Szantaż Putina na Westerplatte

Szantaż Putina na Westerplatte

Właśnie ukazała się nowa książka autora „Europy mafii” Jürgena Rotha - „Gazprom, niesamowite imperium. Jak jesteśmy oszukiwani jako konsumenci i jak szantażowane są państwa”. Tygodnik Die Zeit napisał o autorze, że "jest jednym z najlepszych znawców przestępczości w Niemczech". Warto zapoznać się z jego ostatnią publikacją, by uświadomić sobie dlaczego w Europie nie możemy liczyć na tańszy gaz.
Cezary Gmyz i Mariusz Staniszewski na łamach „Rzeczpospolitej” ujawnili, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ostrzegała przed przejęciem Zakładów Azotowych Tarnów przez rosyjskiego giganta Arcon. W notatce ABW z 26 maja czytamy, że: „dla Gazpromu i Rosjan sprawą życia i śmierci jest posiadanie jak największej liczby przemysłowych odbiorców, ponieważ to przedłuża ich żywot. Oczywiście w oparciu o tani gaz inni mogą zacząć budowę swoich zakładów, co już dzieje się w Stanach, ale my to już mamy i nie powinniśmy się tego pod żadnym pozorem pozbywać. W Polsce są duże firmy, które mogą być odbiorcami polskiego gazu łupkowego i co najważniejsze są one w posiadaniu Skarbu Państwa".

W maju 2010 r. na Uniwersytecie Warszawskim pojawił się wiceprezes koncernu Gazprom Aleksander Miedwiediew, który w Warszawie podpisał porozumienie o programie stypendialnym dla studiujących dla UW i wygłosił wykład. Andrzej Kublik w Gazecie Wyborczej odnotował: „Aula pękała w szwach i Aleksander Miedwiediew podkreślał, że docenia, iż na wykład wygłaszany po godzinie 17 przyszło tak wielu studentów. Nie chcąc przeciążać słuchaczy, wiceprezes Gazpromu wygłosił przemówienie uproszczone niemal do poziomu Wikipedii. Słuchacze mogli się na przykład dowiedzieć, że około 90 proc. gazu ziemnego to metan i chociaż gaz nazywa się błękitnym paliwem, to czasem pali się on także barwą jasnożółtą. I wydobywa się go ze złóż, które leżą niekiedy kilka kilometrów pod powierzchnią ziemi.(…) Po wykładzie nadszedł czas na pytania od studentów. Wydawało się, że zaraz ożywi się atmosfera w dusznej auli. Do zadawania pierwszych pytań zaczęli się zgłaszać studenci Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Wydawało się, że zasypią wiceprezesa Gazpromu gradem trudnych pytań ze swojej dziedziny. Np. jak Gazprom widzi rozwój partnerskich stosunków z Unią Europejską, skoro Rosja w zeszłym roku odrzuciła traktat Karty energetycznej - prawdziwą konstytucję stosunków energetycznych Rosji z Europą - który wypracowano po rozpadzie Związku Sowieckiego. Albo dlaczego Gazprom nie chciał rozmawiać o zwiększeniu dostaw gazu do Polski, zanim rządy Polski i Rosji nie uzgodnią w nowej umowie, w jaki sposób wyliczać koncernowi ulgowe opłaty za tranzyt gazu do Niemiec. Ale trudnych pytań nie było. Studentów Instytutu Stosunków Międzynarodowych interesowało, czy naprawdę Gazprom nie chce się zajmować wykorzystaniem gazu jako paliwa do samochodów albo dlaczego przestał sponsorować igrzyska hokejowe.”

Większość z nas ma nikłe pojęcie o tym czym jest Gazprom. Jakie cele wyznaczyli mu władcy Kremla? Jakimi metodami się posługuje, by osiągnąć cel? Książka Jürgena Rotha nie pozostawia złudzeń. Poniżej przytoczę kilka przykładów jakie opisał autor.

Skok Putina na Gazprom

Gazprom powstał w 1989 r. - po przekształceniu rosyjskiego ministerstwa gazu, objął 95 proc. całej rosyjskiej produkcji błękitnego paliwa. W 1992 roku Gazprom przekształcono w spółkę akcyjną - obecnie udział państwa w spółce wynosi 50,002 proc. Spółka zatrudnia obecnie ponad 400 000 pracowników i należy do najważniejszych dostawców ropy naftowej. Ponadto jest współwłaścicielem banków, towarzystw inwestycyjnych, linii lotniczych, firm ubezpieczeniowych, budowlanych i mediów. Stała się najważniejszym graczem na rynku gazu, m.in. w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii i Francji. Siedziby filii Gazpromu dla uniknięcia podatków zostały założone w rajach podatkowych. A jest co chronić - w 2010 roku zysk Gazpromu wynosił 23,8 mld Euro.

