Czekając na e-aferę

Czekając na e-aferę

Dodano: 
Miało być tak pięknie. Pamiętam Ministra Administracji i Cyfryzacji Michała Boniego. I jego raport "Państwo 2.0 - Nowy start dla e-administracji". Mijają właśnie dwa lata od publikacji raportu. Minister Boni szykuje swój "nowy start" - tym razem do Europarlamentu. Zaś e-administracje, e-podatki, e-posterunki dalej są na starcie. Najbardziej zaawansowana jest e-korupcja.
Wczoraj redaktor Cezary Bielakowski pisał o ePUAP-ie, (elektroniczna platforma usług administracji publicznej), zwracając uwagę, że po 6 latach od rozpoczęcia prac nad portalem, dalej nie działa on tak jak powinien. A jak ma działać, Panie Redaktorze, skoro żaden przepis nie obliguje urzędów do korzystania z platformy. Urząd może wprowadzić swoje usługi do systemu ePUAP, ale nie musi. Co wybierają urzędnicy, aby nie mieć kłopotów z wirtualnym światem? Łatwo zgadnąć.

Próbowałem złożyć przez ePUAP zawiadomienie o organizacji niewielkiego zgromadzenia publicznego (wiecu, demonstracji, pochodu). Sprawa banalna: jeden formularz, żadnych załączników. W Warszawie nie dało rady, we Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie i Poznaniu - też nie. Ale za to można zorganizować pochód w Koluszkach i Zgierzu. Równie trudno, korzystając z ePUAP-u, złożyć wniosek o wymianę zniszczonego prawa jazdy. Z miast wojewódzkich, tylko w Krakowie i Katowicach. Na platformie tę usługę udostępniają tylko 42 urzędy miejskie i powiatowe, na prawie 400.

Pewną próbą uporządkowania systemu była nowelizacja z końca 2013 roku ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Prowadziłem tę ustawę w Sejmie, jako przewodniczący podkomisji. Zobligowała ona wszystkie urzędy do wprowadzenia elektronicznych skrzynek podawczych (ESP), funkcjonujących według jednolitych zasad i dostępnych poprzez ePUAP. Taka skrzynka podawcza umożliwi elektroniczną komunikację z urzędami, równoważną z korespondencją papierową.

Nawet jeśli elektroniczna skrzynka podawcza "zadziała", to będzie to tylko maleńki fragmencik e-administracji. Na pewno niewart 100 milionów złotych, jakie wydano na ePUAP. To co widzimy po wpisaniu "epuap.gov.pl ", bez wątpienia kosztowało wielokrotnie mniej.

Gdzie reszta wydatków? Nie wiem. Warto się temu przyjrzeć. I to nie pod kątem legalności wydatków, bo to pewnie już zrobiło CBA, ale ich celowości i wykorzystania w systemie. Póki co, dzieląc 100 milionów złotych przez 200 tysięcy użytkowników platformy wychodzi, że na każdego użytkownika ePUAP-u wydano 500 zł. Biorąc pod uwagę znikomą ilość usług oferowanych przez ePUAP, to pieniądze wyrzucone w błoto.

Jak łatwo wyrzucić publiczne pieniądze w błoto, mówił nie tak dawno, podczas posiedzenia Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, przedstawiciel NIK-u. Miał być "e-posterunek", czyli system ułatwiający pracę policji. Ale jak to bywa w polskich "e", coś się nie udało i system nie działa. Dwa tygodnie temu komendant główny policji Marek Działoszyński wydał decyzję, że: "działania prowadzone w celu wytworzenia aplikacji e-posterunek zostają zaniechane". Kogoś oskarżono o machloje przy przetargach, ktoś pójdzie siedzieć. Ale ponad 19 milionów złotych wydano. I tych pieniędzy nikt nie zwróci.

W magazynach pozostały co prawda kupione za 7 mln zł komputery Durabook. Na biurko posterunkowego nie pasują, bo to urządzenia w specjalnych obudowach, do zastosowań w terenie. Ale w terenie sprawdzają się tylko wtedy, gdy jest ciepło. Mróz im szkodzi. Ktoś to zamówił, kupił, zapłacił. I co?

Czekamy na następną e-aferę!

Czytaj także

Czytaj także