Nie ma wojny w Afganistanie!

Nie ma wojny w Afganistanie!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zgodnie z definicją międzynarodową w Afganistanie toczy się konflikt zbrojny!
Wiadomości podawane we wszystkich polskich mass mediach pochodzą z dwóch źródeł: ambasady Rzeczypospolitej w Kabulu i biura prasowego armii polskiej, czyli z jedynych naszych placówek narażonych na ataki wroga. Dziennikarze, świadomie lub mniej świadomie, powielają więc informacje podawane przez oba źródła.

Wyżej wymienione placówki, siłą rzeczy przekazują dane, które są zniekształcone i zagmatwane. Przyczyna tego jest bardzo prosta. Obiekty militarne, dyplomatyczne i rządowe przyciągają wszelkiego rodzaju "szaleńców bożych", którzy pragną ponieść męczeńską śmierć, zostać szahidem ’poległym za wiarę’. Dla lepszego zobrazowania podam następujący przykład: jeśli postawimy otwarty słoik z miodem to natychmiast będziemy mieli wokół naczynia dziesiątki różnych owadów, te gryzące i te tylko bzykające. Ukąszonym można zostać w każdej chwili, nawet jeśli będzie znajdowali się daleko od miodu, ale bzykanie obecne jest niemal wszędzie. Taki właśnie jest dzisiejszy Afganistan.

Szaleńców należy unikać, więc jeśli jesteś w mieście nie powinno się przebywać w takich niebezpiecznych miejscach jak ministerstwa siłowe, posterunki policji, koszary i niektóre ambasady. Chyba, że wizyta w któryś z nich jest konieczna. Prowincje północne i te, w których procent Pasztunów jest niski, są w większości spokojne i życie się w nich toczy podobnie jak trzydzieści lat temu.

Bomby przeważnie nie wybuchają na zwykłych ulicach i bazarach, w muzeach i miejscach turystycznych. Tam nikt do nikogo specjalnie nie strzela, chyba że pojawią się w tych miejscach osoby niepożądane. Zdarzają się wypadki kradzieży i bandytyzmu, ale nie ma kraju bez takich problemów.

Kolejny przykład:

Mogadiszu, stolica Somalii to najniebezpieczniejsze miasto na świecie. Źródła nie podają liczby ofiar.

Bagdad był, według "Guardiana", najniebezpieczniejszym miastem 2007 roku. W tamtym czasie każdego dnia w irackiej stolicy znajdowano 130 ciał.

Caracas, stolica Wenezueli. W 2008 roku popełniono tam 130 morderstw na 100 tys. mieszkańców.

Port Moresby w Papui-Nowej Gwinei - wskaźnik zabójstw wynosi 54 na 100 tys. mieszkańców.

Rio de Janeiro jest jednym z najniebezpieczniejszych miast świata. Od początku 2009 roku zamordowano tam 3595 osób.

Kapsztad w Republice Południowej Afryki - wskaźnik zabójstw wynosi 62 osoby na 100 tys.

Medelin - tylko w 2009 roku w wojnach gangów zginęło około 1300 osób.

Ciudad Juarez nazwane "miastem śmierci", bo od początku 2009 roku w wojnach gangów narkotykowych zginęło tam około 1800 ludzi.

Kabul - w lipcu 2008 w wybuchu przed indyjską placówką zginęło 60 osób, a 140 zostało rannych. Rocznie w wyniku działań "wojennych" ginie tu mniej niż sto osób.

Z wyjątkiem Mogadiszu, wszystkie inne miasta to duże aglomeracje w "pokojowym świecie".

Mniemam, że początek katastrofy inwigilacyjnej rozpoczął się po raporcie Macierewicza i rozdziale zatytułowanym "KRYPTONIM ZEN", opartym na sabotażowych informacjach agenta Szajskopfa czy jak mu tam było. Przekonany jestem, że raport ten praktycznie zlikwidował naszych wywiadowców i dlatego większość trafiających do Polski informacji o wewnętrznej sytuacji w Afganistanie pochodzi ze źródeł natowskich, Internetu oraz mniemań osób "podobno poinformowanych" – cokolwiek to znaczy.