Z chwilą przejęcia władzy przez Władimira Putina (2000) Gazprom stał się pierwszym przedsiębiorstwem, w którym wszystkie kluczowe stanowiska objęli znajomi albo jego bliscy przyjaciele z Sankt Petersburga. To ludzie, którzy pracowali w latach 90. albo w zarządzie miasta, albo w spółce akcyjnej Portu Sankt Petersburg, miejskim przedsiębiorstwie handlowym lub w KGB, przemianowanym później na FSB. Taki skład kadry zarządzającej jest w koncernach energetycznych o zasięgu globalnym unikalna. Wszędzie indziej funkcje kierownicze sprawują ludzie z odpowiednim wykształceniem i długoletnim doświadczeniem w energetyce - tymczasem należy wątpić, czy takie kwalifikacje posiadają byli przedstawiciele zarządu miasta, współpracownicy portu czy firm handlujących nieruchomościami w Sankt Petersburgu. Takich liderów jednak wybrał Putin. Wszystkich wiąże tajemnica, która jest – w najpełniejszym tego słowa znaczeniu - pogrzebana w Sankt Petersburgu.

Gazprom kupił sobie media

Aby spokojnie działać potrzebne jest kontrolowanie opinii publicznej. Kreml (ludzie Putina), poprzez Gazprom-Media, filię Gazpromu, ma kontrolę nad co najmniej 2/3 wszystkich mediów w Rosji. Do Gazpromu należy pięć najważniejszych telewizji i 14 redakcji prasowych - w tym dziennik „Izwiestia”.

Aleksiej Simonow, przewodniczący Fundacji Ochrony Glasnosti, mówi w książce: „Swobodne rozpowszechnianie informacji bardzo w ostatnich pięciu latach ucierpiało. Przyczyną są surowe kontrole państwowe, wywieranie na wydawców i głównych redaktorów pośrednich nacisków poprzez urzędników rządowych jak również wymierzanie kar dla krytycznych dziennikarzy”. Według autora do wzmocnienia wpływu niejawnych działań cenzorskich przyczynia się również upaństwowienie drukarń. „Wraz z wolnością słowa straciliśmy w Rosji wolność wyborów” – stwierdza Simonow.
Reporterzy Bez Granic umieścili Rosję w rankingu wolności prasy na 142 miejscu, po Ugandzie i Gambii. Media Gazpromu nigdy tych faktów nie skomentowały - w końcu nie mogą umniejszać majątku Putina, który według Guardiana (21 grudnia 2007 roku) posiada 4.5 proc. akcji Gazpromu. W grudniu 2011 roku autor książki wysłał do centrali Gazpromu w Moskwie maila w tej sprawie – ile akcji posiada Putin? Nigdy nie otrzymał odpowiedzi.

Zakręcanie gazowego kurka

W 2006 roku poseł Parlamentu Europejskiego z ramienia CDU, Elmar Brok, ostrzegał przed ekspansją Gazpromu, który informował o rozważaniu częściowego zakręcenia gazowego kurka, jeśli jego plany ekspansji zostaną w Europie zablokowane.

Według obliczeń Bundestagu zapotrzebowanie UE pokrywane dziś w 25 proc. przez gaz rosyjski w 2030 roku wzrośnie do 60 proc. Bułgaria, Estonia, Finlandia, Litwa i Słowacja są zależne od rosyjskiego gazu i tym samym od Gazpromu w 100 proc. Dania, Szwecja, Hiszpania, Irlandia, Portugalia i Luksemburg są zupełnie niezależne od Rosjan. Belgia, Holandia, Francja i Rumunia sprowadzają nieznaczne ilości z Rosji. Czechy, Grecja, Węgry, Austria i Słowenia polegają na dostawach z Rosji w bardzo dużym stopniu. Polska, Niemcy i Włochy kupują dużo gazu od Rosjan, jednak mniej niż 50 proc. zapotrzebowania.
Co oznacza zależność od Gazpromu, pokazuje przypadek Litwy, której zaopatrzenie opiera się na umowie z państwowym koncernem RAO JES z 2001 r. Mimo różnych starań kolejnych rządów i prób wymówienia kontraktu - do dziś się to nie udało. Umowa była przedłużana za każdym razem. Mało tego - firma RAO JES podjęła również próbę przejęcia litewskiej elektrowni atomowej poprzez działającego z Wiednia agenta KGB.

