Po Lizbonie

Po Lizbonie

W Lizbonie NATO przyjęło niezwykle istotny dokument – nową koncepcję strategiczną. Tylko co przyniesie ona Polsce?
Przyjęcie nowej strategii to niewątpliwie dobra wiadomość – była ona konieczna, bowiem w ostatnich latach NATO, głównie za sprawą Afganistanu, mocno się pogubiło. Należało wskazać nowe zadania, nowe cele i nowy obszar działania. Tchnąć w sojusz nowe życie. Zgromadzeni w Lizbonie, a przez kilka dni było to najważniejsze miasto w Europie, nie mieli powodów do zaskoczenia – nowa koncepcja strategiczna zawiera wszystkie te elementy, o których mówiono wcześniej. Niestety, dla Polski nie jest to dobra wiadomość.

Nie ma zaskoczenia, że wygrała wizja takich państw jak Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania czy Niemcy, a nie koncepcja bliższa Polsce, Litwie, Łotwie czy Estonii. Przez długi czas spierały się bowiem dwie grupy państw. Jedna, w tym my, chciała, by NATO powróciło do swojej tradycyjnej roli, a więc solidarnej (mniej lub bardziej, ale jednak) obrony swoich członków, zgodnie z artykułem V traktatu waszyngtońskiego. Chcieliśmy, by NATO stworzyło wreszcie plany obrony republik nadbałtyckich na wypadek agresji z tak zwanego wschodu (choć wiadomo o jakiego agresora chodzi). Nadal nie ma pełnego i przyjętego planu obrony Polski. Nasza część Europy ciągle obawia się Rosji. Strach został wzmocniony w 2008 roku, w wyniku wojny rosyjsko-gruzińskiej.

Tak zwana „nowa Europa”, by użyć popularnego swego czasu sformułowania Donalda Rumsfelda, jest zainteresowana innymi zagrożeniami. Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone nie boją się Rosji, a nawet chcą za wszelką cenę się z nią układać (o tym dlaczego pisałem skrótowo w komentarzu „NATO potrzebuje Rosji”). Nic więc dziwnego, że w nowej koncepcji strategicznej NATO koncentruje się na nieklasycznych, niemilitarnych zagrożeniach jak cyber-terroryzm, piractwo morskie, proliferacja broni masowego rażenia, handel narkotykami. To oczywiście ważne kwestie także dla nas (no … może poza piractwem), ale nie tak istotne jak obrona przed agresją.

To, że NATO będzie bardziej angażować się w działania ekspedycyjne, a nie klasyczne, to dla nas spore zagrożenie. Dla Polski w perspektywie długofalowej (10, 20, 30 czy 50 lat) to Rosja jest i będzie największym zagrożeniem, a nie somalijscy piraci, rywalizacja o surowce w Arktyce czy konflikt bliskowschodni (sekretarz generalny NATO zapowiedział nawet gotowość wysłania sił Sojuszu do monitorowania ewentualnego traktatu pokojowego). Oczywiście symbolicznie potwierdzono przywiązanie do artykułu V, ale mniej oficjalne wypowiedzi i stanowiska, a przede wszystkim działania, świadczą, że jest inaczej. W praktyce więc w kwaterze głównej NATO jeszcze mniej będą uwagi poświęcać Polsce, a więcej Somalii, Australii, Brazylii, Japonii, Korei Południowej. Europa Środkowo-Wschodnia i jej problemy tracą na znaczeniu.

Problematyczna staje się także kwestia coraz bliższej współpracy NATO z Rosją. Rodzi to dla nas potencjalnie niebezpieczne konsekwencje, bowiem w razie konfliktu Polski z Rosją (nie tylko militarnego, ale również energetycznego, politycznego) nie będziemy mogli liczyć na NATO, bowiem to będzie bardziej zainteresowane utrzymaniem dobrych relacji z Rosją niż naszym bezpieczeństwem i naszymi problemami (vide – Gruzja w 2008 roku, stosunek do niej NATO i Stanów Zjednoczonych). Z drugiej jednak strony może sprawdzi się scenariusz pozytywny – uda nam się w dłuższej perspektywie oswoić Rosję, przyciągnąć ją do Europy, zbudować wspólny system bezpieczeństwa europejskiego. Kto wie co jest nam pisane? Tak czy inaczej nie mamy wyjścia – musimy się pogodzić, że NATO będzie teraz inaczej patrzeć na świat.

Koncepcja strategiczna 2010 w języku angielskim

Czytaj także

Czytaj także