Pokaż język!

Pokaż język!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mamy sezon na oskarżanie się o agresję. Język polskiej polityki rzeczywiście jest przesiąknięty nią ponad miarę, jednak pojawiające się żądania zupełnego wyrugowania ostrych zwrotów i określeń to wylewanie dziecka z kąpielą. Na całym świecie pod adresem adwersarzy padają brutalne sformułowania. Bo komuś puszczają nerwy, albo ktoś uzna, że trzeba rozładować złe emocje, które popychają ludzi na ulice.
Pomijam dawanie sobie po buziach w parlamentach włoskim, ukraińskim, koreańskim czy meksykańskim. Przypomnę jednak parę wypowiedzi zagranicznych polityków, tu i ówdzie je wykropkowując, aby nie urazić wrażliwości Szanownych Czytelników.

Premier Australii Paul Keating podczas oracji parlamentarnej przyrównał lidera opozycji, który uparcie wracał do tych samych zarzutów, do „psa, który uparcie wraca do swych rzygowin”.

W Bundestagu Joschka Fischer - ówczesny lider Zielonych - powiedział do prezydenta Weizsackera: „Za przyzwoleniem, jest pan dziurą w d… ”.

Brytyjski eurosceptyk zasiadający w Parlamencie Europejskim Nigel Farage zwrócił się do prezydenta Unii Hermana Van Rompuya: „Ma Pan charyzmę mopa i wygląd urzędniczyny z banku”.

Podczas zwiedzania Salonu Rolniczego w Paryżu prezydent Nicolas Sarkozy wyciągną rękę do jakiegoś mężczyzny. Ten jednak odmówił podania swojej, co wywołało furię u prezydenta. „Sp… więc, sp… załamana p…. „ – rzucił w kierunku mężczyzny.

„Dlaczego się nie zamkniesz?” – spytał król Hiszpanii Juana Carlosa prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza podczas Szczytu Ibero-Amerykańskiego w Santiago de Chile. Powodem dociekliwości monarchy był fakt, że Chavez przerywał wystąpienie premiera Hiszpanii Jose Luisa Zapatero.

Czy na agresję trzeba odpowiadać agresją? Otóż właśnie po tym poznać klasę polityka, gdy nie da się sprowokować i uderzy w brutala ironią. „Pan się myli, ja nigdy tego zawodu nie uprawiałam” – zapewniła premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, gdy jeden z posłów opozycji w Izbie Gmin krzyknął do nie: „Ty k… !”.

Słynne są powiedzenia premiera Włoch Silvia Berlusconiego. „Panie Schulz, we Włoszech robią teraz film o nazistowskich obozach koncentracyjnych. Sugerowałbym dla pana rolę kapo. Byłby pan rewelacyjny” – zwrócił się do niemieckiego eurodeputowanego Martina Schulza. A o elektoracie lewicy stwierdził: „Mam zbyt wiele szacunku dla inteligencji Włochów, by uwierzyć w to, że jest wśród nich tylu fiutów, którzy mogliby głosować przeciwko własnym interesom”.

Za swe wypowiedzi oczywiście był ostro krytykowany. Toteż gdy jakiś szaleniec ranił go miniaturą katedry mediolańskiej, Berlusconi stwierdził: Kiedy mówią „jesteś gorszy od Nerona, Saddama Husajna, Hitlera, jesteś dyktatorem, wszystko kupujesz”, nie można się dziwić, że ktoś o niestabilnym umyśle myśli, że zostanie bohaterem i uczyni dobro, chcąc taką osobę wyeliminować.

Bo, proszę Państwa, zamachy takie jak w Łodzi, zamachy szaleńców czy frustratów zdarzają się również w innych państwach, kultywujących dłużej demokrację niż my – w USA, w Holandii, w Szwecji, we Włoszech czy w Niemczech. Toteż oskarżenia o inspirowanie morderstwa tym czy innym politykom jest nadużyciem. I owszem, owszem, dobrze będzie jeżeli nasi politycy zaczną rzadziej sobie pokazywać języki podczas rytualnych tańców plemiennych, którymi cementują swoje elektoraty. Szczególnie powinni zaprzestać snucia dywagacji o znajdowaniu gałęzi dla adwersarza. Ale nie wymagajmy, aby toczyli spory w konwencji wizyty u cioci na imieninach. Inaczej wyborcy dojdą do przekonania, że spory są pozorne a elity się zmówiły.

Zresztą wyobraźmy sobie taki oto dialog dwóch polityków w telewizyjnym studiu:

- Szanowny panie pośle, jako przedstawiciel partii rządzącej zechce pan łaskawie przyznać, że pańska partia działa w jakimś zakresie na szkodę polskiej racji stanu. I z góry przepraszam pana za moją brutalność.

- Ależ przemiły panie pośle, będę panu niezmiernie wdzięczny, jeżeli zechce pan wysłuchać mojej opinii, za co serdecznie panu dziękuję. Otóż sądzę, że nasza partia rządzi znakomicie. I nader gorąco pana przepraszam za odmienne zdanie.

- Panie pośle drogi, jakże mógłbym się gniewać na pana, spotkanie z panem pozwoli mi zaliczyć ten dzień do szczególnie udanych.

- Kłaniam się w pas panu posłowi. Rękę, którą uścisnąłem pańską prawicę, nie będę mył do jutra.

No i co? Podoba się Wersal?

Czytaj także