Kiedy na Ukrainie zaczęto mówić o wstąpieniu do NATO, ówczesny ambasador Rosji Wiktor Czernomyrdin poprosił premier Julię Tymoszenko o spotkanie w jej prywatnym domu i zagroził wojną handlową, tj. wykluczeniem z Wspólnoty Niepodległych Państw i natychmiastowym zatrzymaniem dostaw energii, natychmiastową wymagalnością spłaty całego zadłużenia oraz użyciem wpływów Rosji w WNP do wprowadzenia sankcji gospodarczych wobec Ukrainy również przez pozostałe państwa WNP. Kiedy Tymoszenko przegrała wybory prezydenckie, Rosja nagrodziła Ukrainę tańszym gazem.

Rosja używała gazu jako narzędzia nacisku także w przypadku Gruzji. Tbilisi ugięło się pod tym naciskiem. A jeśli ktoś myśli, że nie ma się czego bać, bo Gruzja leży daleko, a Polska należy do UE, to warto aby zapoznał się z krótką historią rosyjskich szantaży gazowych: 2003 rok – Łotwa została odcięta od dostaw ropy; 1992, 2002 i znów w 2006 r. – Litwa; 2004 rok – Polsce zakręcono kurek z gazem; 2009 rok - doszło do całkowitego odcięcia dostaw gazu z rurociągu Gazpromu przechodzącego przez terytorium Ukrainy do Polski i na Węgry.

Pajęczyna South Stream

W Polsce nie znamy kulis powstania South Stream - więcej, niewiele osób w ogóle wie o istnieniu tego gazociągu. Słyszeliśmy za to o Nord Stream - czyli składającym się z dwóch rur rurociągu biegnącym przez Morze Bałtyckie, transportującym do Europy gaz ziemny z Rosji, z wyłączeniem Polski. Gazociąg ma funkcjonować przez co najmniej 50 lat. Warto jednak poznać kulisy powstania południowej pajęczyny Gazpromu.

Pierwsza batalia o Gazociąg Południowy odbyła się w Grecji, która korzysta z rosyjskiego gazu od 1996 r. - relacjonuje Roth. Rosyjskim interesom przysłużył się konserwatywny premier Grecji Kostas Karamanlis (2004-2009) - niektórzy wprost zarzucili mu wasalizm wobec Kremla. Wszystko odbyło się jak w tanim szpiegowskim filmie. Karamanlis poleciał do Moskwy podpisać z Putinem umowę dotyczącą greckiej nitki South Stream. Zanim do tego doszło, Rosjanie poprosili o zgodę na działanie w Grecji specjalnej jednostki FSB, która miała wytropić akcję podsłuchową zachodnich służb, których krajom nie podoba się South Stream. Podsłuchiwani mieli być Putin i Karamanlis. FSB sugerowało również, że premierowi przed lotem do Moskwy grozi zamach. Jednostka rosyjskich szpiegów „wytropiła” samochody śledzące premiera na trasie z domu do miejsca pracy. Materiał przekazano do weryfikacji służbom greckim, które nie w pełni potwierdziły te informacje, ale nie były też przekonane, że cała akcja jest sfabrykowana. Wdzięczny za pomoc Karamanlis podpisał umowę z Rosjanami.

FSB odznacza bułgarskich polityków i biznesmenów

Przed oddaniem władzy Miedwiediewowi Putin udał się w swoją ostatnią podróż nie do Waszyngtonu czy Berlina, lecz do Bułgarii, by podpisać tam umowę dotyczącą South Stream. Lider konserwatywnej partii GERB, która w 2009 r. pokonała socjalistów, choć w czasie wyborów wypowiadał się przeciw rosyjskim wpływom w energetyce, nie był przesadnie wrogo nastawiony do Rosjan. Kiedy w styczniu 2008 r. odwiedził Bułgarię Nikołaj Patruszew, szef krajowej służby bezpieczeństwa FSB, w celu wręczenia bułgarskim politykom i biznesmenom rosyjskich orderów, spotkał się z nim również ówczesny burmistrz Sofii i nieformalny lider GERB Bojko Borysow.

Patruszew bardzo interesował się sytuacją w Bułgarii i szansami GERB na zwycięstwo w wyborach. Borysow został odznaczony już wcześniej, w grudniu 2007 r., w obecności rosyjskiego ambasadora, orderem Łomonosowa. Było to wówczas złośliwie komentowane, ponieważ nie były to w tamtym czasie ordery państwowe, lecz odznaczenia Moskiewskiej Akademii Problemów Bezpieczeństwa Narodowego, Obrony i Porządku Wewnętrznego, które ustanowił w roku 1999 szef rosyjskich szpiegów, generał KGB, Wiktor Szewczenko.

