Boski Silvio i nieśmiertelność

Boski Silvio i nieśmiertelność

Dodano: 
Z rozbawieniem i zaciekawieniem (w takich samych proporcjach) czytam kolejną informację o moim ulubieńcu, włoskim premierze Silvio Berlusconim. Otóż boski Silvio tym razem głosi wszem i wobec potrzebę intensyfikacji badań nad długowiecznością. Osobiście nie podzielam jego entuzjazmu, perspektywa długowieczności bardziej mnie przeraża i smuci niż cieszy.
Nie ukrywam, że mam słabość do Berlusconiego. Zdając sobie jednocześnie w pełni sprawę z licznych jego występków i przywar. Kiedyś kolega z włoskiej gazety powiedział mi, że sekret popularności Berlusconiego kryje się w tym, że (prawie) każdy włoski mężczyzna chciałby być taki jak on: bogaty, sławny, mieć władzę i wianuszek chętnych i atrakcyjnych niewiast. Tak też zresztą podejrzewałam. Berlusconi, który jest nieodpowiedzialnym młodym człowiekiem po siedemdziesiątce znany jest ze swej obsesji młodości, zdrowia i długiego życia. Stąd też jego entuzjazm dla badań nad przedłużeniem ludzkiego życia (mówi się nawet o 120-130 latach) jest zrozumiały.
W swojej wypowiedzi dotknął ważnego i intrygującego zarazem problemu – obsesji przedłużania życia. Kilka miesięcy temu miałam szereg spotkań z lekarzami zafascynowanymi tym zagadnieniem. Trzeba przyznać, że świat zachodni ma powody do dumy – jeśli porównamy średnią życia jeszcze w XVIII wieku i teraz, to różnica jest ogromna. Ha! Różnica jest przede wszystkim w formie, w jakiej dożywamy późniejszych lat, przesunięciu procesu starzenia się. Jeszcze sto lat temu trzydziestoletnie kobiety kwalifikowały się już na matrony w średnim wieku, o sześćdziesięciolatce mawiano per staruszka. Teraz sześćdziesięcioletnia kobieta dalej jest, a przynajmniej może być, atrakcyjna i pełna życia a trzydziestolatki - nie jest chyba źle -;). Ale postęp dokonuje się tylko w Europie i Ameryce. Wyjątkiem są Chiny i Japonia, ale zwłaszcza Chiny to inna bajka. W Afryce przez choroby i wojny w wielu krajach średnia życia wynosi mniej niż czterdzieści lat. Porównajmy to z danymi demograficznymi. Tzw. współczynnik dzietności w Afryce jest kilkukrotnie wyższy niż w Europie (jedynym wyjątkiem są Albańczycy, polecam stosowne statystyki). Czyli jeśli te dwie tendencje będą dalej istniały, to jaka nas jako ludzkość przyszłość czeka? Kontynent starców, na których nie ma kto pracować i nie ma się kto opiekować – czyli Europa i kontynent pełen młodych ludzi, którzy starości pewnie nie doczekają. Średnio to przyjemna perspektywa.
Kiedyś na ulicy zaczepiła mnie, hmm, powiedzmy Romka, która złapawszy mnie za dłoń zawyrokowała, że dożyję dziewięćdziesiątki. Wróciłam do domu przerażona i zasmucona. Taka perspektywa wydawała mi się koszmarem. I zdania nie zmieniłam do dziś. Po pierwsze mało kto dożywa tak zaawansowanego wieku w takiej formie intelektualnej i fizycznej jak Czesław Miłosz, Jan Paweł II czy do niedawna prof. Jacek Woźniakowski. Zasmucająca jest także świadomość, że towarzyszką życia długowiecznych jest samotność. Na ich oczach odchodzą pokolenia najpierw ich dziadków, rodziców, a potem rówieśników i często dzieci. Oczywiście, gdyby badania nad długowiecznością faktycznie zaowocowałyby cudownymi wynalazkami, skala problemu byłaby mniejsza, bo i więcej osób dożywałoby sędziwej starości (ale mimo to i tak tracilibyśmy bliskich, choćby w wypadkach). I to w dobrej formie. Ale nawet taka perspektywa nie zmieni jednego – nasilającego się z wiekiem zmęczenia psychicznego i wypalenia. Śladów, którymi odciskają się trudne przeżycia, nie zmażą żadne pigułki. No chyba, że się miało życie usłane różami i umysł ćwierćinteligenta. Co mimo wszystko nie jest chyba jednak dane większości ludzi.

Czytaj także

Czytaj także