Odczepcie się od Krauzego

Odczepcie się od Krauzego

Nie wiem, czy "Smoleńsk" Antoniego Krauzego będzie dobrym filmem, czy złym. Nikt tego nie może wiedzieć, nim ten film nie powstanie. Wiem jednak na pewno, że powstać powinien.
A powinien, bo chce tego reżyser. I to reżyser na ogół – jeśli się nie mylę – decyduje o tym, czy chce, czy nie chce nakręcić filmu i o czym. Zaskakują mnie więc wszelkie uwagi, że może za wcześnie, że katastrofa dzieli Polaków, że pachnie polityczną propagandą. Artysta ma być reglamentowany? Uwarunkowany zewnętrznie, ograniczony opinią społeczną, może jakąś polityczną poprawnością? Pachnie cenzurą prewencyjną i PRL. Poza tym Smoleńsk realnie dzieli Polaków i nie zapowiada się, że to się zmieni. Więc na co miałby czekać reżyser? Czyż nie jest to najlepszy czas, żeby przedstawić swoją wizję tej historii? Oczywiście premiera zbiegnie się najprawdopodobniej z okresem wyborczym. I znów zapytam: no i co z tego? To jest tylko kino i aż kino.

Film będzie kręcony za pieniądze Fundacji Smoleńsk 2010, ale nawet gdyby był finansowany w jakieś mierze z państwowych pieniędzy, to co? Wiele nieudanych filmów jest tak finansowanych (do takich zaliczam też "Pokłosie"). Uważam, że Krauze powinien wystąpić o dofinansowanie do PISF. Jego ostatni film "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" o wydarzeniach z grudnia 1970 r. był rzetelny i dobry. Oglądały go szkoły. Minister kultury Bogdan Zdrojewski mówi dziś, że film o tragedii smoleńskiej jest niewykonalny. Myli się. Nie oczekuję od filmu Krauzego rekonstrukcji historycznej, ale artystycznej wizji tego, co dzieje się w naszym kraju od 10 kwietnia 2010 r.

W internecie można już obejrzeć zajawkę filmu. Wciąga, jest profesjonalna. Padają w niej zdania: "Zaczyna się czas kłamstw i mistyfikacji", "Trwa śledztwo, które niczego nie wyjaśni". Czy wobec ujawnionych dotąd faktów są to zdania nieprawdziwe?

"Katastrofa czy zamach?" – pada pytanie. Dla wielu z nas katastrofa, dla innych zamach. Taka jest dziś Polska. Czekam na film.

Czytaj także

Czytaj także