Ziobro na deskach

Ziobro na deskach

Bokser Tomasz Adamek, którego Zbigniew Ziobro uczynił twarzą Solidarnej Polski i kandydatem do europarlementu, miał związki z półświatkiem, nielegalnie się dopingował, jest antysemitą.
Pisaliśmy o tym w zeszłym tygodniu, powołując się na książkę, którą kilka lat temu wydał współpracownik sportowca. Adamek i politycy SP odpowiedzieli, że autor wycofał się z oskarżeń. Napisaliśmy przecież, że zamilkł, bo… doszedł do finansowego porozumienia ze sportowcem. Prawda o tej historii jest następująca. Ziobro zawsze miał usta pełne frazesów. Praworządność, zasady, wartości. Chętnie używał tych słów i na nich budował karierę. Żeby było jasne: jestem fanem boksu, doceniam osiągnięcia Adamka, ale polityka nie jest miejscem dla niego. Rzeczy, które są do przełknięcia w biznesie bokserskim, w polityce nie przejdą. A pod skrzydłami Ziobry są karykaturalne.

Zbigniewowi Ziobrze nie idzie w polityce. Znana twarz Tomasza Adamka ma mu pomóc zdobyć więcej głosów, ale nie tędy droga. Wokół boksu często kręcą się ludzie, którzy nie mają czystej kartoteki. Tacy byli wokół Adamka. Jego promotorem był Bogusław Bagsik, bohater afery Art-B, sponsorem niejaki Wiesław P., ps. Wicek, Adamek pozostawał w zażyłych relacjach ze Sławomirem S., ps. Krakowiak, jednym z liderów gangu pruszkowskiego. OK. W boksie to jeszcze do zaakceptowania. Tyson robił gorsze rzeczy i jest legendą. Tyle że Tyson nie pcha się do Senatu! Poza tym Adamek, z czego nie robi tajemnicy, nie ma pojęcia o polityce. Dlaczego chce zostać europosłem? Uzasadnieniem ma być to, że nie ma pomysłu na siebie? To żałosne. Ziobro z kolei kilka lat temu rzucił wyzwanie swemu dawnemu patronowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu. Sondaże pokazują, jak mu poszło. A zagraniami, jak z Adamkiem, sam się ostatecznie nokautuje.

Czytaj także

Czytaj także