W 2009 roku rozpowszechniano informację po wszystkich afgańskich barach i knajpach oznaczonych napisem "NUR FUR OBCOKRAJOWCÓW" głosiła, że niemiecki BUNDESWYWIAD kupował miesięcznie informacje od jednego ze swoich agentów za 10 tysięcy euro!! Dopiero po jakimś czasie okazało się, że Niemcy nabywali ogólnie dostępne informacje zamieszczane w gazecie przeznaczonej dla wszystkich organizacji pozarządowych, działających w Afganistanie. Smaczku sprawy dodaje fakt, że owe informacje ukazywały się w Internecie na stronie owego czasopisma. NGO (Non-govenrnent Organization) informowały się i nadal informują wzajemnie o wszystkich ważniejszych wypadkach, jakie wydarzyły się na obszarze ich działalności.. O tych dobrych i tych smutnych.

We wszystkich wypowiedziach przy szklaneczce wyrażany jest podziw dla gościa, który sprzedawał takie "świerszczyki" Niemcom, a komentarze związane ze zdarzeniem wywoływały salwy śmiechu z niemieckiej centrali.

W Afganistanie działa wiele wywiadów, jednak okazuje się, że procent pracujących w nich "myślących inaczej" jest niemały W 2007 roku w Afganistanie w wyniku ataków z powietrza, lądu, wody, podziemia i cyberprzestrzeni zginęło około 1400 ludzi. To wygląda blado wobec informacji, o liczbie ofiar wypadków na polskich drogach wynoszących: 6000 zabitych i 100.000 rannych, trwale okaleczonych dzieci, kobiet, starców, wdów, inwalidów i przygodnych gapiów. Natomiast stowarzyszenie "Wilson Center on Demand" podaje na swojej stronie internetowej, że w 2008 roku w Afganistanie w wyniku działań wojennych zginęło 2118 cywili!!! O 40% więcej niż rok wcześniej. Liczbę poległych żołnierzy sił NATO afgańska organizacja kobieca "RAWA" określiła na poziomie 1002 zabitych od 2001 roku do października 2008 roku W przybliżeniu 14 żołnierzy miesięcznie, a u nas ginie średnio 15 osób rozjechanych każdego dnia.

Dzisiaj liczy się, że przeciętna ilość zabitych rocznie od 2009 do 2012 wynosi około 2100 osób.

W oficjalnej afgańskiej statystyce TALIBÓW SIĘ NIE LICZY, gdyż po ataku lotniczym nie można znaleźć całych korpusów tylko tzw. mięso zmielone z budą i łańcuchem. Służby sanitarne zbierające kawałki ciał wrzucają je na wagę po czym dzielą przez 50kg (średnia waga taliba) i ogłaszają wynik 20, 30, 50 sztuk poległych wrogów. Z tego też powodu czasami podawane są dane, w których zawarte są razem kilogramy cywili i talibów. Przepraszam za makabryczny wydźwięk tej informacji, ale odpowiada ona prawdzie.

Od marca 2002 roku do 10 czerwca 2013 roku, w Afganistanie zginęło 40 żołnierzy Wojska Polskiego i jeden cywilny ratownik medyczny.

Proszę Ministerstwo Obrony Narodowej o podanie informacji ilu żołnierzy popełnia co roku samobójstwo i ilu ginie na poligonach w wyniku nieszczęśliwych wypadków. Jestem w stu procentach przekonany, że informacja taka poraziłaby wszystkich protestujących przeciwko naszemu pobytowi w Afganistanie.

Jak podał w swoim wywiadzie w 18/10/2007 dla gazety "Echo Dnia" znany ekspert wojskowości major Michał Fiszer: "Żołnierz ginie na poligonie powiedzmy raz na pół roku, a w ciągu tego okresu ginie na drogach kilkaset osób".

Na pytanie: "Czy inne armie też mają takie problemy?", odpowiedział: "Wszędzie na świecie zdarzają się wypadki na ćwiczeniach. Dotyczy to nawet bardzo nowoczesnych armii jak amerykańska. W Stanach wynika to z dużo większej liczby żołnierzy i prowadzonych ćwiczeń, co przekłada się na liczbę wypadków. Natomiast proporcjonalnie do wielkości wojsk w Polsce częstość ich mniejsza niż u nas, bo tam jest wojsko zawodowe i naprawdę dobrze wyszkolone".

