Bezbronna zbrojeniówka?

Bezbronna zbrojeniówka?

Po ujawnieniu afery korupcyjnej w 22. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku nikt już nie może mieć wątpliwości, że wojskowe przetargi w Polsce to żerowisko dla nieuczciwych firm. Na ich działalności traci MON, ale i obronność całego kraju. A wszystkiemu winne jest dziurawe prawo.
Lewe interesy robione przez urzędników i właścicieli angażowanych przez wojsko firm ochroniarskich to zaledwie wierzchołek góry lodowej. W odniesieniu do sprawy z Malborka warto jednak zauważyć, że sam fakt oddawania przez armię ochrony swoich obiektów prywatnym firmom musi budzić wątpliwości. Idąc takim, jak w ujawnionej aferze, tokiem rozumowania nietrudno wyobrazić sobie, że wojsko niebawem zacznie zatrudniać kierowców z zewnętrznych firm do prowadzenia swoich pojazdów, albo w podobny sposób „rekrutować” kucharzy do wykarmienia żołnierzy. Owszem – można. Tylko czy takie ekstrawagancje mają sens w czasie, gdy budżet na obronność jest redukowany i na każdym kroku trzeba szukać oszczędności?

Pokłosiem malborskiej afery są prokuratorskie zarzuty i dymisje dowódcy wspomnianej bazy oraz szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, gen. Janusza Noska. Wszczęcie przez premiera procedury odwołania tego ostatniego łączone jest z faktem, że SKW nie panuje nad zamówieniami w zbrojeniówce, mimo że wartość wojskowych przetargów idzie co roku w miliardy złotych. Przetarg na same śmigłowce wielozadaniowe, który ma zostać rozstrzygnięty w przyszłym roku, wart będzie ok. 8 miliardów zł, a mniej spektakularne zakupy, których w armii dokonuje się codziennie poza wiedzą opinii publicznej to wcale nie są mniejsze wydatki. Wszystko to ma miejsce w pełnym patologii systemie, budowanym i konserwowanym od lat. Czas z tym skończyć.

Skala nadużyć jest dla cywilów trudna do wyobrażenia, choć wśród ludzi z branży stanowi tajemnicę poliszynela. Ś.p. gen. Sławomir Petelicki ujawnił kilkanaście miesięcy przed śmiercią, że wojsko za pojedynczy reflektor do transportera Rosomak potrafiło płacić ok. 20 tys. zł. Takie nagminne praktyki miały na celu utrzymanie przy życiu polskich zakładów zbrojeniowych - bez restrukturyzacji i zwiększania ich konkurencyjności. Była to jedna z gorszych przysług, jakie można było im wyświadczyć. Tym bardziej, że zmiany są nieuniknione.

Zmiany wymusza nowela ustawy o zamówieniach publicznych, podpisana pod koniec ubiegłego roku przez prezydenta RP. Jej celem było wprowadzenie do polskiego systemu prawnego unijnej dyrektywy 2009/81/WE, która znosi preferencje dla zamówień w krajowym przemyśle obronnym. Nowa rzeczywistość prawna daje nadzieję, że z czasem patologie w zamówieniach publicznych na rzecz obronności znikną - ale rodzi też ogromne wyzwania przed polskimi zakładami zbrojeniowymi. Oby w dłuższej perspektywie nie okazało się, że są one bezbronne wobec zagranicznej konkurencji.

Można mieć nadzieję, że tak się nie stanie. Działające w naszym kraju zakłady zbrojeniowe są producentami sprzętu światowej klasy: w Mielcu powstają śmigłowce Black Hawk, w gliwickim Bumarze produkowane są cenione czołgi i inne pojazdy bojowe, a cały Polski Holding Obronny ma w swojej ofercie wiele nowoczesnych i pożądanych przez armie wielu państw produktów. Kluczem do sukcesu PHO jest teraz mądre zarządzanie.

Skorzysta na tym sam holding i Wojsko Polskie, które trzeba uwolnić od raka korupcji i niejasnych transakcji zakupowych. A nam pozostaje wierzyć, że malborska afera będzie swoistym katharsis. Katharsis, które przyczyni się do wyplenienia skostniałych układów oraz odsunięcia cwaniaków od interesów z armią.