niesłychane!"

Na to chrzan, choć był utarty,
Z gniewu zgorzkniał nie na żarty
I powiedział w irytacji:
"Nie rozumiem, z jakiej racji
Jakiś burak za pięć groszy
Przy mnie tutaj się panoszy!"


Hmm.. widać polskie warzywa mają więcej honoru, niż polscy politycy. Choć z jednych i z drugich czasem wychodzi ćwikła...

Czytaj także

Czytaj także