Tak więc, w ciągu 11 lat na poligonach WP zginęło około 30 ludzi.

Sądzę jednocześnie, że obecność WP w Afganistanie jest konieczna.

Wszystkie rządy od 2002 roku głoszą, że wypełniamy międzynarodowy obowiązek, uczymy się współdziałania z NATO, szkolimy żołnierzy (ponoć najlepszy żołnierz to taki, który był ostrzelany w prawdziwej akcji), testujemy naszą nową broń i mundury, a decydenci powoli zaczynają dojrzewać do podejmowania decyzji adekwatnych do sytuacji. Dotychczasowe schizofreniczne wypowiedzi polityków są świadectwem, kto rządzi naszym krajem.

Kiedy Pan SZMAJDZIŃSKI objął tekę ministra obrony, domagał się zwiększenia kontyngentu. Pan SZCZYGŁO minister obrony od afery NANGAR HIL i "idiotów w wojsku" też perorował, że misja nasza musi być kontynuowana. Dzisiaj sejmowa kapela śpiewa a cappella lub unisono przy akompaniamencie prasy aforyzm "chłopcy wracajcie do domu". My was przyjmiemy z otwartymi ramionami, a dla niektórych będą otwarte "klapy pod celą".

Zbójeckim prawem opozycji jest krytyka rządu; konstruktywne wystąpienie przeciwko błędom jest słuszne, natomiast bicie piany świadczy o poziomie zabierającego głos. Na przykład poseł Czarnecki oskarżył, byłego już ministra, Pana Czumę o zdradę tajemnicy państwowej, gdy minister sprawiedliwości podał, że zna adres morderców polskiego inżyniera. Potem zaatakował rząd, że można byłoby użyć siły militarnej w Pakistanie by odbić ciało zabitego geologa. Nazwę tę wypowiedź delikatnie – ABSURD.

Armia Pakistańska jest parę razy lepiej uzbrojona od naszego wojska i ze dwadzieścia razy liczniejsza, a poza tym w dolinie SWAT, czy też dystrykt DERA ISMAIL KHAN (Chan) wszyscy mieszkańcy mają broń i rozstrzelaliby każdego intruza w trzy sekundy. Strefa, gdzie przebywał polski inżynier to najbardziej niewygodne miejsce do ataku, jakie można sobie wyobrazić. Wąskie na dwa metry uliczki przyklejone do wzgórz uniemożliwiają jakąkolwiek akcję z powietrza i z ziemi. Byłem i zwiedzałem dolinę SWAT.

Przywódcy talibów nie ukrywają swojej tożsamości ani nie boją się śmierci. Islamiści szukają męczeńskiego umierania by w nagrodę za swój czyn otrzymać w Raju setki wiecznych dziewic i popijać zabronione na tym padole smaczne wino. Jeśli przyjrzeć się warunkom bytowym biednych Pasztunów, to nie ma się wątpliwości, dlaczego ci ludzie chcą zostać szahidami czyli męczennikami.

Wypinają sempiternę na świat i wylatują w powietrze.

W Afganistanie nasz korpus się szkoli w warunkach stuprocentowo bojowych. Jeśli nie będzie ISAF (International Security Assistance Force) to w Afganistanie szybko powstanie czarna szpara, a potem hebanowa dziura, a jeszcze później będziemy mieli nawiedzonych samobójców w Polsce. Kto by tego chciał? Podczas oddzielnych rozmów niekontrolowanych, z dwóch niezależnych źródeł, w trakcie podróży po Polsce, usłyszałem plotkę: ŻEBY WYJECHAĆ DO AFGANISTANU TRZEBA DAĆ ŁAPÓWKĘ!!! Jadą tam ochotnicy, a nie ludzie z łapanki.

No, czasami na niektórych wywiera się małą presję, by jechali na ochotnika.

