Jarosław Kaczyński jako Joanna Szczepkowska czyli jak 21 czerwca w Polsce skończył się postkomunizm

Jarosław Kaczyński jako Joanna Szczepkowska czyli jak 21 czerwca w Polsce skończył się postkomunizm

Poniedziałek wieczór w radiowej ,,trójce’’. Jedna ze znanych postaci życia politycznego po tym jak dziennikarka przypomniała, że do niedawna SLD kojarzono z aferą Rywina. - Od tego czasu upłynęły już lata świetlne - perorowała postać. - A Grzegorz Napieralski to zupełnie inne pokolenie. Trzeba zrozumieć mądrość nowego etapu.
To ktoś z SLD? Nie, mądrość nowego etapu prezentował rzecznik Jarosława Kaczyńskiego Paweł Poncyliusz.

Tegoż dnia w Szczecinie przemówił sam szef. - Niech nam mówią, że jesteśmy lewicowi. Może i po trosze jesteśmy? To nic złego. – dokonywał coming outu. I zadeklarował odejście od mowy nienawiści. - Od dziś już nie będę mówił o "postkomunizmie", ale właśnie o "lewicy".

Prawda, że jak na kogoś, kto kilka lat temu chciał delegalizować SLD przemiana nadzwyczajna? Toż to cała ofensywa miłości. Ale umizgi nie są zupełną nowością - miały miejsce już znacznie wcześniej. Był nawet ich owoc - koalicja medialna, poligon doświadczalny kolejnych zbliżeń.

We wtorek rano w tejże radiowej ,,trojce’’ Michał Karnowski (beneficjent owej koalicji) gawędził z Józefem Oleksym (obecnie to nie żaden tam komuch czy nawet postkomuch a socjaldemokrata), solidarnie narzekając na manipulacje sondażami, które preferowały wspólnego wroga. Niemniej w pewnym momencie Karnowski poruszył bolesny temat. - Czy można mówić, jak to napisała Gazeta Wyborcza, że to IV RP zamordowała Barbarę Blidę?

Zrobiło się naprawdę groźnie – polityka miłości stanęła pod dużym znakiem zapytania. Co powie Józef Oleksy? Co powie Józef Oleksy? Józef Oleksy nabrał głęboko powietrza i rzekł. – To było tragiczne wydarzenie ale nie można nim obciążać całego państwa.

Uff, Józef Oleksy to naprawdę wytrawny polityk. Senatorska
głowa.

Michał Karnowski to także właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nie drążył tematu, bo stało się wystarczająco jasne, że nikt nie będzie w stanie popsuć owocnego zbliżenia.

A wieczorem (nadal jesteśmy w ,,trójce’’) młody pisowski wilczek (a raczej należało by powiedzieć w tej sytuacji obłaskawiony psiak) Mariusz Kamiński zapowiedział, że, może jeszcze nie teraz ale w przyszłości możliwa jest koalicja PiS z SLD, bo na przykład w kwestii państwa socjalnego nie ma żadnych różnic. Owszem są różnice historyczne ale one są coraz mniej istotne. A dla młodych z obu partii to w ogóle już teraz różnic nie ma żadnych, więc ramię w ramię gotowi są poprzeć ,,in vitro’’ o ile nie nawet nie pójść razem trzymając się za ręce na Paradę Równości.

Tymczasem w mateczniku hunwejbinów jakim jest redakcja Rzeczpospolitej panują oczywiście niewesołe nastroje. Redakcja udaje, że nic się specjalnego nie stało, niemniej coś trzeba było napisać. Ukazał się więc tekst Piotra Semki z jednym istotnym fragmentem zatytułowanym: Ile poświęci Kaczyński?

,,Bez elektoratu SLD szef PiS drugiej tury nie wygra. (…) Kaczyński stoi więc przed trudnym wyborem: Czy ma wszystko poświęcić dla wygranej i ulec w jakimś stopniu SLD? Czy też zachować prawicowy pryncypializm? Jak dalece lider PiS posunie się na drodze kuszenia SLD? Wszystko zależy od tego, jak bardzo zależy mu na Pałacu Prezydenckim. Prezydentura ma dla PiS wiele zalet – to polityczny konkret, pięć lat całkiem realnej władzy. Ale co będzie, gdy „pakt z diabłem” nic nie da? Co się stanie, gdy szef PiS pójdzie na ustępstwa wobec SLD, zrazi do siebie jakąś część swego elektoratu z pierwszej tury, a zbyt wiele głosów wyborców Napieralskiego nie uzyska? ‘’