Szantaż Putina

1 września 2009 roku rosyjski premier Putin spotkał się w Gdańsku z nowo wybranym bułgarskim premierem Borysowem. W Polsce byliśmy przekonani, że Putin przyjechał uhonorować nasz wkład w II Wojnę Światową, tymczasem dla niego ważniejsze były interesy Gazpromu. W czasie spotkania z bułgarskim premierem mowa była m.in. o elektrowni atomowej Belene, w którą Rosja miała zainwestować poprzez Gazprom. Dzięki amerykańskim depeszom ujawnionym przez WikiLeaks wiemy, że Putin zagroził wówczas Bułgarii mroźną zimą, jeśli najważniejsze rosyjskie projekty energetyczne nie ruszą naprzód. Mógł to być wyrachowany szantaż lub żart. Na bułgarskim premierze rozmowa ta zrobiła jednak takie wrażenie, że opowiedział o niej amerykańskiemu ambasadorowi.

Największym atutem Rosji w Bułgarii jest całkowita zależność tego drugiego kraju od zagranicznych dostaw. Łukoil kontroluje jedyną rafinerię, jest drugim posiadaczem stacji benzynowych z siedmioprocentowym udziałem w PKB brutto, a Gazprom dostarcza 94 proc. zużywanego w kraju gazu ziemnego. Większościowym udziałowcem w drugiej co do wielkości firmie gazowej w kraju, Overgas, jest Gazprom – w 50 proc. należą do filii Gazpromu. Akcjonariusze pozostałej części są zarejestrowani na brytyjskich Wyspach Dziewiczych, gdzie kończą się możliwości dalszych dociekań, kim są. W innych depeszach amerykańskiej ambasady w Sofii pojawia się sugestia, że chodzi o świat zorganizowanej przestępczości.

Szczególne znaczenie dla Kremla ma elektrownia atomowa Belene. Partnerem kontraktu z bułgarskim rządem jest po rosyjskiej stronie Atomstroiexport, w którym Gazprom ma 53,85 proc. udziałów. 18 kwietnia 2006 r. Rosyjska Agencja Informacyjna Nowosti donosi w swoim komunikacie, co następuje: „Gdy bułgarski rząd wyda zgodę Atomstroiexportowi na budowę elektrowni Belene, powstanie w ten sposób przestrzeń dla przedarcia się rosyjskiego przemysłu energetycznego na Bałkany, pisze internetowa gazeta Gazeta.Ru”.

Udziałowcem w Belene jest również niemiecki koncern RWE, który zwyciężył w jednym z przetargów i tym samym miał zainwestować w elektrownię 1,7 mld euro. Koncern skarżył się jednak na operatorów, którzy bez odpowiedzi pozostawili cały szereg pytań dotyczących kwestii bezpieczeństwa i ochrony środowiska.

Jurgen Grossmann, prezes zarządu RWE, na pytanie, czy mafijne układy i korupcja w Bułgarii nie są w najwyższym stopniu problematyczne w przypadku takiej inwestycji, odpowiedział: - Stawiamy na otwarte, przejrzyste i respektujące rządy państwa prawa procedury i chcemy z nich uczynić wartość dodaną tego projektu… Udział RWE gwarantuje duży stopień otwartości wobec obywateli.

W październiku 2009 roku RWE wycofał się z inwestycji. Rzeczniczka RWE wyjaśniła to brakiem jasnych informacji na temat finansowania wartego kilka miliardów projektu (nie miało to nic wspólnego z wątpliwościami dotyczącymi bezpieczeństwa). Do Sofii poleciał wówczas rosyjski minister energetyki i wyraził gotowość przejęcia części, za którą odpowiedzialny był RWE – jemu niejasności finansowania nie przeszkadzały. Zdaniem przeciwników elektrowni, do kieszeni członków rządu i wysokich urzędników płynęły w tym czasie sute łapówki. W końcu wycofał się również Atomstroiexport tłumacząc to spółce matce (Atomenergoprom) brakiem decyzji po stronie bułgarskiej, dotyczącej finansowania projektu.
W korespondencji amerykańskiej ambasady - co potwierdza opinia o Borysowie w Brukseli - jest on przedstawiany jako polityk bardzo niestały i często zmieniający zdanie. Tak stało się i w tej sprawie – zamiast budowie elektrowni w Belene rząd udzielił wsparcia rurociągowi South Stream, ponieważ Rosjanie zagrozili, że w przeciwnym razie gazociąg będzie przebiegał przez Rumunię.