Dlaczego nie ma nigdzie informacji, że wszystkie miasta są już w 90% odbudowane, że 4000 km dróg zrekonstruowano, że mosty na przełęczy Salang zostały odbudowane, że w Kabulu wybudowano nielegalnie około ośmiuset drapaczy chmur o wysokich na 10 pięter (ile wybudowano legalnie, nikt nie wie).

Nota bene zepsuto charakter i wygląd stolicy.

Gwoli kronikarskiej dokładności informuję, że na dawnej granicy ze Związkiem Sowieckim, w samym tylko Tadżykistanie wybudowano już 3 mosty przez graniczną rzekę Amu-darię. Słyszałem o planach budowy dalszych przepraw na granicy z Uzbekistanem i Turkmenią.

W Polsce też się buduje autostrady, drogi szybkiego ruchu, obwodnice, metro i mosty.

Wierzę w te informacje, bo prasa jest pełna artykułów o budowlanych sukcesach i cudownych planach na przyszłość.

Następny akapit zapewne wyda się obrazoburczy, gdyż dotyczy wszelkiej maści pozarządowych organizacji charytatywnych i misji humanitarnych zwanych w Kabulu NGO, także organizacji ONZ .

Moim zdaniem wspomniane twory to czynniki destabilizujące kraj, przynoszące więcej szkody niż pożytku. W statutach mają zapis głoszący, że nadrzędnym celem Organizacji jest niesienie ulgi poszkodowanym Afgańczykom. W większości przypadków firmy dobroczynne o niskim kapitale wynajmują wille, za które płacą 60 - 100 tysięcy dolarów USA rocznie. Wypłacają pensje zachodniemu personelowi od 36 tysięcy dolarów USA w górę, kupują samochody i drogi sprzęt elektroniczny. Na personel tubylczy i pomoc zostaje niewiele, kilka setek w drobnych nominałach. Afgańczycy nie mogą konkurować z zachodnim personelem na rynku wynajmu mieszkań, gdyż przeciętna pensja tubylca waha się od 100 do 900 dolarów USA. To samo dotyczy jedzenia i towarów na rynku.

Polska Akcja Humanitarna wynajmowała mało luksusowy dom w afgańskiej dzielnicy, jej personel "ochraniany" był przez wiecznie śpiących "cieciów" i nikt nigdy nie nosił kamizelek kuloodpornych ani hełmów. Wszyscy sąsiedzi znali polskie dziewczyny, szanowali je i nie słyszałem by ktokolwiek chciałby je zaatakować i zamordować. Do tego podróżowały, rozklekotanymi samochodami do odległych wiosek w dzielnicach: Kapisa, Pańdźszir i dalej, bez eskorty wozów opancerzonych. Taka sama jest sytuacja w innych naprawdę charytatywnych organizacjach.

Jeśli nie łamiesz miejscowych praw i zwyczajów, jesteś goszczony bardzo serdecznie.

Nagminnym grzechem wielu Kręgów Adoracji Humanitarnej jest brak rozeznania w terenie i wydawanie pieniędzy na projekty nikomu niepotrzebne, czasem śmieszne, a niekiedy szkodliwe. Koronnym przykładem jest budowa SŁAWOJEK na dalekiej prowincji z podziałem na toaletę damską i męski przybytek. Szwajcarska dbałość o higienę lub TOTALNY IDIOTYZM!

Pieniądze wydane na coś, czego nikt nie używał, nie używa i nie będzie używał wzbudza oczywistą złość u tubylców. Za te paręnaście tysięcy dolarów można byłoby wybudować: wioskowy meczet - dla propagandy, a dla rozwoju kraju - kilkuizbową szkołę. W jednej miejscowości trzy różne NGO wydrążyły studnie, które były nikomu niepotrzebne, gdyż każde domostwo we wsi miało swoje własne ujęcie wody i w dodatku bardziej czyste. Po wykonaniu takiego projektu do światowych central wspomnianych dobroczynnych firm poleciały meldunki o wykonaniu zadania i zapewne prośba o zwiększenie diet za prace w trudnych warunkach.

