Pech polskiego miliardera

Pech polskiego miliardera

Z Brytyjczykami musi się bić o grosze warte miliardy złotych, a na polskiej giełdzie zaliczył kilka dni temu wpadkę wartą 300 mln zł. Tegoroczna historia interesów jednego z najbogatszych Polaków to prawdziwa seria niefortunnych zdarzeń.
- Nie ma drugiej takiej firmy, której losy tak nierozerwalnie związane są z losami Polski. Nie ma drugiej takiej firmy, która miałaby udział w ładzie monetarnym Polski i wzbogacała jej dziedzictwo kulturalne od blisko 250 lat– czytamy na stronie Mennicy Polskiej, prywatnej fabryki pieniędzy, należącej do Zbigniewa Jakubasa - miliardera z majątkiem wycenianym na 1,4 mld zł.

Mennica przez lata w ciszy i spokoju, krążek po krążku, wybijała polskie jedno-, dwu- i pięciogroszówki. Ale w tym roku zarządzanie przez Jakubasa własną fabryką pieniędzy zaczęło przypominać jazdę na rollercoasterze.

Na początku roku Narodowy Bank Polski ogłosił, że zamierza wycofać z obiegu monety jedno- i dwugroszowe. Jakubas nie przejął się tym aż tak bardzo, bo w końcu bije pieniądze dla kilkudziesięciu państw, w tym pamiątkowe białoruskie ruble czy armeńskie dramy. I chociaż - na szczęście dla warszawskiego biznesmena - decyzji o wycofaniu z obrotu słynnych miedziaków nikt ostatecznie nie podjął, to NBP odpuścić mu nie zamierzał. Chodzi w końcu o 50 mld zł - bo tyle co roku kosztuje bank wybijanie trzech najniższych nominałów.

Chcąc obniżyć koszty, NBP zapowiedział, że planuje przeniesienie produkcji najmniejszych monet do królewskiej mennicy w Wielkiej Brytanii. Chociaż ta na razie zwleka z udzieleniem ostatecznej odpowiedzi, to nieoficjalnie wiadomo, że Brytyjczycy złożyli bankowi najtańszą ofertę. I chociaż Jakubas obniżył swoją wycenę do granic opłacalności, to i tak nie udało mu się pobić Wyspiarzy. Jeśli Jakubasowi kontrakt ostatecznie ucieknie nad Tamizę, oznacza to spore kłopoty dla jego giełdowej spółki. Nie chodzi nawet o sam spadek przychodów, a redukcję zatrudnienia, bo wybijanie miniaturowych monet wymaga największego nakładu pracy. Jakubas już wystąpił na drogę prawną przeciw brytyjskiej konkurencji. Jego zdaniem tak tanio, jak na Wyspach, monet wybijać się po prostu nie da - więc Brytyjczycy musieli swoja ofertę zaniżyć.

Jednak możliwy odpływ interesów Jakubasa do Wielkiej Brytanii to nie jego jedyny kłopot. Oprócz większościowego pakietu udziałów w Mennicy Polskiej, biznesmen jest też przecież właścicielem Newagu, producenta elektrycznych i spalinowych zespołów trakcyjnych. To jego pociągami do pracy dojeżdża codziennie tysiące warszawiaków, którzy kupili bilet na Szybką Kolej Miejską. Poza tym Jakubas wraz z Siemensem dostarczył już pierwsze wagony dla warszawskiego metra.

Jakubas to wytrawny gracz giełdowy, który do interesów na warszawskim parkiecie przekonał nawet własną córkę Joannę. W jego Mennicy Polskiej ma 5,7 proc. udziałów wycenianych na niecałe 50 mln zł. To utalentowana sopranistka z prestiżowego Royal College of Music w Londynie - uczyła się też w Nowym Jorku. Do koncertowego duetu zaprosił ją słynny niewidomy tenor Andrea Bocelli, znalazła się też wśród wykonawców Europejskiego Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy Zdroju.

Jej ojciec do swojego giełdowego portfela chciał parę dni temu włożyć jeszcze akcje debiutującego właśnie PKP Cargo. Na zakupy wybrał się z 300 mln zł w kieszeni, oferując 70 zł za akcję. Chociaż były sprzedawane po niższej cenie (68 zł), to oferta Jakubasa nikogo nie ścięła z nóg. - Zapisaliśmy się na jedną piątą oferty, ale otrzymaliśmy oficjalną informację, że żadna akcja nie została nam przydzielona - powiedział Reutersowi rozgoryczony Jakubas. Powodem jest najprawdopodobniej konflikt interesów między Newagiem a działającym w tej samej branży PKP Cargo.

Może nad biznesami Jakubasa rzeczywiście od początku roku wiszą czarne chmury, jednak Jakubas na biznesie w Polsce zna się jak mało kto.

Do fortuny doszedł sprytnie pomnażając zaledwie 7 tys. dolarów, które dostał od rodziców na zakup mieszkania w Warszawie. Lokum nie kupił – zamiast tego założył własny sklep z ubraniami. Importował komputery, prowadził własną rozlewnię wody mineralnej w Krynicy, którą sprzedał Coca-Coli. Dzisiaj jest jednym z największych inwestorów na warszawskiej giełdzie. - Płacę podatki w Polsce. Chcę wspierać polski przemysł. Nie podoba mi się, kiedy kolejni ministrowie jeżdżą do Pekinu podlizywać się Chińczykom. Czy my jesteśmy gorsi? – pyta.

Czytaj także

Czytaj także