Jarosław Ukrainę Zbaw

Jarosław Ukrainę Zbaw

Dodano: 
Prawo i Sprawiedliwość jest partią bardzo specjalną. Niby prawica, a przecież "solidarna" lewica. Niby solidarna, a przecież wodzowska. Niby wodzowska, a przecież nikt nie wie o co wodzowi chodzi. Niby nikt nie wie, a przecież elektorat jest i nawet skrzykuje się regularnie na uliczne protesty. Niby protestuje i walczy o Telewizję Trwam, ale przecież nie ma o co walczyć, bo telewizja trwa i trwa mać. Niby nie ma o co walczyć, a przecież Polska zbawiona być musi. No i weź tu się połap człowieku.
Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego ma jeszcze jedną, bardzo charakterystyczną cechę. Dzieli się ono mianowicie na prezesa - który utrzymuje przy sobie wierny elektorat chwytliwymi hasłami i apelami - oraz całą resztę, która owe hasła i apele tłumaczy mediom i społeczeństwu na język polski. Tak było m.in. przy okazji słynnych "zdradzonych o świcie". Prezes hasło rzucił, tłum podchwycił i pokochał, a potem w mediach, od których wyborcy PiS-u stronią - a więc i nie słyszą, co w nich mówią ich ulubieńcy - tłumacze prezesa bezpiecznie wyjaśnili reszcie Polski, że "zdradzeni o świcie" to ani "zdradzeni" (lecz po prostu niespecjalnie lubiani), ani "o świcie" (lecz jeszcze przed lotem tupolewa). I tak jest od lat.

Czasem jednak w tej na pozór szalonej, lecz w istocie starannie skonstruowanej pisowskiej machinie trybiki się przestawią i współpracę prezes-tłumacze trafi szlag. Tak było z bojkotem Euro. Był piękny, wiosenny poranek, kiedy eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki postanowił napisać na blogu: "słyszymy niemal zewsząd o politycznym bojkocie Euro 2012. Najgłośniej na ten temat krzyczą ci, którzy do tej pory palcem w bucie nie kiwnęli". Tego samego dnia prezes Jarosław Polskęzbaw postanowił z kolei oświadczyć: "polski rząd powinien zagrozić bojkotem ukraińskiej części mistrzostw. UEFA powinna co najmniej przenieść finał mistrzostw z Kijowa do Warszawy". Niezły burdel mają siostry w tym Archeo, nieprawdaż? Tym razem tłumacz prezesa musiał sprostować swoje słowa i wyjaśnić, że "krzyczą" tylko "hipokryci z Zachodu", a dobry bojkot nie jest zły.

Potem było jeszcze lepiej. Tłumacz prezesa Mariusz Błaszczak przełożył na potrzeby opinii publicznej słowa prezesa, po których tłumaczyć musiał się tłumacz Czarnecki. "Jarosław Kaczyński apelował o bojkotowanie Euro 2012 na Ukrainie, bo to jedyna skuteczna forma presji na władze ukraińskie" - stwierdził szef klubu PiS i dodał, że dziwi się, dlaczego Donald Tusk do bojkotu jest nieskory - czym ma ponoć dowodzić swojej antyeuropejskości. Skąd ten wniosek i dlaczego bojkot jest formą "skuteczną", skoro nic się jeszcze w Charkowie i Kijowie nie zmieniło? Cóż, niestety dopóki Błaszczak nie będzie prezesem PiS otoczonym sztabem własnych tłumaczy, których na razie się nie dorobił, dopóty się tego nie dowiemy.

Przyznam bez bicia, że nie pojmuję, dlaczego posłowie PiS za każdym razem muszą tłumaczyć słowa swojego prezesa. Wygląda to trochę tak, jakby tłumaczyli się z samego Jarosława Polskęzbawa. A przecież można czasem pozwolić Kaczyńskiemu rzucić to i owo, i pomilczeć, pozwalając społeczeństwu żyć w świętym spokoju i błogiej nieświadomości prawdziwego znaczenia prezesowskich słów. Można byłoby się tak zachować np. wtedy, gdy prezes PiS nawołuje do bojkotu mistrzostw UEFA na Ukrainie, które - było nie było - wspólnie z naszym sąsiadem organizujemy. Warto bowiem zdać sobie sprawę, że ów bojkot ani nie poprawi sytuacji Julii Tymoszenko, ani stosunków polsko-ukraińskich nie umocni, ani kibicom jakoś specjalnie atmosfery mistrzostw poczuć pełną piersią nie pozwoli. Zwłaszcza, że zabrać finału Ukrainie - o czym mówi prezes - UEFA nie może (bo podpisała z Ukrainą umowę).

Spodziewacie się pewnie teraz puenty, w której niezależny od PiS-u polityczny tłumacz przełoży wam na język polski apel Jarosława Ukrainęzbawa. Dlaczego więc - pytacie - prezes nawołuje do bojkotu Euro u naszego sąsiada? Szczerze? Za cholerę nie wiem.

Czytaj także

Czytaj także