Innym grzechem niektórych organizacji dobroczynnych jest bezmyślne niszczenie starych struktur społecznych. Humanitarni działacze wyznaczają swoich przedstawicieli w rejonie zainteresowania. W ten sposób dają ludziom z zewnątrz lub lokalnie mało znaczących, stanowiska, do których mianowani się nie nadają. Często kryterium awansu tubylca jest umiejętność pisania i czytania lub mizerna znajomość angielskiego (98% populacji to analfabeci). Nowo wyznaczeni najczęściej rozkradają powierzony im majątek, odsuwają miejscowych ‘malików’ - przywódców i wprowadzają własne porządki, czasami sprzeczne z tradycją lub interesem organizacji charytatywnej.

Ale kogo obchodzi niepiśmienna i zamknięta społeczność z zapadłej wioski w górach Hindukuszu.

O działalności agend ONZ mogę tylko powiedzieć, że NALEŻY ZAMKNĄĆ JE NATYCHMIAST. Wybitni specjaliści z Zimbabwe, Sierra Leone, Bangladeszu, Somali i Czadu pobierają pensje bez podatków w wysokości kilkudziesięciu tysięcy dolarów USA miesięcznie, rozbijają się po knajpach luksusowymi i nowiuśkimi samochodami terenowymi, jeżdżą w delegacje po stolicach Europy i Ameryk. Do tego za pieniądze ONZ-tu kształcą swoje bardzo liczne potomstwo na prestiżowych uczelniach świata. Nic nie potrafią, wszystkiego się boją i nie wystawią nosa zza murów fortec, jakie im wybudowała Organizacja Nadrzędnie Zafiksowana.

Niezły czad, gdyż gołym okiem widać jak cała para z międzynarodowej maszyny idzie w gwizdek.

Obecnie Amerykanie nie mogą doliczyć się 22 miliardów dolarów USA, które im "wyparowały" podczas okupacji Iraku. Pod lupą amerykańskich śledczych znalazł się między innymi DICK CHENEY, DONALD RUMSFELD, wielu oficerów i przedsiębiorców.

Ponoć szesnastu już rozpoczęło odsiadywanie swoich wyroków.

Ciekawi mnie, ilu miliardów dolarów USA nie doliczą się oni i ich sojusznicy po paru jeszcze latach misji w Afganistanie oraz który polityk czy oficer znajdzie się na czarnej liście prokuratorów?

Oficjalnie pierwsze oddziały Wojska Polskiego wylądowały 23 marca 2002 roku w bazie Bagram, a ja przybyłem cichutko 19 marca 2002.

Osobom zainteresowanym materiałami o Afganistanie polecam:

http://www.afganistan.waw.pl (po polsku)
http://zapiski-ponuraka.blog.onet.pl (po polsku)
http://www.afghan-guide.com (po polsku/angielsku, moja strona)
http://www.afgnso.org/index.htm (po angielsku)
http://www.acbar.org (po angielsku)
http://www.afghan-web.com (po angielsku)
http://news.bbc.co.uk (po angielsku)
http://www.laptopburka.com (po angielsku)
http://www.guardian.co.uk (po angielsku)

Można też wprowadzić w internetową wyszukiwarkę hasło ‘Afghanistan’ by dotrzeć do setek rzetelnych informacji we wszystkich językach świata.

Postuluję by w przyszłości wyciszyć tematy dotyczące talibów, poległych, afer typu NANGAR HIL i sądów za zbrodnie. NALEŻY pisać o sukcesach, mimo wszystkich przeciwności, jakie Afganistan osiągnął. To będzie miało OGROMNY WPŁYW NA BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH ŻOŁNIERZY w Gazni, Bagram i Kabulu. Z własnego trzydziestoparoletniego, afgańskiego doświadczenia wiem, że są Afgańczycy, którzy śledzą polską prasę oraz programy telewizyjne. Są oni w ścisłym kontakcie z miejscową ludnością i mają pewien wpływ na opinię wśród mieszkańców Pańdźsziru, Mazari Szarif czy też Szeberganu i Bamjanu.

Moi afgańscy przyjaciele postulują by nie przedstawiać w mass mediach ich Ojczyzny, jako DZIKLANDII, CZARNEJ SZPARY i TERRORLANDU.

Ja ich popieram i rozumiem.

Czytaj także

Czytaj także