No właśnie - ile poświęci? Powiedzmy sobie szczerze - walka idzie nie tylko o radykalny elektorat. Walka idzie także o to, jaka będzie przyszłość wiernych pretorian. Co z Pospieszalskim, Ziemkiewiczem, Mazurkiem, Wildsteinem, Janeckim, Karnowskim? Czy będą potrzebni na nowym etapie? Przecież mogą pójść całkiem w odstawkę! Jest czas radykałów a potem przychodzą pragmatycy i pozbywają się tych pierwszych. Pierwszy sygnał był – sztab J. Kaczyńskiego zabronił pokazów filmu Solidarni 2010. Przecież w Partii triumfują lewicowe gołębie bo to ich koncepcja kampanii przyniosła sukces.

Radykalne SA, gdy przestało być potrzebne zostało wymordowane w czasie jednej nocy, hurra rewolucyjni trockiści zostali wykończeni przez stalinistów jako prowokatorzy a jakobini najpierw wykończyli jeszcze bardziej radykalnych żyrondystów by samemu pójść na szafot, gdy rewolucja dogorywała.

Czy mogą liczyć na to, że Partia, której się było tak wiernym, nie poświęci ich na ołtarzu nowego wizerunku i nowych koalicji?
Choć z drugiej strony kto wiarygodniej narai Napieralskiego i SLD twardemu elektoratowi PiS? Mają przecież za sobą zdany test na giętkości kręgosłupa gdy bez szemrania poparli jedynie słuszną wówczas koalicje PiS-u z Samoobroną i LPR.

Mogą się przydać na przykład wtedy, gdy trzeba będzie wytłumaczyć elektoratowi, że prezes Kaczyński ma rację, zapowiadając renacjonalizację głównych gałęzi przemysłu, bitwę o handel oraz przywrócenie PGR.

I że słusznie wyraża się o gen. Kiszczaku jako o patriocie, gdyż internował on w stanie wojennym niejakiego Komorowskiego, oszczędzając samego J. Kaczyńskiego.

W każdym razie po nudnej kampanii wyborczej w pierwszej odsłonie zapowiada się naprawdę interesująca jej dogrywka, choć kto się mógł spodziewać, że tak groteskowa?

A jako suplement tekst sprzed kilku laty.


Kaczyński: PiS za delegalizacją SLD mimo braku procedury

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zapowiedział w poniedziałek w Kielcach, że jego partia będzie dążyć do tego, by Sojusz Lewicy Demokratycznej został zdelegalizowany, mimo że – jak przyznał – w gruncie rzeczy nie ma takiej procedury. Lider PiS uważa, że prawo do delegalizacji partii zawarte jest w Konstytucji RP.

W ustawie o partiach politycznych zapisano, iż procedura delegalizacji jest możliwa, gdy statut partii jest niezgodny z prawem, a nie ma w ogóle mowy o tym jak działać, gdy działalność partii jest niezgodna z prawem.– powiedział Kaczyński. Jeżeli więc sąd rejestrowy uzna, iż nie ma procedury, to my wniesiemy poprawkę do ustawy, która powinna być przyjęta już w 1999 roku, w ciągu dwóch lat po uchwaleniu konstytucji. – wyjaśnił polityk podczas spotkania ze studentami Akademii Świętokrzyskiej.

W ocenie prezesa PiS, w przypadku SLD mamy do czynienia z działalnością, która wydaje się na tyle rozpoznana i godząca w przepisy prawa, że kwestia odpowiedzialności jest postawiona i będzie postawiona. Zgodnie z konstytucją bowiem zakazane są zrzeszenia, których cel lub działalność są sprzeczne z konstytucją lub ustawą. – przekonywał.

Według Kaczyńskiego, wystąpienie o delegalizację Sojuszu wymaga stworzenia sądowi ewidencji różnego rodzaju działań SLD, z uzasadnieniem, że jest to prosta kontynuacja partii, które budzą bardzo daleko idące wątpliwości. Polityk przypomniał, że SLD powstał z SdRP, w którą wcześniej przekształciła się PZPR.

Nie może się udać kolejny numer, że zmieniamy nazwę, jesteśmy oczyszczeni i staliśmy się dobrymi, europejskimi socjaldemokratami. To środowisko udowodniło, że nie jest europejską socjaldemokracją, tylko grupą, która najpierw służyła obcej władzy w Polsce, a potem, funkcjonując w demokracji, postanowiła się bogacić niezgodnie z prawem? – zaznaczył lider PiS.


Prawda, że jest zabawnie?

Czytaj także

Czytaj także