Polskie Guantanamo to robota Millera

Polskie Guantanamo to robota Millera

Miller jak dziecko pokazuje palcem na Siwca i Kwaśniewskiego, zamiast po męsku przyznać się do  odpowiedzialności za więzienia CIA w Polsce. Tak mężczyzna nie kończy. Tak kończy tchórz i kłamca!
Rzeczpospolita Polska jest republiką o ustroju demokracji z systemem parlamentarno-gabinetowym. Podział władz jest mówiąc ogólnie następujący: władza ustawodawcza (Sejm i Senat), władza wykonawcza (Prezydent i Rada Ministrów), władza sądownicza (Sądy Powszechne, Trybunał Konstytucyjny, Trybunał Stanu etc.).

Władza wykonawcza jest podzielona nierówno. Rola prezydenta w praktyce ogranicza się do funkcji reprezentacyjnych. Znakomita większość władzy wykonawczej spoczywa w rękach premiera i rządu. To Rada Ministrów rządzi, a premier odpowiada m. in. za bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne państwa.

Odpowiedzialność Aleksandra Kwaśniewskiego za więzienia CIA jest proporcjonalna do zakresu władzy wykonawczej jaka przypada na urząd prezydenta. Czyli znikoma w stosunku do premiera. Jak to obrazowo określił Donald Tusk - "prezydent jest strażnikiem żyrandola". Zainstalowanie amerykańskich tajnych więzień w Polsce przeprowadziła Agencja Wywiadu, której szefem był wówczas Zbigniew Siemiątkowski. Bezpośrednim przełożonym Siemiątkowskiego był premier Leszek Miller. Dzisiejsze tłumaczenie Millera, że o niczym nie wiedział jest żałosną próbą mataczenia. Tak samo jak przerzucanie odpowiedzialności na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Wytykanie mu, że szefem BBN był wówczas Marek Siwiec, jest niczym innym jak próbą zdyskredytowania Europy+ i samego Siwca, czyli bieżącą gierką polityczną. BBN (Biuro Bezpieczeństwa Narodowego) jest instytucją o charakterze analityczno-doradczym. BBN nie ma prawa prowadzić żadnych operacji wywiadowczych, kontrwywiadowczych ani żadnych innych działań operacyjnych. Ma analizować i służyć prezydentowi radą. Wie o tym Miller, ale cynicznie i tchórzliwie pokazuje palcem na Siwca i Kwaśniewskiego. To szczeniackie zachowanie świadczy o strachu i nerwowości lidera SLD.

Czy Kwaśniewski jest całkowicie bez winy? Oczywiście nie! Sam prezydent w licznych wywiadach przyznał, że w Polsce były więzienia CIA i szlachetnie wziął na siebie za nie odpowiedzialność. Ale odpowiedzialność w zakresie swoich kompetencji i obowiązującego podziału władzy. Mówiąc wprost Aleksander Kwaśniewski będąc prezydentem był zobowiązany stać na straży Konstytucji, którą brutalnie pogwałcił Miller. Można dywagować kiedy i w jakim zakresie Aleksander Kwaśniewski o tym się dowiedział, ale nie zmienia to faktu, że tym który dopuścił się złamania Konstytucji jest Miller, a nie Kwaśniewski.

Miller zatem powinien odpowiedzieć za złamanie Konstytucji i sprzedanie suwerenności Polski za marne 15 mln dolarów, czyli za polskie Guantanamo. Kwaśniewski może odpowiedzieć za to, że nie doprowadził do rozliczenia Millera. O ile mu się udowodni, że o wszystkich szczegółach wiedział.

Relacje między Kwaśniewskim a Millerem w tym czasie publicyści określali mianem "szorstkiej przyjaźni". W rzeczywistości za tym określeniem kryła się walka obydwu liderów o wpływy w państwie, walka w której Miller na każdym kroku podkreślał marginalną, reprezentacyjną rolę Prezydenta. Utarło się nawet w tamtym czasie powiedzenie, że Miller pozuje na "żelaznego kanclerza" chcąc w jednym ręku skupić całą władzę w kraju na wzór kanclerzy niemieckich.

Żałosne zrzucanie odpowiedzialności na Kwaśniewskiego w powyższym świetle nic Millerowi nie da. To on odpowiadał za Agencję Wywiadu i nie wyobrażam sobie, żeby pułkownik Derlatka przyjmował pudełka z amerykańskimi dolarami bez wiedzy i akceptacji swojego szefa Zbigniewa Siemiątkowskiego, który z całą pewnością o wszystkim informował Millera. Czy Miller coś mówił prezydentowi Kwaśniewskiemu, czy zazdrośnie strzegł swoich bliskich kontaktów (a w zasadzie konszachtów) z Amerykanami? Znając jego wrodzone rosyjsko-amerykańskie wazeliniarstwo, śmiem twierdzić że bardzo oszczędnie dzielił się tą wiedzą z Kwaśniewskim.

Czytaj także

Czytaj także