Zemsta Gazpromu

Wielkie wpływy w Rumunii przypisuje się GRU – mają być one znaczące do tego stopnia, że rumuńska gospodarka właściwie w całości zależna jest od Rosjan. Znaczące przedsiębiorstwa, zwłaszcza z branży energetycznej, są sprywatyzowane i znajdują się w mniejszym czy większym stopniu pod wpływem Rosjan. Często dzieje się tak dzięki udziałowi byłych agentów i członków nomenklatury, którzy stali się właścicielami większościowych udziałów w kluczowych firmach. Rumunia płaci jedne z najwyższych stawek za gaz w Europie, ponieważ nieopatrznie sprzedała firmę Distrigaz Południe francuskiemu koncernowi Gaz de France. Wygórowane ceny za rosyjski gaz, jakie Rumunia musi płacić po tej transakcji, są uważane przez dziennikarzy i komentatorów za zemstę Gazpromu.

W ostatnim czasie ze strony przedstawicieli Gazpromu i rosyjskich dyplomatów (np. wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew w 2010 r.) zaczęły docierać sygnały, że Rumunia nie musiałby korzystać z pośredników jak Wintershall czy Imex Oil i mogłaby nawiązać bezpośrednie kontakty z gazowym gigantem Gazpromem – oczywiście w zamian za pewne ustępstwa w innych sprawach.

Turecki bunt

Nie najlepiej wyszła na swojej hardej wobec Moskwy postawie Turcja, której Rosja postanowiła zabronić reeksportu rosyjskiego gazu. Tak rozzłościło to premiera Recepa Erdogana, że ten kazał poinformować Rosjan, iż państwowy koncern Botas nie przedłuży obowiązującego od 1986 r. kontraktu, w którym ceny gazu są powiązane z cenami ropy. Wiceprezes Gazpromu skomentował to słowami: - Jeśli umowa z państwową firmą Botas nie zostanie przedłużona, jesteśmy gotowi sprzedać te ilości już istniejącym jak również nowym partnerom – prywatnym przedsiębiorstwom, które dostarczą potem gaz klientom końcowym.

Miedwiediewowi mogło chodzić o Bosphorus Gas, w którym 40 proc. udziałów posiada spółka ZMB GmbH, a ta z kolei w całości należy do Gazprom Germania. Zarówno ZMB jak i Bosphorus Gas podpisały umowy na dostarczanie rosyjskiego gazu do Turcji.

Opis powyższej sytuacji pasuje do informacji, że wiele kontraktów we wschodniej Europie zawiera warunek zakazujący reeksportu zamówionych wolumenów gazu. Co dały tureckie protesty? Nic. W przeciwieństwie do gróźb. Pod koniec 2011 r. Turcja pozwoliła na to, by South Stream przebiegał przez jej wody terytorialne na Morzu Czarnym. Rosja natomiast będzie zaopatrywać Turcję w gaz do 2025 r. O powiązaniu ceny gazu i ceny ropy nie ma w umowie ani słowa.

Kolejnym celem związanym z South Stream była Chorwacja. Umowa została podpisana w marcu 2010 r. Warto przy tym odnotować, że z końcem 2010 r. upływała ważność aktualnej umowy, na mocy której Chorwaci otrzymywali 1,2 mld metrów sześciennych gazu. Dzięki temu Gazprom miał okazję do wywarcia presji na Chorwatów. Zagrzeb chciał zwiększyć ilość kupowanego gazu, a Moskwa dała swoim chorwackim partnerom do zrozumienia, że jest to możliwe wyłącznie wtedy, gdy Chorwacja przyłączy się do projektu South Stream.

***

27 maja 2008 Prezydent Miedwiediew w swoim przemówieniu do członków zarządu Gazpromu powiedział, że firma jest: „potęgą, z którą należy się liczyć, jedną z ważnych potęg światowych”. Szef wschodnioeuropejskiej filii Gazpromu potwierdził te słowa mówiąc autorowi książki „Gazprom, niesamowite imperium. Jak jesteśmy oszukiwani jako konsumenci i jak szantażowane są państwa”: - To firma polityczna. Prawdziwą władzę w Gazpromie mają politycy. Dlatego było i będzie zawsze dość pieniędzy, by ich politykę finansować.

Jürgen Roth „Gazprom, niesamowite imperium. Jak jesteśmy oszukiwani jako konsumenci i jak szantażowane są państwa”. (GAZPROM - das unheimliche Imperium, Westend 2012)

Czytaj także

Czytaj także