Trzecia siła

Trzecia siła

Gdy pierwszy raz pojawiłem się w Sejmie, byliśmy trzecią siłą polityczną. Dzisiaj mogę znów powiedzieć to samo: jesteśmy trzecim klubem parlamentarnym. Czyż więc nic się nie zmieniło przez te lata?
Polityka to gra zespołowa. Chociaż nie wszyscy polscy politycy to wiedzą. I dlatego w rejestrze partii politycznych znajduje się ponad 70 wpisów. Bo partię zakłada się u nas łatwiej niż firmę. Tylko co komu po partii, której nazwy nie zna żaden politolog. Może niektórym sprawia frajdę mianowanie się sekretarzami generalnymi. Siadanie z kolegami na kanapie. I czekanie. Tylko na co?

To najkrótsza odpowiedź wszystkim, którzy namawiali mnie, bym wraz z kolegami, założył własną partię. Wszak każdy lubi mieć coś własnego. To samo odpowiadam tym, którzy sądzą, że marzenia i mrzonki znaczą to samo. Może trzeba przeżyć kilkadziesiąt lat, tak jak ja, by znaczenie tych słów rozróżniać. Nie kryję tego. Mam swoje polityczne marzenia. Ale nie zamienię ich na mrzonki.
Bo miarą wartości polityka jest jego skuteczność. To pierwsze pytanie każdego wyborcy: co Pan dla nas zrobił? Dla opozycji odpowiedź nie jest trudna. I z reguły krótka. Nic! Bo w polityce liczy się siła. Siła głosów. I jeśli chcemy być skuteczni, to przede wszystkim musimy te głosy pomnażać. By móc decydować. Rządzić. Lub mieć udział w rządzeniu. A nie bawić się w politykę.

To najkrótsza odpowiedź tym, którzy zastanawiają się, dlaczego od kilku miesięcy powtarzałem, że warto budować zjednoczoną lewicę. Że warto przychylnym okiem spojrzeć na  Lewicę Razem. Że warto szukać tego, co nas łączy. A nie podkreślać - co dzieli. Bo jedynie duża i silna formacja jest w stanie zakończyć polityczną hegemonię Platformy i zastopować PiS w drodze do władzy. W polityce nie sprawdza się powiedzenie: małe jest piękne.

Czy polityk ma poglądy? Tak - ma. Ale polityka to też szkoła. Dla mnie ten trzyletni kurs był szczególnie intensywny. Bo wiele lat życia spędziłem w czterech ścianach swojej małej firmy. Jeśli nawet widziałem palone przed Sejmem opony - to nie czułem ich smrodu. Może widziałem w telewizji matki niepełnosprawnych dzieci - ale ich nie znałem. Nie wiedziałem, że polskie prawo dyskryminuje dzieci rodziców bez ślubu. Nie znałem Piotra Ikonowicza, Anny Grodzkiej, Roberta Biedronia - od których wiele się nauczyłem. Bo kiedyś wystarczał mi Balcerowicz. Dziś już nie!

To najkrótsza odpowiedź tym, którzy martwią się o moje poglądy. Widząc rzekomy dysonans między nimi i polityczną drogą. Zapewniam. Nie błądzę. Długo stałem na rozstaju dróg. Bogatszy o trzyletni bagaż posłowania. Przyglądając się drogowskazom. By wybrać ten!

Czytaj także

Czytaj także