Jak Cię nie ma w mediach, nie żyjesz?

Jak Cię nie ma w mediach, nie żyjesz?

Pierwsza myśl Adama Małysza, gdy przy ogromnej prędkości jego terenowy wóz dachował? „O k… ale będzie materiał”. Nie pomyślał o żonie i dziecku, o swoich kościach. Nie stanęło mu całe życie przed oczami. Pomyślał o dziennikarzach i o sobie na pierwszych stronach gazet i jedynkach w mediach elektronicznych.

Nie tylko miliony Polaków kochały i kochają naszego Adasia. Dziennikarze w przeważającej większości także. Bo Małysz z początkowo nieśmiałego chłopca przerodził się w naprawdę interesującego rozmówce. Ale jeszcze ważniejsze było to, że czy wygrał czy przegrał zawsze był dla dziennikarzy dostępny. Do tego zawsze sympatyczny, niemal zawsze uśmiechnięty, nie strojący dąsów, cierpliwie odpowiadający zarówno po zwycięstwach, jak i porażkach.

Trudno to porównać do na przykład piłkarzy, którzy ostatnio nie przyszli do mix zony, czyli miejsca spotkań z dziennikarzami, Bartosza Kurka, który podczas mistrzostw Europy z dziennikarzami nie rozmawia. Czy Agnieszki Radwańskiej obrażającej się na piszących o byle co.

W tym przypadku jednak medialność Adama Małysz wydaje się mocno przesadna. Myśleć o mediach w sytuacji zagrożenia życia? Zamiast myśli „zginę”, „będę ranny” pojawia się pytanie: „jak to będzie wyglądać w mediach”?.

Czy to aby nie uzależnienie – od sławy, od bycia na ustach wszystkich. Nie byłoby to wcale takie dziwne, po tylu latach być na pierwszych stronach. Przecież były takie okresy, gdy przysłowiową lodówkę strach było otworzyć, bo wyskakiwał z niej Orzeł z Wisły.

Dziwne by nie było, ale groźne dla naszego bohatera na pewno tak. Bo teraz jeszcze wystarczyło dachowanie, ale co dalej… Media są bezwzględne, ludzie też, potrzebują coraz mocniejszych wrażeń.

Może jednak przesadzam. Może Małysz ma to samo co Tomasz Adamek. Bokser opowiadał, że śmiał się ze strachu stewarda, żony i Ziggiego Rozalskiego, gdy zawracano ich samolot, z powodu pęknięcia szyby. „Gdzie Wasza wiara?” – zapytał trzęsących się współpasażerów. Jego wiara okazała się tak duża, że nie było miejsca na strach.

No i teraz zależy kto ma jaki światopogląd. Albo niepokój staje się mniejszy, albo wręcz przeciwnie

Czytaj także

Czytaj także