Jerry Gozdyra show

Jerry Gozdyra show

Zastanawiam się, czego chciała się dowiedzieć od zaproszonych do swojego programu gości redaktor Agnieszka Gozdyra? Już przed programem z grubsza było wiadomo, że pierwszy z jej gości – Artur Zawisza, narodowiec i homofob – eufemistycznie mówiąc, jest dość sceptycznie nastawiony do mniejszości seksualnych. Drugi z gości – warszawski transwestyta Rafalala – też był znany ze swej krewkości, bo od kilku dni krążył w sieci film, jak okłada pięściami drobnego chłopca, który w sposób chamski go obraził.
Zapraszając tych dwoje (dwóch?), za przeproszeniem, publicystów do dyskusji, raczej można było się spodziewać wymiany ciosów poniżej pasa niż rzeczowych argumentów. Bo chyba Gozdyra nie liczyła, że Zawisza ucałuję Rafalalę w dłoń na powitanie. Ani na to, że Rafalala wykaże choć troszeczkę zrozumienia dla głoszonych przez Zawiszę prawd, że jest zakałą rodu ludzkiego i powinna się leczyć.

Nie chodziło przecież o żadną rozmowę, tylko o to, by rozmówcy Gozdyry skoczyli sobie do oczu. By się kopali, pluli, gryźli i drapali. Im bardziej się z sobą nie zgadzają, tym lepiej, bo może im nerwy puszczą i zaczną się choć obrażać. A stąd tylko kroczek do rękoczynów. Tylko taki rodzaj publicystyki podnosi dziś oglądalność. Nie musisz mówić mądrze, ważne, byś wywoływał w widzach emocje – mówią producenci telewizyjni. A prowadzący jest tam od tego, żeby stać na straży z sikawką i dolewać do dyskusji benzyny, gdy ogień w niej gaśnie.

Mistrzem formuły jest jednak Amerykanin Jerry Springer, który do swoich programów zaprasza jednocześnie żonę z mężem oraz jej kochanka lub jego kochankę. Potem szczuje wszystkich na siebie i czeka na efekty. Ponoć najlepsza oglądalność jest, gdy wszyscy ciągną się za włosy, kopią i drapią. On, podobnie jak pani Gozdyra, udaje, że rozdziela walczące strony, ale tak, by widz nic nie stracił z widowiska. Pani Agnieszko, myślę, że dużo mogłaby się Pani od niego nauczyć. Tylko proszę nie nazywać swojego programu publicystycznym. Bo w publicystyce chodzi zwykle o wymianę myśli, a nie ciosów.

Czytaj także

Czytaj także